Kwaśniewski: „To co było niemożliwe dwa dni temu, teraz może okazać się relane”. Ukraina krwawi i potrzebuje konkretnej pomocy

Atakami na Lwów rozpoczął się 23. dzień wojny w Ukrainie. W kilka dni po tym, jak Rosjanie zmasakrowali teatr z cywilami w położonym na południu kraju Mariupolu, teraz siepacze Putina skierowali się ku zachodowi. Do niedawna bezpieczny Lwów stał się celem ataku rakietowego. Do położonego niedaleko Polski miasta Rosjanie strzelali prawdopodobnie z okrętu na Morzu Czarnym. Czy tak wojna ma szansę skończyć się w możliwie krótkim terminie, czy będzie się ciągnąć miesiącami, pochłaniając tysiące, a może setki tysięcy ofiar. Fakt pyta Aleksandra Kwaśniewskiego, prezydenta Polski z latach 1995-2005, co jeszcze Zachód może zrobić dla Ukrainy.

Aleksander Kwaśniewski: Przede wszystkim Zachód powinien pomóc armii ukraińskiej, która walczy dzielnie, ale potrzebuje sprzętu. Mówił o tym w amerykańskim Kongresie prezydent Wołodymyr Zełeński. To właśnie w tej chwili powinniśmy robić jako NATO: udzielić jak najdalej idącej pomocy jeśli chodzi o zestawy antyrakietowe, lotnictwo… Oni proszą o to. Bo jeśli chodzi o samo morale wojska i społeczeństwa ukraińskiego, to są one bardzo wysokie. Z tym doskonale dają sobie radę. Potrzebują sprzętu.

Ukraińcy prosili także o zamknięcie przestrzeni powietrznej nad swoim krajem. Czy to jest w ogóle realne?

Pierwsza odpowiedź NATO, brzmiała, że nie, bo nie chcą prowokować Putina do wojny z NATO. To byłaby już wojną o wymiarze światowym, dlatego należy zrozumieć taką ostrożność. Natomiast wojna ma to do siebie, że jest dynamiczna, że sytuacje się zmieniają: to co było jeszcze tydzień temu niemożliwe, za dwa, trzy dni może okazać się realne. Zatem kwestii ewentualnego dostarczenia Ukrainie samolotów czy zamknięcia przestrzeni powietrznej nie traktowałbym wcale jako zamkniętych. Wydaje się, że na tym etapie, najdalej jesteśmy od tego (i słusznie), aby wojska NATO weszły na Ukrainę i rozpoczęły walki na terenie Ukrainy. Byłoby to, i to na życzenie NATO, rozpoczęcie konfrontacji pomiędzy Rosją a NATO. To byłoby śmiertelnym zagrożeniem dla wszystkich.

 Szef PiS, wicepremier Jarosław Kaczyński deklarował Ukraińcom misję pokojową zbrojną…

To jest nierealne. Musiałby być najpierw być zawarty jakikolwiek rozejm. I wtedy czy to Organizacja Narodów Zjednoczonych, czy pojedyncze kraje, mogłyby w takiej misji uczestniczyć. Proszę pamiętać, że kiedy była ostania wojna pomiędzy Azerbejdżanem a Armenią, to Rosja wprowadziła takie siły pokojowe na granicę rozejmu między wojskami azerskimi i armeńskimi. Więc jest to możliwe, ale podstawą musiałby być rozejm, dlatego, że siły pokojowe nie mogą wejść do kraju, gdy toczy się w nim wojna. Wówczas stają się częścią tej wojny, a nie pokoju. Opowiadanie o tym, że strzela się do jednych, a nie strzela się do drugich, jest wtedy nierealistyczne.

 Taki rozejm na obecną chwilę jest możliwy?

Mamy sygnały, potwierdzone przez doradców Zełeńskiego, że te dyskretne rozmowy, które toczą Ukraińcy i Rosjanie, mogą dać jakiś plan powstrzymania ognia. To byłaby rzeczywiście nowa jakość. Wtedy rozmowa o siłach pokojowych, o zabezpieczeniu tych miejsc rozdziału wojsk, zaczyna mieć sens.

 Polska przyjęła prawie 2 miliony uchodźców z objętej wojną Ukrainy. Jedni widzą w tym szansę dla Polski, inni zagrożenie…

To jest nasz obowiązek. To pomoc humanitarna dla kobiet i dzieci, które przyjeżdżają tu w momencie straszliwej wojny. Serce się rozdziera, kiedy patrzę na te matki idące z dwiema walizkami. Dobrze, że Polacy wyciągają ręce i zapraszają do domów, bo przecież te kobiety nie wiedzą, czy będą miały, gdzie wrócić i do kogo wrócić. One nie wiedzą, czy ich domy zostaną, czy będą zbombardowane. Nie wiedzą, czy mężowie i bracia przeżyją ta wojnę. Pomoc to obowiązek humanitarny i Polacy zdają ten egzamin. Natomiast w dłuższej perspektywie, jeżeli ta wojna zakończyłaby się szczęśliwie i Ukraina mogłaby odbudowywać swoje państwo, to oczywiście trzeba zachęcać, i to Ukraina powinna robić, aby większość z tych osób wróciła na Ukrainę, ponieważ oni tam be∂ą bardzo potrzebni. A część będzie szukała swojej szansy w Polsce, zresztą przed wojną mieliśmy tu wielu pracujących Ukraińców. I z punktu widzenia Polski, polskiej gospodarki, jest to pozytywne. Ale to jest melodia przyszłości.

Specustawa pomoże Ukraińcom odnaleźć się w polskich realiach?

Te rozwiązanie jest bardzo tymczasowe i zazwyczaj takie musi być w tego typu sytuacji. Bardzo istotnym zadaniem jest jednak nie tylko pomaganie na miejscu, ale też relokowanie tych ludzi, czyli szukanie im miejsca w całej Europie, czy świecie. Na dłuższą metę zagospodarowanie 2 mln ludzi w Polsce, byłoby trudne. Dlatego myślę, że ta polska pomoc jest tymczasowa, ale bardzo potrzebna, natomiast relokacja staje się tematem, którym musimy się zająć bardzo poważnie.

FAKT.PL

Więcej postów