SKANDAL! Żandarmeria fałszuje słowa policjantki, by oczernić ofiarę molestowania seksualnego

Żandarmeria fałszuje słowa

Kapral Karolina Marchlewska w aktach śledztwa o molestowanie seksualne odnalazła szkalującą ją notatkę Żandarmerii Wojskowej, sporządzoną na podstawie rozmowy z policjantką. Według informacji Onetu, dokument został sfabrykowany.

Wiosną 2017 r. kapral Karolina Marchlewska z Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej w Warszawie zgłosiła ówczesnemu ministrowi obrony Antoniemu Macierewiczowi, że była molestowania seksualnie przez swojego przełożonego, ppłk Tomasza S. Poskarżyła się, że nie uległa niemoralnym propozycjom, więc teraz jest prześladowana przez szefów żandarmerii.

Podała przykłady: nagle zginęły jej dokumenty urlopowe, przełożeni obcięli jej dodatek, obniżyli ocenę służbową (choć nigdy nie było do niej zastrzeżeń), próbowali przenieść ją do odległego garnizonu, choć jest matką samotnie wychowującą córkę.

Onet opisał jej historię w materiale „Mobbing nie jest przestępstwem do końca, czyli jak żandarmeria nie ochroniła kapral Anny” (wówczas jeszcze Karolina Marchlewska występowała pod pseudonimem).

Ostatecznie żandarmeria usunęła żołnierkę ze swoich szeregów.

Jednak jej list do Macierewicza sprawił, że formacja wszczęła wewnętrzne śledztwo. Zakończyło się ono w czerwcu 2017 r. Według żandarmerii, molestowania nie było. Marchlewska, nigdy nie dowiedziała się, co jest w aktach z tego postępowania. Żandarmeria do dziś odmawia jej wglądu do tych dokumentów.

Dziwna notatka żandarmów

Przypadek sprawił jednak, że jedna z wewnętrznych notatek żandarmerii ujrzała światło dzienne. W listopadzie 2019 r. w aktach śledztwa w sprawie molestowania seksualnego prowadzonego przez prokuraturę okręgową w Warszawie Marchlewska znalazła dziwną notatkę służbową żandarmerii.

Wynika z niej, że w komisariacie w rodzinnej miejscowości Marchlewskiej wiosną 2017 r. zjawił się st. chor. Mariusz Witkowski, kierownik Sekcji Spraw Wewnętrznych i Ochrony Informacji Niejawnych ŻW i starszy inspektor tej sekcji st. chor. Łukasz Bujak. Ten drugi jest autorem notatki. Napisał w niej, że razem z st. chor. Witkowskim rozmawiał z policjantami „celem dokonania ustaleń dotyczących Karoliny Marchlewskiej”.

– Dlaczego się tam zjawili i o mnie wypytywali? Na czyje polecenie wykonywali te czynności i do jakiego postępowania? – pyta Marchlewska.

Zadaliśmy te pytania żandarmerii i prokuraturze. Odpowiedzi nie dostaliśmy.

Z treści notatki wynika, że funkcjonariusze ŻW rozmawiali z policjantką, która kilka miesięcy wcześniej prowadzała śledztwo w sprawie włamania do domu byłej żołnierki. Żandarmi mieli od niej usłyszeć o roszczeniowym i aroganckim zachowaniu Marchlewskiej oraz, że była karana za składanie fałszywych zeznań. Według notatki, jedna z policjantek miała też twierdzić, że Karolina Marchlewska „jest powszechnie znana lokalnej społeczności z uwagi na niemoralne prowadzenie się w życiu osobistym, które nie przystoi kobiecie”.

Dokument pochodzi z 24 października 2017 r., a żandarmi zjawili się u policjantki w czerwcu.

– Dlaczego potrzebowali ponad czterech miesięcy, by napisać notatkę? – zastanawia się Marchlewska. Zapytaliśmy o to ŻW. Odpowiedzi nie dostaliśmy.

Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie potwierdził nam, że taka notatka w listopadzie 2019 r. została dołączona do akt śledztwa ws. molestowania Marchlewskiej.

Policjantka: to nie są moje słowa

Wtedy też dowiedziała się o jej istnieniu pokrzywdzona żołnierka. Zadzwoniła do policjantki. Zapytała ją, czy rozmawiała z żandarmami. Ta potwierdziła. Była żołnierka przytoczyła jej wtedy treść notatki. Policjantka stanowczo stwierdziła: „ja przecież nic takiego im nie powiedziałam”.

Kobiety spotkały się następnego dnia w komisariacie. Policjantka przeczytała notatkę i powiedziała, że pamięta spotkanie z żandarmami, ponieważ przyjechali do jej domu, choć była wtedy na urlopie. Nie wpuściła ich do mieszkania. Rozmawiali pod blokiem.

– Powiedziała im, że mnie pamięta, bo prowadziła postępowanie w sprawie kradzieży u mnie w domu, ale zapewniła, że nie powiedziała im, iż jestem skłonna do konfabulowania, czy o innych oczerniających mnie rzeczach, które znalazły się w ich notatce – opowiada Marchlewska.

– O ile dobrze pamiętam, stwierdziła coś takiego: „Niech te osoby staną i prosto w oczy mi powiedzą, że ja im takich informacji udzieliłam. W życiu tego nie powiedziałam” – dodała Marchlewska.

„Sędzia we własnej sprawie”. Wojsko nęka ofiarę molestowania w Żandarmerii Wojskowej

Policjantka oświadczyła, że chce być przesłuchana w charakterze świadka. – Ona uznała, że w tej notatce nie tylko mnie pomówiono, lecz ją również – dodała Marchlewska.

Policjantka powiedziała jej, że ponownie w 2019 r. byli u niej jacyś wojskowi i chcieli rozmawiać na jej temat. Pani aspirant zapytała ich jednak, czy służbowo, a jeśli tak, to poprosiła o pismo. Żadnego dokumentu nigdy nie dostała.

Policjantka zgodziła się przyjść do prokuratury jeszcze w grudniu 2019 roku.

Prokurator: policjantka nie zasługuje na przesłuchanie

– Natychmiast zadzwoniłam z tą informacją do prokurator Małgorzaty Gałązki, która prowadzi sprawę – powiedziała Marchlewska. – Ustaliłyśmy, że ja napiszę wniosek o przesłuchanie policjantki w charakterze świadka, a pani prokurator zadzwoni do niej, żeby się jak najszybciej z nią umówić.

Prokurator nigdy jednak nie zadzwoniła do pani aspirant. Na początku stycznia 2020 r. Marchlewska dostała zaś od niej pismo, że wniosek o przesłuchanie policjantki „nie zasługuje na uwzględnienie, jako że w sposób oczywisty zmierza do przedłużenia postępowania”.

– Ale to ja mówiłam pani prokurator, żeby nie przedłużała tego postępowania w nieskończoność. To prokuratura przedłużała je aż ośmiokrotnie. A kiedy pojawił się ważny świadek, to oddaliła wniosek o jego przesłuchanie. Przecież to absurd – mówi Marchlewska.

Prokurator Gałązka zasugerowała też w uzasadnieniu, że Marchlewska miała dość czasu na złożenie tego wniosku, ponieważ notatka żandarmów pochodzi z 24 października 2017 r.

– Przecież notatka została dołączona do akt sprawy dopiero w listopadzie 2019 r., wcześniej nie wiedziałam o jej istnieniu – skomentowała Marchlewska.

Prof. Andrzej Zoll: to może być przestępstwo

Decyzję prokurator Gałązki krytykuje Krzysztof Parchimowicz, szef stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia. – Można mówić o wniosku dowodowym obliczonym na przedłużanie postępowania wówczas, kiedy okoliczność była znana wcześniej. Jeśli jednak strona dowie się o takiej okoliczności w trakcie prowadzenia postępowania, to nie można mówić, że składając wniosek o przesłuchanie policjantki, pokrzywdzona robi to, by przedłużyć postępowanie – mówi Parchimowicz.

Zastanawia się też dlaczego prokurator dołączyła do akt sprawy tę notatkę. – Nie stanowi ona dowodu. Nie można też na jej podstawie przesądzać o wiarygodności pokrzywdzonej. Dlatego powinna ona wnieść o usunięcie jej z akt – dodaje.

Z kolei prof. Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, uważa, że należy zbadać okoliczności sporządzenia notatki przez funkcjonariuszy ŻW, ponieważ sprawa może nosić znamiona przestępstwa, polegającego na fałszowaniu oświadczenia policjantki w celu pomówienia pokrzywdzonej.

Na ten fakt zwracają uwagę też inni prawnicy, z którymi rozmawialiśmy.

Tu nie znajdę sprawiedliwości

Zawiadomienie do prokuratury w sprawie fałszowania przez żandarmerię rozmowy z policjantką złożyła Karolina Marchlewska. 14 styczna tego roku dostała informację, że śledztwo zostało wszczęte. W rozmowie z dziennikarzami Onetu powiedziała, że obawia się, że w wojskowym systemie prawnym podzieli ono los innych śledztw, które wszczęto z jej zawiadomienia, czyli zostanie umorzone.

– Niestety, doświadczenie z tą prokuraturą nie pozostawia mi żadnych złudzeń, tu sprawiedliwości nie mam co szukać – powiedziała Marchlewska.

EDYTA ŻEMŁA, MARCIN WYRWAŁ, ONET.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*