Koniec amerykańskiej obecności w Afganistanie, ale czy początek pokoju?

W sobotę nastąpiło podpisanie porozumienia pokojowego, w stolicy Kataru Ad-Dauha, przez specjalnego wysłannika Stanów Zjednoczonych do spraw Afganistanu Zalmaya Khalilzada i szefa politycznego Talibanu mułłę Abdula Ghaniego Baradara.

Należy podkreślić, że przy tym wydarzeniu obecny był amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo. Umowa mająca na celu przywrócenie pokoju w Afganistanie, ma w pierwszej kolejności pozwolić na wycofanie amerykańskich sił zbrojnych z tego państwa. Kończąc tym samym udział najdłuższego i krwawego konfliktu, w jakim uczestniczy to państwo niemal od początku XXI w.

Amerykanie chcą przede wszystkim uzyskać pewność, że Talibowie nie będą w przyszłości wspierali żadnych struktur terrorystycznych, których działania są wymierzone w Stany Zjednoczone i ich partnerów. W tym samym czasie, gdy podpisywane było porozumienie z Talibami, sekretarz obrony Mark Esper miał zapewnić władze w Kabulu, że Stany Zjednoczone będą uzależniały wszelkie działania od postawy Talibów i realizacji przez nich zobowiązań dotyczących procesu pokojowego w kraju.

Cztery filary („kruchego”) porozumienia

Obecne porozumienie, zawarte w Ad‑Dauha (Katar) pomiędzy przedstawicielami Stanów Zjednoczonych oraz nieuznawanym przez Waszyngton „Islamskim Emiratem Afganistanu” określanym jako Taliban, zostało oparte o cztery główne elementy. Pierwszy z nich ma określić system gwarancji i mechanizmów kontroli, w zakresie zapobiegania wykorzystaniu Afganistanu przez zorganizowane grupy lub pojedyncze osoby dążące do stworzenia zagrożenia bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych. Druga część odnosi się do wycofywania obcych sił zbrojnych z samego Afganistanu, na czele z wojskami amerykańskimi. Trzecia, wskazuje na wymóg względem Talibanu, aby jego przedstawiciele usiedli do wspólnych rozmów z innymi stronnictwami w Afganistanie.

Same negocjacje pokojowe wewnątrz Afganistanu miałby zostać zapoczątkowane już od 10 marca bieżącego roku, oczywiście w przypadku spełnienia innych wymogów na czele z rozpoczęciem ewakuacji obcych wojsk z kraju. Czwarta część porozumienia zakłada stałe i kompleksowe zawieszenie broni w Afganistanie, będące fundamentem dalszych rozmów wewnątrz tego państwa.

Proces wycofywania się wojsk międzynarodowych z Afganistanu

Stany Zjednoczone zobowiązują się tym samym, do wycofania z terytorium Afganistanu personelu wojskowego, a także sił sojuszniczych/koalicyjnych, doradców wojskowych, prywatnych kontraktorów (PMC), etc. w ciągu czternastu miesięcy od ogłoszenia porozumienia. Należy zauważyć, że ważnym punktem jest w tym przypadku odwołanie się również do prywatnych firm wojskowych oraz personelu szkoleniowego, innego niż ten wojskowy Amerykanie/NATO.

Sam proces wycofywania zakłada, że już w przeciągu pierwszych 135 dni Stany Zjednoczone mają zredukować własne wojska w Afganistanie do poziomu 8600 żołnierzy (obecnie to poziom ok. 13 tys. żołnierzy). Proporcjonalne redukcje mają również objąć siły sojusznicze i koalicyjne. Dojść ma także do zamknięcia 5 baz wojskowych, zlokalizowanych na terytorium Afganistanu. Reszta ma oczywiście być wycofywana w kolejnych miesiącach, ma również następować zamykanie kolejnych baz wojskowych wykorzystywanych przez wojska międzynarodowe.

Talibowie mają opuścić więzienia

Amerykanie zobowiązali się do zapoczątkowania procesu uwolnienia grupy do 5 tys. Talibów, do momentu rozpoczęcia rozmów wewnątrz Afganistanu – planowanych na 10 marca. Co ciekawe, sami Talibowie mają wypuścić grupę zaledwie do 1 tys. przetrzymywanych przez nich jeńców oraz więźniów politycznych. Na kolejne trzy miesiące od pierwszej fazy zwolnień mają zostać wypracowane rozwiązania pozwalające na uwolnienie wszystkich przetrzymywanych przez obie strony.

Prezydent Afganistanu Aszraf Ghani bardzo szybko zdystansował się do ważnej części układu pomiędzy Amerykanami i Talibanem, odnoszącej się do planowania wspomnianej wymiany więźniów. Wskazując przy tym, że rząd w Kabulu nie zobowiązał się w żadnym razie do wypuszczenia wspomnianych 5 tys. Talibów, przebywających w afgańskich więzieniach. Tym bardziej, jeśli wypuszczanie więźniów ma stanowić warunek do rozpoczęcia rozmów pokojowych ze strukturami odwołującymi się do użycia siły i odpowiedzialnymi za przemoc w Afganistanie.

Co więcej, jeśli dojdzie do rozmów wewnątrz Afganistanu, to Waszyngton zobowiązał się do przeglądu obecnych sankcji względem Talibów oraz wszelkich listów gończych za ich przedstawicielami. W tym przypadku kluczowym ma być termin 27 sierpnia bieżącego roku. Amerykanie mają również działać na rzecz wycofania się z sankcji względem Talibów na arenie międzynarodowej, w tym w ramach ONZ.

Talibowie mają obiecać odcięcie się od terrorystów

Jeśli zaś mowa o obowiązkach, do jakich zobowiązali się Talibowie, to na pierwszym miejscu jest odcięcie się z ich strony od wszelkich kontaktów z organizacjami terrorystycznymi, na czele z Al-Kaidą. Terroryści mają nie mieć możliwości uzyskiwania schronienia oraz miejsca do działań na terytorium Afganistanu, jak to miało miejsce na masową skalę przed interwencją międzynarodową. Chodzi o całe spektrum operacji terrorystycznych, polegających na rekrutacji, szkoleniu, budowie zaplecza logistycznego, zbieraniu funduszy, itd. Talibowie mają również dokonać propagandowego odcięcia się od wszelkiej aktywności terrorystycznej wymierzonej w Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników.

Interesującym wątkiem może być uzyskanie odpowiedzi czy Talibowie są w stanie rzeczywiście kontrolować całość struktur wojskowych, terrorystycznych, politycznych, które umownie uznaje się za część ich ruchu. Szczególnie w kontekście aktywności Al-Kaidy, ale też tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish), organizacji określanej mianem siatki Hakkaniego, etc. A przede wszystkim samodzielności operacyjnej części własnych dowódców polowych czy też czynników religijnych. Tutaj rodzi się pytanie na ile pragmatycznie Amerykanie są w stanie zaakceptować wszelkie scenariusze podwójnej gry Talibów w tym zakresie – gdzie dyplomatycznie będzie następowało odcinanie się od przemocy i terroryzmu, ale w praktyce może istnieć dalsze przyzwolenie na różnego rodzaju działania, w tym sił spoza Afganistanu.

Donald Trump zadowolony i krytyczny względem głosów ekspertów

Jak poinformował PAP, prezydent Donald Trump wyraził od razu zadowolenie z podpisania w sobotę porozumienia pokojowego z Talibami. Co więcej zapowiedział nawet, że wkrótce spotka się osobiście z ich liderami. Podczas konferencji w Białym Domu zaapelował również do sąsiadów Afganistanu, by wsparli proces pokojowy. Amerykański przywódca skierował pod adresem prezydenta Afganistanu Aszrafa Ghaniego i całego narodu afgańskiego gratulacje z powodu podpisania porozumienia, który może zakończyć trwający od 18 lat konflikt zbrojny. Złożył też hołd żołnierzom, którzy stracili życie podczas misji w Afganistanie.

„Chcę złożyć hołd pamięci poległych i wyrazić wdzięczność względem tych, którzy odnieśli rany w trakcie działań operacyjnych, w tym ostatnio” – powiedział. „Wiem, że chcą już wrócić do domu” – dodał. Podkreślił, że będzie to możliwe już w najbliższych 4 miesiącach, gdy zostanie przeprowadzona ewakuacja ponad 8 tys. żołnierzy amerykańskich z Afganistanu do Stanów Zjednoczonych.

Donald Trump odniósł się również do opinii części ekspertów, którzy w pierwszych komentarzach po podpisaniu porozumienia, wskazywali, że realizacja postanowień umowy dotycząca następnej fazy procesu pokojowego, a mianowicie – negocjacji wewnątrzafgańskich może być bardzo trudna. D. Trump podkreślił, że szanse na wypracowanie porozumienia przez Afgańczyków są duże, ponieważ „wszyscy tam są już zmęczeni wojną”.

Amerykanie, przynajmniej formalnie, zachowują możliwość manewru

We wspomnianej depeszy PAP zauważono także, że prezydent D.Trump zastrzegł, że Stany Zjednoczone w każdej chwili mogą wycofać się z przyjętych na siebie zobowiązań, jeśli okazałoby się, że talibowie złamali warunki umowy. „Wierzę jednak, że będą się starali w jakiś sposób potwierdzić, że nie traciliśmy na darmo czasu przygotowując to porozumienie. Jeśli zdarzyłoby się jednak coś złego, bardzo szybko znowu wyślemy tam nasze wojska. Mam nadzieję, że to nie będzie konieczne” – zaznaczył.

Przy czym, trudno dziś brać pod uwagę scenariusz w którym Stany Zjednoczone są w stanie zmobilizować poparcie społeczeństwa względem ponownej eskalacji działań militarnych w Afganistanie. Wręcz przeciwnie, przed oczami stają raczej analogiczne zapewnienia względem Republiki Wietnamu z okresu zimnej wojny. Gdzie, również Waszyngton zapewniał o swoim poparciu Sajgon i oferował pomoc w przypadku otwartej agresji ze strony Demokratycznej Republiki Wietnamu.

Czy Talibowie się zmienili?

Kontrowersje pojawiają się przede wszystkim w kontekście ustępstw Waszyngtonu względem tak Talibów. Tych samych Talibów odpowiedzialnych nie tylko za współpracę z Al-Kaidą, ale również za zbudowanie opresyjnego reżimu w latach 1996-2001 w samym Afganistanie (o tym już raczej nie wspomina się zbyt głośno). Co więcej, Talibowie wielokrotnie prowadzili działania terrorystyczne w toku działań w Afganistanie, gdzie za swoje cele obierali ludność cywilną i obcokrajowców. Trzeba również retorycznie zapytać się o zaplecze ideologiczne Talibów, czy ono uległo lub ulegnie zmianom w przypadku porozumienia pokojowego ze Stanami Zjednoczonymi.

W dodatku, Stany Zjednoczone niejako narzucają wymiar obecnych porozumień władzom w Kabulu, które dysponują mandatem nadanym im w toku wyborów. Talibowie działają zaś poprzez infiltrację regionów i wielokrotnie narzucanie siłą podległości względem lokalnych przywódców. Co więcej, Waszyngton rzeczywiście może (i zapewne będzie) naciskał finansowo na liderów politycznych w Kabulu, wysyłając bardzo niebezpieczny sygnał dla swoich sojuszników nie tylko w tym regionie świata.

Oczywiście, dla Waszyngtonu i polityki wewnętrznej samo porozumienie jest i będzie odczytywane jako sukces ubiegającego się o reelekcję Donalda Trumpa. Jako prezydent i głównodowodzący sił zbrojnych ma on możliwość wskazania, iż „zakończył” (przynajmniej propagandowo) krytykowaną obecność wojskową w Afganistanie. Trzeba zauważyć, że D. Trump niemal od razu wskazał, że pierwsi żołnierze będą wracali już teraz, natychmiast do Stanów Zjednoczonych (struktury dowodzenia w Afganistanie nie przekazały w tym zakresie żadnych komentarzy, przynajmniej na moment pisania tego tekstu).

Dezintegracja w miejsce pokoju?

Przy czym, jeśli chodzi o sam Afganistan sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana i mniej czytelna niż w przekazach Departamentu Stanu i samego prezydenta D. Trumpa. Przede wszystkim samo porozumienie w żadnym razie nie daje jakichkolwiek gwarancji uzyskania porozumienia wewnątrz kraju. Rzeczywiście konflikt zbrojny w Afganistanie toczy się nieprzerwanie od 2001 r. (lub raczej faktycznie od 1979 r.), stąd olbrzymie straty ludności i pragnienie spokoju. Pytanie czy to wystarczy? Szczególnie, że mamy przykład sytuacji zaistniałej po wycofaniu się radzieckich sił zbrojnych z tego państwa i niemal płynnego przejścia do serii pomniejszych walk pomiędzy mudżahedinami, a później również Talibami.

Już dziś trudno przypuszczać, iż cała bogata scena polityczna w Afganistanie zaakceptuje relacje z Talibami. Szczególnie, że uderza to w zakres ich władzy politycznej, ekonomicznej, wojskowej. Można obawiać się ponownego rozbicia lub procesu erozji różnych struktur państwa, na czele z Afgańską Armią Narodową (ANA) oraz formacjami bezpieczeństwa. Tym bardziej przy ograniczaniu finansowania, wsparcia treningowego oraz technicznego spoza Afganistanu. Poszczególni gracze afgańskiej politycznej układani będą chcieli dysponować alternatywą na przyszłość. Pamiętajmy, że do Afganistanu od lat trafiły znaczne ilości broni, uzbrojenia, amunicji, materiałów wybuchowych. Stąd ogólnonarodowe rozbrojenie może być zbyt idealistycznym scenariuszem.

Należy przypuszczać, że same Stany Zjednoczone (oraz partnerzy z NATO oraz koalicjanci spoza Sojuszu) to nie jedyny czynnik zewnętrzny kształtujący sytuację w Afganistanie. Stąd D. Trump zwracał się również do sąsiadów Afganistanu. Swoje interesy budują tam od lat Pakistan, Indie, Chiny, Iran, państwa arabskie oraz oczywiście Rosja – wykorzystując dyplomację, biznes, służby specjalne i lokalnych przywódców. Stąd też, frakcje afgańskie mają możliwość odwoływania się do innych patronów w przypadku wzajemnych, wewnętrznych sporów o władzę. Przykładem może być chociażby postawa Hamida Karzaja, który niegdyś był uznawany za „człowieka Waszyngtonu” lecz teraz daleko mu do proamerykańskich ośrodków.

Przyszłość Afganistanu niestety w żadnym razie nie jawi się w pozytywnym świetle wraz z porozumieniem z Ad-Dauha. Kluczowe będzie co innego, a więc uzyskanie dialogu wewnątrz stronnictw afgańskich i przede wszystkim postawa sąsiadów. Zaś zachód nie zapomni jeszcze długo o Afganistanie, nawet w przypadku wycofania komponentów wojskowych, albowiem nie rozwiązany jest chociażby problem globalny w postaci produkcji narkotyków w tym państwie. Dość sceptycznym można być również w kontekście zablokowania (umownego) aktywności terrorystów w Afganistanie.

JACEK RAUBO

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*