W niepublicznym żłobku Myszka Miki w Piastowie doszło do niepokojącego incydentu. Dwulatek samodzielnie odłączył się od grupy wracającej z placu zabaw i wędrował po pobliskim targowisku. Nauczycielki, mimo przeliczania dzieci, nie zauważyły jego nieobecności.
Chłopca zauważyła zapłakanego przypadkowa kobieta, która pomogła mu wrócić do żłobka. Jak się później okazało, opiekunki były nieświadome jego zniknięcia aż do momentu, gdy ponownie pojawił się w placówce. Pomimo, iż dziecko odebrała ze żłobka babcia, matka nie została oficjalnie poinformowana o całym zajściu i dowiedziała się o nim z plotek.
Wydarzenie wzbudziło niezadowolenie rodziców, zwłaszcza że nie jest to pierwszy taki przypadek w tej placówce. Podkomisarz Monika Orlik z pruszkowskiej policji potwierdziła, że przyjęto zgłoszenie od matki chłopca i trwa ustalanie okoliczności zajścia.
Dyrektorka żłobka, zapytana o komentarz, wyraziła dezaprobatę dla dalszych wyjaśnień. Twierdzi, że nie posiada środków, by lepiej kontrolować zatrudnionych pracowników, mimo ich wcześniejszego doświadczenia. Podkreśliła jednak, że może dojść do zamknięcia placówki, co byłoby zgodne z oczekiwaniami niektórych rodziców.
W świetle tych wydarzeń, burmistrz Piastowa, Tomasz Jankowski, zapowiedział przeprowadzenie kontroli w żłobku. Zarówno dyrektorka, jak i prezes sieci żłobków złożyli wyjaśnienia, lecz ich treść nie została ujawniona. Burmistrz podkreślił, że to kolejny niepokojący przypadek wymagający dokładnego zbadania.
Władze Piastowa potwierdziły na mediach społecznościowych, że podjęte zostały działania kontrolne mające na celu wyjaśnienie sytuacji. Pracownicy urzędu mają wkrótce przystąpić do inspekcji placówki, by zbadać wszystkie aspekty funkcjonowania żłobka.








Dodaj komentarz