Rodzice Marcina Mizi, młodego funkcjonariusza Służby Więziennej, wciąż oczekują na zadośćuczynienie po tragicznej śmierci syna. Mija już niemal dwa lata od wydarzeń podczas Fun Festiwalu w Sosnowcu, gdzie Marcin zginął wskutek brutalnego pobicia. Sprawa toczy się przed Sądem Rodzinnym, jednak dotychczas nie zapadł żaden wyrok.
Marcin Mizia przyjechał do Sosnowca z narzeczoną, aby uczestniczyć w koncercie Beaty Kozidrak. Podczas wydarzenia zwrócił uwagę grupie nieletnich, co zakończyło się dla niego tragicznie. Grupa młodzieńców zaatakowała go, nie oszczędzając nawet wtedy, gdy leżał bezbronnie na ziemi. Z ciężkimi obrażeniami głowy trafił do szpitala, gdzie zmarł po trzech dniach.
W procesie przed sądem dla nieletnich odpowiadają Wiktor, Jakub i Dominik, obecnie pełnoletni. Zarzuca im się udział w śmiertelnym pobiciu. Chociaż początkowo Jakub i Dominik przyznali się do ataku, Wiktor utrzymuje swoją niewinność. Dowody w sprawie, w tym nagrania z monitoringu, nie pozwoliły na jednoznaczne ustalenie odpowiedzialnych za pobicie.
Obrońcy nastolatków próbują podważyć dowody, argumentując, że z nagrań nie można wywnioskować tożsamości napastników. Podnoszą również, że impreza była źle zabezpieczona, co zdaniem prokuratury nie ma związku z miejscem samego pobicia, które miało miejsce poza terenem koncertu. Dodatkowo obrońcy sugerują, że Marcin mógł sam upaść i uderzyć głową o chodnik.
Grażyna i Jacek Miziowie uczestniczą we wszystkich rozprawach, ale są rozczarowani powolnym postępem sprawy. Ze względu na zmianę sędzi prowadzącej proces wydaje się im, że prawda jest coraz bardziej nieuchwytna. Rodzina podkreśla, że czuje się jak obserwatorzy na sali sądowej, bez realnej możliwości wpływu na przebieg procesu.
Najbliższe posiedzenia sądu zaplanowano na koniec czerwca, ale nie ma pewności, czy wtedy zapadnie wyrok. Rodzice Marcina, pełni żalu, oczekują sprawiedliwości dla swojego zmarłego syna, ale jednocześnie zdają się tracić nadzieję na jej rychłe osiągnięcie.








Dodaj komentarz