Po co nam defilada 3 maja? „Archaiczny pomysł. Propaganda zamiast strategii”

Wojsko modernizowane jest powoli, brakuje długofalowej strategii, nowego sprzętu kupujemy po kilka sztuk. W tej sytuacji organizowanie kolejnej defilady nie ma sensu, a wręcz pokazuje naszą bezbronność – mówi WP dr Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa i weteran misji zagranicznych. – Można odnieść wrażenie, że MON skupia się

W czwartek warszawską Wisłostradą przejdzie wojskowa defilada mająca upamiętnić 15. rocznicę akcesji do Unii Europejskiej i 20. rocznicę wejścia do NATO. W przemarszu uczestniczyć ma ponad 2 tys. żołnierzy oraz reprezentantów służb mundurowych, w tym wojska z krajów sojuszniczych stacjonujących w Polsce (USA, Wielka Brytania, Chorwacja i Rumunia). Jednak organizowana w nietypowym terminie impreza od początku wzbudza kontrowersje.

Nie mamy co pokazać?

Zdaniem Macieja Milczanowskiego, weterana misji w Iraku i na Wzgrzach Golan oraz eksperta ds. bezpieczeństwa, krytyka jest słuszna.

– Generalnie organizowanie wielkich defilad jest dziś pomysłem dość archaicznym, świat od tego odchodzi. Jeśli już jednak jest, wolałbym, żebyśmy ograniczyli się do jednej w roku – mówi ekspert z Fundacji Pułaskiego. – Przede wszystkim jednak defilada powinna pokazać coś nowego. Może Rosja nie jest najlepszym wzorem, ale tam na każdej nowej defiladzie jest dużo nowego sprzętu. A u nas ciągle widzimy te same, często muzealne transportery i inny sprzęt. Nie wydaje mi się, żeby to było szczególnie mobilizujące. Jeśli my chwalimy się muzeum, pokazujemy raczej swoją bezbronność – dodaje.

Milczanowski przyznaje, że siły zbrojne są modernizowane, jednak dzieje się to znacznie wolniej, niż zakładano. Zakupy sprzętu – m.in. systemów Patriot, artylerii rakietowej HIMARS oraz śmigłowców – odbiegały od oczekiwań.

– Zakupy są po cztery sztuki. One nie zwiększają w znaczący sposób naszego potencjału obronnego, ale dobrze wyglądają na defiladzie. Być może właśnie o to chodzi – mówi. Jak dodaje, potencjału – poza „potencjałem defiladowym” – nie zwiększy też planowany przez MON zakup amerykańskich myśliwców najnowszej generacji F-35, jeśli ich liczba będzie równie niska.

Propaganda zamiast strategii

Zdaniem byłego wojskowego, potrzeby sprzętowe sił zbrojnych są ogromne, a środki ograniczone. Jednak nie to jest głównym mankamentem.

– W działaniach MON nie widać myślenia długoterminowego, spójnej i sensownej strategii. Zamiast tego widzimy działania propagandowe. Kiedy podjęto decyzję o przesunięciu czołgów Leopardów na wschód Polski, powinno to za sobą pociągnąć szereg kolejnych działań, aby ten ruch miał wojskowy sens. Tego się jednak nie doczekaliśmy – mówi Milczanowski.

Wątpliwości budzi też koszt majowej imprezy. Tego nie był w stanie oszacować nawet tuż przed defiladą. Koszt poprzednich wynosił ok. 2 milionów złotych (jedna godzina lotu F-16 kosztuje ok. 60 tys. zł).

– Obrońcy takich imprez mówią, że to nie jest wielka kwota w perspektywie całego budżetu. To prawda, ale gdyby ograniczyć inne podobne, reprezentacyjne wydatki, to można by z tych pieniędzy coś użytecznego zrobić. Szczególnie w sytuacji, gdy wojsku brak funduszy na najpilniejsze potrzeby – podsumowuje Milczanowski.

WP.PL

 

 

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

2 Komentarze

  1. ewidentny pokaz siły kaczystanu, NARÓD I TAK SIĘ NIE BOI, jeszcze pokażemy zgniliznie pisowskiej, że to w NAS JEST SIŁA!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*