Czechy nie chcą być pariasem Europy jak Węgry i Polska. Zostaliśmy sami?

Słowacja jest w strefie euro, Węgry grają na Rosję, a Czechy nie zamierzają rezygnować z proeuropejskiego kursu i nie przyłączą się do antyniemieckiej i antyfrancuskiej krucjaty. To tyle, jeśli chodzi o twardy front Grupy Wyszehradzkiej (V4).

Beata Szydło jest bardzo dumna z osiągnięć sojuszu z Czechami, Węgrami i Słowacją. Podczas poniedziałkowych rozmów szefów rządów V4 i Beneluksu podkreślała, że UE powinna „rozwijać się tak, jak rozwija się Grupa Wyszehradzka”. W końcu państwa Europy-Wschodniej mogłyby razem sporo zdziałać.

Ot, choćby przeforsować w Unii wspólną politykę obronności, co zaproponowała ostatnio Praga. Wsparcia szukała wśród członków Grupy, ale okazało się że pomysłem nie jest zainteresowana Polska. Powód? – Warszawa mówi nam, że niczego nie rozumiemy, bo w UE to Francuzi próbują rozgrywać swoje interesy i podali przykład „wciskania” Polsce caracali – mówi członek czeskiego rządu w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Polska stawia za to na Wielką Brytanię, która wychodzi z Unii. Takiej postawy kompletnie nie rozumie premier Bohuslav Sobotka, który kilka tygodni temu stwierdził, że nie dopuszcza myśli, by Czechy znalazły się poza głównym jądrem decyzyjnym UE. – Chcemy być w części Europy progresywnej, proreformatorskiej – powiedział.

Co więcej, tuż przed lipcowym szczytem Trójmorza, na który ma przyjechać Donald Trump, Praga wycofała się z paktu przeciwko Niemcom i Francji – projektowi przeciwko centrum UE, który forsuje Warszawa. Liczyła, że V4 go poprze. „Dla nas idea Trójmorza jest nie do zaakceptowania. To XX-wieczny, mocarstwowy koncept Piłsudskiego” – mówi „Wyborczej” czeski dyplomata.

Dlaczego? – Czesi nie chcą stać się trzecim, środkowoeuropejskim pariasem – mówi Aleksander Kaczorowski, ekspert ds. Czech, autor i tłumacz czeskiej literatury. – Chcą pokazać, że mimo kilku wspólnych interesów, czymś się od tych „strasznych i okropnych” Polaków i Węgrów różnią – dodaje.

Wyszehradzki interes

Czy odcięciem się od antyeuropejskiego buntu Czechy zadały cios w plecy Polsce? – Nie, po prostu Polska dokonała wyboru, postawiła na strategiczny sojusz z Victorem Orbanem przeciwko dalszej integracji z UE. Natomiast Czesi i Słowacy wybrali inaczej – dodaje Aleksander Kaczorowski.

Polska, Czechy i Węgry mają sporo wspólnych interesów, w tym dwa główne: uchodźcy i waluta euro. Władze zgodnie odmówiły przyjęcia imigrantów i naraziły się na postępowanie o naruszenie prawa unijnego. Społeczeństwa tych trzech krajów mają też wątpliwości co do przyjęcia euro. Czeski rząd co prawda zapowiedział, że nie wyklucza dołączenia do strefy, ale w najbliższym czasie jest to mało prawdopodobne: zbliżają się wybory, socjaldemokraci dołują w sondażach, a przeciwko wspólnej walucie opowiada się 80 proc. obywateli Czech.

Co nie podoba się Czechom?

Jednak w przeciwieństwie do Budapesztu i Warszawy, Praga oddziela sprawy waluty i uchodźców od antyliberalnego buntu. – Wolałaby mieć dobre stosunki z Unią Europejską, Francją, Niemcami – mówi Kaczorowski. – Tym bardziej, że Czechy są w większym stopniu niż Polska i Węgry zintegrowane z Zachodem gospodarczo. To choćby kwestia udziału zagranicznego kapitału w czeskim sektorze bankowym czy inwestycji w przemyśle i struktury eksportu – dodaje.

– Proszę mi wierzyć, to żaden powód do chwały być wrzuconym do jednego worka z Warszawą i Budapesztem – mówi „Wyborczej” jeden z wysokich rangą czeskich urzędników, proszący o anonimowość.

Inną sprawą jest Słowacja

Jak wyjaśnia Kaczorowski, Bratysława może i nie jest jeszcze gotowa na głębszą integrację z jądrem UE, ale na pewno nie chce stanąć w kontrze do centrali. Jest też w końcu w strefie euro i przyjęła uchodźców. – Z pewnością nie ma zamiaru żerować polityki zagranicznej ministra Waszczykowskiego i ponosić jej kosztów – mówi ekspert.

Buntownicy z europejskiej prowincji

PiS-owi za to bardzo dobrze układa się z Victorem Orbanem, który nie kryje ścisłych związków z Władimirem Putinem. Czy interesy Węgier są zgodne z interesami Polski? – To pytanie, które powinien zadać sobie Waszczykowski – mówi Kaczorowski. – Z perspektywy PiS związek Orbana i Putina jest kosztem, który polska dyplomacja zdecydowała się ponieść w imię sojuszu – dodaje.

Budapeszt jest bowiem cennym sojusznikiem Warszawy w rewolucji konserwatywnej. Oba państwa mają też zabagnione stosunki z Komisją Europejską i zepsutą reputację w Unii. Nie chcą też uczestniczyć w rozwiązywaniu problemu uchodźców. – I to są dla PiS rzeczy priorytetowe. Kwestie prorosyjskiego nastawienia Orbana są bagatelizowane, traktowane jako sprawy trzeciorzędne – mówi Kaczorowski.

Czy na pewno? – Polityka Węgier jest egoistyczna i próbuje korzystać z pomocy Putina. Węgry zajmują także bardzo dwuznaczną postawę w sprawie tak kluczowej, jak bezpieczeństwo Polski jak Ukrainy – ocenia Aleksander Smolar, szef Fundacji Batorego w TOK FM. To tym ważne, że teraz to Węgry będą jednak nadawać ton Grupie Wyszehradzkiej. Po 12 miesiącach przejmują przewodnictwo od Warszawy.

NEWSWEEK.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

  1. UE ma jasno określone kryteria i cel działania – konsolidacja państw europejskich należących do Unii oraz współpraca w celu podniesienia poziomu życia w tych państwach. Obecnie mówi się że może powstać UE dwóch prędkości, a nie jedt teraz? Nawet 3 prędkości rozwoju 1. Trzy najsilniejsze i największe państwa 2. Pozostałe kraje EWG 3.państwa przyjęte po 2004r.4. Ostatnio przyjęte państwa.- to oznacza 4 prędkości i wiąże się z czasem wstąpienia do UE w dużym stopniu. Ale czy to znaczy, że UE nie pomaga w rozwoju tyh państw? Pomaga,ale potrzeba dużo pracy, pieniędzy i czasu i to też nie spowoduje zrównania z najsilniejszymi ponieważ naislabsze kraje nigdy nie osiągną takiego potencjału. To oznacza, że należy dalej współpracowac i drogą kompromisu wzmacniać wszystkie kraje, ponieważ jest to w efekcie korzystne dla całej UE,i należy też pamiętać, że na budżet UE składają się wszystkie państwa tak samo 2% PKB…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*