Ekstradycji Karkocia do Polski nie będzie. Ukraiński zbrodniarz wojenny zmarł w USA

Michael Karkoc, Ukrainiec i były oficer Waffen-SS, podejrzany o zbrodnie wojenne na Polakach z czasów II wojny światowej, zmarł. Przez kilkadziesiąt lat mieszkał w USA, ukrywając swoją zbrodniczą przeszłość. Polscy śledczy bezskutecznie starali się o jego ekstradycję – blokowaną przez stronę amerykańską przy cichym przyzwoleniu Warszawy.

Informację o śmierci Michaela Karkocia podała 21 stycznia br. agencja Associated Press, jednak faktycznie zmarł on miesiąc temu. AP powołuje się na dane cmentarza w Minneapolis, na którym został „po cichu” pochowany 19 grudnia ub. roku, obok swojej zmarłej rok wcześniej żony. Wynika z nich, że zmarł 14 grudnia 2019 roku, w wieku 100 lat. Karkoc mieszkał w Minneapolis przez ostatnie kilkadziesiąt lat, pracując jako stolarz i aktywnie udzielając się w środowisku miejscowej społeczności ukraińskiej. W ostatnim czasie, ze względu na stan zdrowia, przebywał w domu opieki.

Portal Kresy.pl wielokrotnie pisał o sprawie Michaela K. vel Mychajło Karkocia, obywatela USA pochodzenia ukraińskiego, byłego oficera Waffen-SS podejrzanego o popełnienie zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodnię wojenną w czasie II wojny światowej, według wszelkich danych odpowiedzialnego za śmierć 44 Polaków. Kresy.pl zajmują się tą sprawą już od paru lat.Przypomnijmy, że Polska domaga łasię jego deportacji i postawienia przed sądem. W 2017 roku strona polska wystąpiła o jego ekstradycję.Byłoto jednak niemożliwe,a   IPN   przez prawie dwa lataczeka łna wyniki badań lekarskich Michaela K.  

Przeczytaj:  Czy fotografie odkryją prawdę? Śledczy użyją nowej metody, by potwierdzić tożsamość ukraińskiego zbrodniarza  

Rodzina Karkocia twierdziła, że nie nigdy nie był on nazistą ani hitlerowskim kolaborantem oraz, że nigdy nie popełnił i nie odpowiada za żadne zbrodnie wojenne z okresu II wojny światowej. Jego syn Andrij, który mieszka w USA, poproszony przez AP o potwierdzenie informacji o śmierci ojca, odłożył słuchawkę. Komentarza odmówiła też Kaplica Pogrzebowa Kozlak-Radulovich, która przygotowała pogrzeb. Karkocia pochowano bez rozgłosu. Ani rodzina, ani dom pogrzebowy nie opublikowały oficjalnego nekrologu.

Przeczytaj:  Syn Mychajły Karkocia vel Michaela K.: Mój ojciec nie był zbrodniarzem, to manipulacja Putina 

W sierpniu ub. roku pisaliśmy, że na podstawie otrzymanych informacji mamy podstawy sądzić, że sprawa Karkocia jest z premedytacją zamiatana pod dywan przez amerykańską administrację, co odbywa się za cichym przyzwoleniem strony polskiej. Jego ekstradycja była blokowana przez stronę amerykańską, a polskie władze nie wykazywały nią praktycznie żadnego zainteresowania. Według nieoficjalnych informacji, uzyskanych przez portal Kresy.pl, Amerykanie przeciągali kwestie formalne, a Kancelaria Prezydenta RP uchylała się od odpowiedzi, czy sprawa K. zostanie poruszona przy okazji wizyty Donalda Trumpa. Ostatecznie, nie została poruszona.

Co więcej, strona amerykańska,  mimo wcześniejszych oficjalnych deklaracji, a wręcz zachęt do działania  , w tym poprzez ważnych oficjeli i dyplomatów, od czasu wysłania wniosku ekstradycyjnego wyraźnie straciła entuzjazm. Nie traktuje całej sprawy jako istotnej, a tym bardziej priorytetowej. Strona amerykańska najwyraźniej prowadziła swego rodzaju obstrukcję, stosując daleko posunięty formalizm i przesadną skrupulatność. Amerykanie zdawali się przeciągać sprawę, unikając przy tym jasnych deklaracji: czy stan zdrowia Ukraińca pozwala na jego ekstradycję, czy też nie. Część osób zorientowanych w temacie przyznało, że postawa strony amerykańskiej jest dla nich zdumiewająca. Tym bardziej, że materiał dowodowy zebrany ws. Karkocia był wystarczająco mocny, by udowodnić jego winę przed sądem.

Czytaj więcej:  Komu (nie) zależy na ekstradycji ukraińskiego zbrodniarza wojennego z USA 

Wtym kontekście należy przypomnieć, że w 2018 rokuJakiw Palij, 95-letni Ukrainiec i strażnik w byłym niemieckim obozie pracy, został na polecenie prezydenta Donalda Trumpa deportowany z USA do Niemiec. Mimo wyraźnie złego stanu zdrowia, został wyniesiony z domu w Queens, przetransportowany do samolotu, a następnie do Europy.  W styczniu   2019   roku Palij zmarł   .

W lipcu2018roku w rozmowie z portalem Kresy.pl przedstawiciel Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu przyznał, że IPN nadal nie otrzymał informacji, czy badania Michaela K. w ogóle się zaczęły.   Kilka miesięcy wcześniej   przedstawiciele Instytutu wyrażali nadzieję, że badania K. rozpoczną się jak najszybciej   . Według uzyskanych przez portal Kresy.pl informacji, już dawno zostało powołanych kilku biegłych w USA, w porozumienia z Amerykanami, ale tylko jeden z nich przeprowadził badania.

W rozmowie z AP dr Efraim Zuroff, „łowca nazistów” z Centrum Simona Wiesenthala powiedział, że nie miał żadnych wątpliwości co do zasadności ekstradycji Karkoca. Jego zdaniem szkoda, że Polska i USA „nie postępowały bardziej agresywnie”, żeby do niej doprowadzić. „Wydaje się, zajmowali się tą sprawą nie uważając jej za pilną” – powiedział. Jego zdaniem, sprawa Karkocia była „typową” dla osoby, która wstąpiła w szeregi formacji zbrojnych III Rzeszy i była zamieszana w zbrodnie przeciwko cywilom. „Nie zasłużył na przywilej życia w wielkiej demokracji, takiej jak w USA” – dodał.

Rzeczniczka Departamentu Sprawiedliwości USA odmówiła AP komentarza w tej sprawie.

Karkoć był współzałożycielem i dowódcą kompanii Ukraińskiego Legionu Samoobrony, kolaboranckiej formacji III Rzeszy złożonej z ukraińskich ochotników. Posługiwał się pseudonimem Wolf lub Wołk. Jego oddział przeprowadził 23 lipca 1944 r. pacyfikację wsi Chłaniów na Lubelszczyźnie w odwecie za zabicie przez polskich partyzantów niemieckiego oficera łącznikowego. W jej wyniku zginęło 44 mieszkańców Chłaniowa oraz sąsiedniego Władysławina, w tym również dzieci. Zgromadzona w IPN dokumentacja dotycząca tego zdarzenia wystarcza w zupełności do sformułowania aktu oskarżenia. Później jednostka Karkocia brała udział m.in. w pacyfikacji Czerniakowa w czasie Powstania Warszawskiego. W 1945 roku Legion, znany też pod oficjalną niemiecką nazwą 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD, został wcielony do ukraińskiej Dywizji SS Galizien. Ostatecznie jego członkowie dostali się do niewoli amerykańskiej. W polskim IPN znajdują się akta osobowe Karkocia oraz jego nazwisko na liście płac Legionu. Wiemy dzięki temu, że ostatni raz żołd odebrał 8 stycznia 1945 r. w Krakowie.

Po wojnie Karkoć, jak wielu żołnierzy armii niemieckiej w niewoli zachodnich aliantów, zabiegał o prawo wyjazdu do USA. Rząd amerykański nie dawał takiej zgody żołnierzom jednostek SS. Jednak Karkoć okłamał Amerykanów twierdząc, że przez całą wojnę nie służył w wojsku. Według dostępnych informacji, Karkoć otrzymał amerykańską wizę i wyjechał do USA w 1949 r. Zamieszkał w ukraińskiej dzielnicy Minneapolis, gdzie pracował jako stolarz i aktywnie działał w lokalnych organizacjach zrzeszających Ukraińców. Otrzymał też amerykańskie obywatelstwo i nazywał się Michael Karkoc.

W 1995 r. Karkoć wydał pamiętniki, w których przyznał się po raz pierwszy, że był żołnierzem SS. Nie wspomniał jednak o masakrach, jakie dokonała jego jednostka. Z drugiej strony Karkoc przyznaje w książce np., że był w swej jednostce w lipcu 1944 r., czyli w czasie, gdy mordowała ona mieszkańców Chłaniowa.

W 2015 roku Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN zwróciła się do amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości z wnioskiem o zabezpieczenie i przekazanie Polsce materiału porównawczego, umożliwiającego identyfikację Karkoca.  Przysłane próbki pisma nie nadawały się jednak do analizy grafologicznej  , dlatego postanowiono zastosować inną metodę identyfikacji – antroposkopijną analizę fotograficzną, która polega na porównaniu przez ekspertów zdjęć Mychajły z okresu wojny ze zdjęciami Michaela z okresu powojennego.

W listopadzie 2016 roku Kresy.pl nawiązały kontakt i współpracę z brytyjskim badaczem Holokaustu, emerytowanym farmakologiem dr Stephanem Ankierem. To on namierzył Karkocia i nagłośnił jego sprawę w mediach. Dzięki wspólnie zebranym materiałom przekazanym IPN i zastosowaniu przez śledczych na tej podstawie nowej metody identyfikacji w oparciu o analizę fotografii, udało się potwierdzić tożsamość domniemanego ukraińskiego zbrodniarza, który od kilkudziesięciu lat spokojnie żyje w USA.

Pozytywną identyfikację Karkocia jako umożliwiło też zeznanie jednego z jego podkomendnych, Iwana Szarko z lat 1967-1968 roku, zachowane w archiwach ukraińskich służb. Zeznał, że rozkaz ataku na Chłaniów wydał „Wołk”, a tym pseudonimem wojennym posługiwał się właśnie Karkoć. Szarko przedstawił też relację z ataku, w tym o otaczaniu domów Polaków przez członków Ukraińskiego Legionu Samoobrony, podpalaniu ich i strzelaniu do każdego, kogo znaleziono. W ocenie prokuratora Stephena Paskey’a, który zajmował się śledztwami w sprawach dotyczących nazistów w Biurze Śledztw Specjalnych Departamentu Sprawiedliwości USA, zeznanie to było bardzo wiarygodne. Również prokuratorzy z Dariusz Antoniak i Robert Janicki z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN nie mieli wątpliwości ws. winy Karkocia i zaznaczali, że zebrano duży i mocny materiał dowodowy, w ich ocenie praktycznie gwarantujący wyrok skazujący.

  AP   / Kresy.pl

KRESY.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*