Atak żywych trupów w cieniu koronawirusa. Błaszczak wysyła żołnierzy na śmierć

Epidemia sprawia, że Wojsko Polskie musi zmienić plany. Największe krajowe ćwiczenie, odbywająca się co dwa lata Anakonda, w tym roku zostanie zmodyfikowana, a jej ostateczny kształt i termin  nie jest jeszcze znany.

Jak wynika z informacji resortu obrony, w ćwiczeniu planowany jest udział łącznie około 4000 żołnierzy Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych i Marynarki Wojennej. Planowane jest także zaangażowanie elementów pozamilitarnego Systemu Obronnego Państwa.

Założenia były takie, że w ćwiczeniach „Anakonda-20″ weźmie udział 9 tys. wojskowych z Polski i dziesięciu krajów. Z pierwotnych planów wynikało, że tegoroczna edycja Anakondy miała być też powiązana z innymi ćwiczeniami zaplanowanymi w naszym regionie Europy, m.in. z organizowanymi przez szwedzką armię manewrami „Aurora” – te jednak zostały odwołane już w kwietniu.

„Anakonda-20″ miała odbywać się również równolegle z amerykańskimi ćwiczeniami DEFENDER-Europe 20, które były planowane jako największa od ponad 25 lat operacja przerzutu wojsk z USA do Europy. Miało wziąć w nich udział 20 tys. żołnierzy amerykańskich, którzy planowali przenieść do Europy 13 tys. sztuk sprzętu. Sęk w tym, że one też zostały znacznie ograniczone, gdy zapadła decyzja o wstrzymaniu transportu wojsk ze Stanów Zjednoczonych do Europy. Do naszego kraju trafiło ok. 4 tys. żołnierzy z USA.

Niektórzy eksperci krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego nieoficjalnie szacują,  że w manewrach miało uczestniczyć ponad 100 tysięcy. Zgodnie z Dokumentem Wiedeńskim z 2011 r. państwo (lub grupa krajów), które organizuje ćwiczenia z udziałem co najmniej 9 tys. żołnierzy, musi poinformować o tych manewrach pozostałych sygnatariuszy. A jeśli ma ćwiczyć co najmniej 13 tys. żołnierzy – musi przyjąć na manewrach misje obserwacyjne z innych państw.

Wygląda więc na to, że pod pretekstem epidemii ćwiczenia zaplanowano tak, żeby nie trzeba było ich pokazywać zagranicznym obserwatorom. Celowo zaniżana jest liczba żołnierzy, nie wykluczono jednak, że w rzeczywistości pod bronią będzie nawet dziesięć razy więcej wojska. Wątpliwe jest jednak, czy pozwoli to uniknąć niezamierzonej eskalacji czy nawet incydentów wojskowych.

JAN RADŽIŪNAS

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

6 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*