Polska znajdzie się na rosyjskim celowniku?

Tarcza antyrakietowa nie ma odniesienia do rosyjskiego bezpieczeństwa?

 

Pan Minister Waszczykowski w jednej z najświeższych wypowiedzi, adresował swoje zapewnienie o tym, że tarcza antyrakietowa w Polsce nie ma odniesienia do rosyjskiego bezpieczeństwa – bezpośrednio do Putina. Nie ma, co analizować szczegółów wypowiedzi, liczy się rzeczywista istota budowanych w Polsce obiektów – to uniwersalne wyrzutnie rakietowe, z których można wystrzelić pociski przechwytujące pociski balistyczne we wstępnej fazie lotu, zanim jeszcze nabiorą pełnej prędkości i wysokości. Oczywiście pan minister ma rację, tarcza w Polsce i Rumunii, może chronić Europę przed atakiem rakietowym z Bliskiego Wschodu, ale również i ze Wschodu w ogóle, czyli z Rosji. To już – taka możliwa ewentualność, to naruszenie równowagi strategicznej w regionie, o czym oczywiście zachodnia propaganda milczy, zasłaniając się Iranem, jako zagrożeniem, z którym co prawda właśnie ustalono porozumienie, ale kto by badał szczegóły?

Niestety nikt nie wyjaśnił polskiemu społeczeństwu powodów, dla których tarcza, to bardzo poważna sprawa i poza zaletami, wiąże się także z bardzo poważnymi zagrożeniami. Otóż, bowiem do tej pory, jako kraj, byliśmy dla naszego otoczenia, co najwyżej zagrożeniem na 40 km, mniej więcej na tyle od granicy z terytorium Polski można było razić rakietami z wyrzutni typu „Langusta”, czy też nielicznych armato haubic typu „Krab”. Poza tym, ze względu na likwidację wojsk rakietowych na progu lat 90-tych (szczyt szkodnictwa państwowego, za jaki powinien być Trybunał Stanu) i wycofanie pocisków typu „Toczka”, wszystko, co możemy to ewentualny atak z użyciem lotnictwa, albo odpalenie na ślepo” rakiety klasy NSM (zasięg rakiet przekracza zasięg posiadanych do nich radarów).

Wraz z pojawieniem się infrastruktury tarczy antyrakietowej na terytorium Polski, sytuacja nagle ulegnie zmianie, albowiem przecież inne państwa, nie wiedzą, – jakie rakiety będą w kontenerach startowych, tych wyrzutni! System jest na tyle uniwersalny, że mogą być to różne pociski. Teoretycznie także służące do ataku na terytorium sąsiedniego kraju. No, a taki stan rzeczy już zupełnie zmienia regionalny układ sił. Przy czym nie ma żadnego znaczenia, że wyrzutnie nie należą do państwa polskiego i nie są pod kontrolą polskiego rządu. Liczy się to, że mogą być wykorzystane do ataku z naszego terytorium. To będzie odebrane, jako atak z naszej strony, czyli Polska może stać się w oczach sąsiadów agresorem, jeżeli taka będzie decyzja amerykańskiego rządu o użyciu tejże infrastruktury bojowej, kwestia efektora to już technikalia.

Właśnie w tym kontekście musimy niestety brać pod uwagę to, że przynajmniej niektórym naszym sąsiadom, przyszła instalacja wcale nie musi się podobać i zupełnie na poważnie mogą traktować ją, jako potencjalne zagrożenie, bez względu na wszelkie deklaracje Waszyngtonu i Warszawy.

Poważne państwo zabezpiecza się przed możliwością każdego ryzyka, które odbiera jako zagrożenie, w tym przypadku – bezwzględnie będziemy stanowili potencjalne zagrożenie i musimy mieć tego świadomość. Ponieważ konsekwencje będą również „do poniesienia” – tutaj lokalnie. Realnie, bowiem najprostszym sposobem na zniszczenie takiego celu stacjonarnego, jest wystrzelenie w jej kierunku kilku rodzajów rakiet: pocisków manewrujących atakujących z kilku kierunków, rakiet niekierowanych dalekiego zasięgu np. z okrętów, rakiet balistycznych średniego zasięgu – jednocześnie. W momencie jak ilość środków napadu przekroczy możliwości śledzenia zestawu, albo w sposób prozaiczny – ilość rakiet na wyposażeniu baterii, to cel będzie zniszczony. Niewiadoma i niepewność polega na tym, że na cel tego rodzaju, mogący potencjalnie zagrozić skutecznemu użyciu przez jedno z sąsiednich termonuklearnych supermocarstw jego głównej broni odstraszania w postaci rakiet klasy ICBM (Intercontinental Ballistic Missile), wystrzeliwanych z wyrzutni lądowych, opłaca się użyć taktycznej broni jądrowej małej i nawet średniej mocy. Ponieważ zniszczenie tej instalacji będzie priorytetowe, jeżeli użycie broni międzykontynentalnej ma być niezakłócone.

Wniosek jest banalny, wszystko ma swoją cenę. Bezpieczeństwo kosztuje najwięcej. Właśnie oto, bowiem zgodziliśmy się na posiadanie na terenie kraju instalacji, która może mieć charakter ofensywny i tak będzie odbierana przez jednego lub dwóch sąsiadów – to normalne, zawsze zakłada się najgorszy scenariusz. My, nie będziemy mieć kontroli nad tą instalacją, chociaż z drugiej strony, może to i nie najgorzej. W razie kłopotów natomiast, na pewno konsekwencje nas nie ominą. Przy czym uwaga – biorąc pod uwagę zerową zdolność Polski do obrony przeciwrakietowej, ten nowy element, to zdecydowanie kluczowy element obronny na naszym terytorium. Szkoda, że nie udało się wynegocjować stałej obecności, co najmniej jednej baterii rakiet „Patriot”, przeznaczonej właśnie do ochrony – budowanej instalacji. Najwidoczniej mamy za nie sami zapłacić? W tym kontekście decyzje nowego ministra obrony w przedmiocie przeglądnięcia przetargów – są bardziej niż uzasadnione i celowe.

OBSERWATORPOLITYCZNY.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!