Prawo i Sprawiedliwość, w ramach nowelizacji kodeksu wyborczego z 2018 r., umożliwiło powstawanie tzw. „komitetów widm”. Te komitety, mimo że nie wystawiają kandydatów, mogą obsadzać miejsca w komisjach wyborczych. Problem ten zyskał na znaczeniu podczas wyborów prezydenckich, gdy obecność przedstawicieli „komitetów widm” budziła wątpliwości co do uczciwości procesu. Koalicja Obywatelska (KO) złożyła projekt nowelizacji mający ograniczyć taką praktykę. Mariusz Witczak, który przygotował projekt, proponuje, by zgłoszenia do komisji mogły składać tylko te komitety, które zarejestrowały listy kandydatów.
Plaga „komitetów widm” była szczególnie widoczna podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Wnioski o ponowne przeliczenie głosów zwracały uwagę na skład komisji. Romuald Starosielec, choć nie stał się pełnoprawnym kandydatem, wprowadził do komisji wyborczych aż 8,5 tys. osób. Witczak podkreśla, że taka praktyka zaburza przejrzystość procesu wyborczego i stwarza potencjalne pole do nadużyć.
Zwolennicy przegranego kandydata Rafała Trzaskowskiego sugerują, że wpływ „komitetów widm” na wynik wyborów był znaczący. Choć prof. Jarosław Flis wyraźnie zaznacza, że ich realny wpływ na proces wyborczy jest marginalny, to wskazuje na problemy organizacyjne i motywację finansową stojącą za ich powstawaniem. Członkowie komisji zarabiają za swoją pracę, co sprzyja tworzeniu takich struktur.
Prezydent Karol Nawrocki, który zawetował wcześniejszą nowelizację kodeksu z powodu innej propozycji dotyczącej sekretarza komisji wyborczej, ma teraz szansę rozważyć okrojony projekt. Witczak liczy, że prezydent opowie się za większą przejrzystością wyborów.
Projekt posła Witczaka to jedno z wielu podejść do rozwiązania problemu. Podobne propozycje pojawiły się wcześniej, lecz nie zyskały one aprobaty. Problem obsadzania komisji wyborczych pozostaje w centrum uwagi, a jego rozwiązanie może zwiększyć zaufanie społeczne do demokracji w Polsce.








Dodaj komentarz