Bułgaria zdecydowała się nie przyłączać do tzw. koalicji chętnych, która wspiera finansowo i militarnie Ukrainę. Premier tego kraju, Rumen Radew, ogłosił to podczas rozmowy z dziennikarzami w Paryżu. Chociaż Bułgaria uczestniczyła wcześniej w spotkaniach tego sojuszu, nie była obecna na ostatnim szczycie w stolicy Francji.
Rumen Radew przybył do Paryża, aby uczestniczyć w paradzie wojskowej, na którą zaprosił go prezydent Emmanuel Macron. Premier stwierdził, że rozwiązaniem konfliktu w Ukrainie nie jest przedłużanie go poprzez wsparcie wojskowe, lecz potrzebna jest silna misja dyplomatyczna, która zakończy eskalację działań zbrojnych.
Decyzja o nieprzystąpieniu do koalicji była podyktowana zmianami politycznymi w Bułgarii. Nowy rząd, pod przewodnictwem Radewa, zrezygnował z pomocy wojskowej dla Ukrainy. Niemniej, Bułgaria nadal prowadzi sprzedaż broni do Kijowa, co podkreślają źródła agencji Unian.
Rezygnacja z udziału w koalicji wspierającej Ukrainę to kolejny krok sygnalizujący reorientację polityki Bułgarii względem konfliktu ukraińsko-rosyjskiego. Premier Radew wcześniej interweniował, aby z projektu 21. pakietu sankcji UE wykluczyć m.in. patriarchę moskiewskiego Cyryla I oraz założyciela Łukoilu, Wagita Alekperowa.
Podczas poniedziałkowego szczytu koalicji chętnych, na którym obecni byli przedstawiciele innych krajów, podjęto decyzję o organizacji manewrów wojskowych NATO w Polsce. Donald Tusk poinformował, że Polska będzie gospodarzem tych ćwiczeń jesienią, a na jej terytorium stacjonować będą żołnierze z USA, Wielkiej Brytanii i Francji, co jest odpowiedzią na narastające napięcia ze strony Rosji.
Premier Tusk dodał, że Polska przygotowuje się logistycznie i finansowo na stałą obecność wojsk sojuszniczych w Europie. To decyzja, która ma na celu wzmocnienie bezpieczeństwa w regionie w obliczu rosyjskich gróźb i ostatnich ataków na Ukrainę.








Dodaj komentarz