Trzeci sezon serialu „Euforia” wywołał nie lada kontrowersje wśród wiernych fanów i krytyków ze względu na nowe kierunki fabularne, które wzbudzają mieszane uczucia. Sam Levinson, twórca serii, podjął się zmiany estetyki i tonu narracyjnego, co z jednej strony prowadzi do ciekawego mariażu kryminalno-gangsterskiego klimatu, a z drugiej wywołuje falę krytyki za cynizm i brak integralności fabularnej.
Seria, która zadebiutowała w 2019 roku i zyskała uznanie za szczery wgląd w świat młodych, wraca po długiej przerwie, jednak wielu widzów uważa, że tym razem balans brawur i głupoty został przekroczony. Levinson zaskakuje fanów wprowadzeniem nowych konwencji filmowych i porzuceniem znanej dotąd estetyki. W miejsce znanych błękitów i neonów pojawiają się wysycone żółcie, klasyczna epicka muzyka Hansa Zimmera oraz westernowy klimat.
Główna bohaterka Rue, grana przez Zendayę, wciągnięta zostaje w świat kryminalny, a jej historia przepełniona jest symboliką rodem z westernu. Jednakże, zamiast rozwiania wątków emocjonalnych widzowie otrzymują bardziej szokujące, jednowymiarowe rozwiązania fabularne, ruchy postaci przypominają szachową partię, w której twórca przesuwa pionki bez zrozumiałej motywacji.
Nowy sezon szokuje również radykalnymi zmianami w życiu bohaterów: Nate (Jacob Elordi) wikła się w konflikt z gangiem ormiańskim, a Cassie (Sydney Sweeney), próbując ratować rodzinę, wkracza na kontrowersyjną ścieżkę kariery. Każdy z bohaterów zmaga się z własnymi demonami, lecz brak humoru i przemyślanych motywacji sprawia, że losy postaci łamią dotychczasowe poczucie autentyczności, jakie znamy z poprzednich odsłon.
„Euforia” w swojej najnowszej formie zdaje się być bardziej zainteresowana szokowaniem niż wnikliwą analizą społecznych i emocjonalnych problemów młodych ludzi. Fabuła, choć bogata w widowiskowe wizualne rozwiązania, nie nadąża za głębszymi pytaniami, które zadawał widzom poprzednie sezony. Ten odwrót od dotychczasowego tonu spotkał się z mieszanym odbiorem: z jednej strony doceniane są próby innowacji, z drugiej zaś pojawia się rozczarowanie z powodu utraty esencji, która przyciągała widownię.
Krytycy zarzucają Levinsonowi zbytnie upodobanie do teatralnych gestów i porzucenie subtelności, które cechowały jego wcześniejsze prace. „Euforia” z pełnych życia historii przekształciła się w widowisko, które, mimo technicznej biegłości, zniechęca emocjonalną płytkością i niepewną konstrukcją fabularną. W efekcie nowy sezon, zamiast pogłębiać relacje z fanami, często staje się przedmiotem gorzkiej prasowej polemiki.








Dodaj komentarz