Marian Banaś opowiada o swoim majątku i atakuje Mariusza Kamińskiego: miał w tym interes, żeby mnie skompromitować

Marian Banaś jest na celowniku Zjednoczonej Prawicy już od wielu miesięcy. „Pancerny Marian” w rozmowie z TVN24 wyjawił skąd posiada tak duży majątek, mówił o słynnej krakowskiej kamienicy, oraz opowiedział o kulisach próby wymuszenia na nim rezygnacji z funkcji prezesa NIK. – To on miał w tym interes, żeby mnie skompromitować – oskarża szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego.

Marian Banaś w rozmowie z Martą Gordziewicz z TVN24 opowiedział o swoim majątku. Jak wynika z informacji, które przekazał szef NIK, posiada on kilka nieruchomości. Te, które wciąż są w jego posiadaniu, to: jego dom w Chowie, dom w Piekielniku, dwa mieszkania w Krakowie, mieszkanie w Warszawie i działka na Podhalu.

Wcześniej był też właścicielem dwóch działek w małopolskich Myślenicach, które sprzedał w 2016 r., domu w Szczepanowie, który sprzedał w 2007 r. Marian Banaś miał też wcześniej udziały w kamienicy w Krakowie na Podgórzu oraz był też właścicielem kamienicy, która była w centrum skandalu z jego osobą,  ale sprzedał ją jeszcze przed opublikowanym materiałem „Superwizjera”  .

Na pytanie, jak możliwe było posiadanie przez niego takich oszczędności, Marian Banaś powiedział, że jest to wynik dużych pieniędzy, które przywiózł ze Stanów Zjednoczonych oraz nieruchomości uzyskanych m.in. z testamentu przyjaciela. – To, co ja wydaję, ma pełne pokrycie w tym, co posiadam – zapewnił Marian Banaś w rozmowie z TVN24.

– Był dla mnie, jak syn, a ja dla niego jak ojciec – powiedział Marian Banaś, mówiąc o Henryku Stachowskim, byłym żołnierzu AK. Był on właścicielem dużego majątku, który przekazał w testamencie w 1998 r. właśnie Marianowi Banasiowi. Oprócz nieruchomości otrzymał również pieniądze na kontach bankowych.

Marian Banaś twierdzi, że nie znał najemców jego słynnej kamienicy na Podgórzu, którzy mieli kryminalną przeszłość. To w niej znajdował się hotel na godziny. – Ja takich informacji nie miałem w ogóle i powinienem takie informacje dostać od służb – twierdzi szef NIK.

 Dalsza część artykułu znajduje się poniżej materiału wideo:

– To on miał w tym interes, żeby mnie skompromitować – powiedział Marian Banaś o Mariuszu Kamińskim. – Był zainteresowany tym, żeby wstawić swojego człowieka na szefa NIK-u – ocenił szef i wskazał, że to Kamiński jest osobą, która ma bezpośredni kontakt z Jarosławem Kaczyńskim, a to prezes PiS właśnie miał zaproponować mu stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli.

Po wybuchu afery z krakowską kamienicą Marian Banaś przyznaje, że były naciski z obozu władzy, aby zrezygnował ze sprawowanej funkcji. Pod koniec listopada 2019 r. CBA skierowało zarzuty wobec niego i wtedy odbyło się również spotkanie szefa NIK z szefostwem PiS.

– Jak usłyszałem z ust pana Kamińskiego »Marian, my nie wiemy, skąd tu się wziąłeś«, to zrozumiałem, co tu się dzieje. Mając do dyspozycji wszelkie służby, pracując przez sześć lat ciężko dla PiS-u, dla kraju, to od razu zrozumiałem, że coś złego się tutaj dzieje – stwierdził Marian Banaś.

– Nie jestem bastionem opozycji. Nie służę takiej, czy innej opcji, służę obywatelom i państwu – przekonuje.

– (Po rozmowie w siedzibie PiS – red.) zaczęła się totalna, cicha jazda – powiedział Marian Banaś i stwierdził, że nastąpiła seria ataków na jego rodzinę. – Ja jestem gotowy na wszystko – powiedział szef NIK.

Przypomnijmy, że pod koniec maja   szef NIK Marian Banaś skierował do prokuratury doniesienia przeciwko premierowi oraz trzem ministrom: Michałowi Dworczykowi, Mariuszowi Kamieńskiemu i Jackowi Sasinowi   .

Chodzi o pisma skierowane do dwóch państwowych spółek, którym Mateusz Morawiecki nakazał przeprowadzenie wyborów. Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych (PWPW) dostała od premiera polecenie wydrukowania kart do głosowania i kopert, zaś Poczta Polska miała się przygotować do rozesłania takich pakietów do wyborców i odebrania ich po głosowaniu. Takie szczególne rozwiązanie wyborcze miało być receptą na pandemię.

Tajemnicą poliszynela jest to, że Morawiecki działał pod presją Jarosława Kaczyńskiego. Szef PiS chciał zagwarantować wybór Andrzeja Dudy na drugą kadencję, bo obawiał się jego porażki w razie przesunięcia wyborów ze względu na pandemię. „Wtedy powstał pomysł – nie ukrywam, że mój – żeby zrobić coś takiego jak w Bawarii i w Kanadzie, czyli przeprowadzić wybory korespondencyjne. Później się okazało, że jest dużo trudności i kłopotów, również po naszej stronie. Pewnych rzeczy nie mogliśmy uchwalić” — stwierdził Kaczyński w   niedawnym wywiadzie dla „Wprost”   .

 ONET.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*