MOLESTOWANIE w wojsku. Pułkownik do kobiet: Zerżnijcie mnie

Pułkownik, prokurator wojskowy molestował żołnierki. Dwie zdecydowały się zeznawać. Ale sąd uznał, że szkodliwość społeczna czynu jest niewielka. Zerżnijcie mnie – powiedział prokurator wojskowy Kazimierz N. do pielęgniarki. Do kobiet żołnierzy pracujących w ambulatorium rzucił: „Dziewczyny, a wy nie macie nic do ssania?”.

 

Pułkownik: Rola kobiet służebna

Był rok 2009, podpułkownik i prokurator Kazimierz N. od kilku miesięcy był na misji w Afganistanie, reprezentując Dowództwo Polskich Sił Zadaniowych. Do jego obowiązków należało pilnowanie przestrzegania przepisów oraz ściganie wykroczeń wśród żołnierzy.

Od początku misji w Afganistanie N. podkreślał, jak wysoki ma stopień wojskowy. Popisywał się znajomością prawa karnego, zwracał żołnierzom uwagę na rzekomo naruszone przez nich przepisy.

Jednocześnie chodził niechlujnie ubrany, z przetłuszczonymi włosami. – Mogę chodzić, jak chcę, gwiazdki nic dla mnie nie znaczą – mówił. Na rutynowe pytanie, czy czegoś mu nie potrzeba, odpowiadał: potrzebuję kobiety, do obsługiwania mam przecież dwóch żandarmów.

Któregoś dnia prokurator zgłosił się do szpitala z bólem brzucha. Podczas badania próbował chwycić jedną z pielęgniarek za pierś. Komentował wygląd pielęgniarek, ich postawę, rzucał seksualne aluzje. W końcu żadna nie chciała podawać mu leków.

W rozmowach z żołnierzami podpułkownik podkreślał, że rola kobiet jest „służebna” względem mężczyzn.

Chorąży Anna: Całował w szyję, zaryglował drzwi

W listopadzie 2009 roku chorąży Anna, wracając ze sztabu do kwatery, spotkała podpułkownika N., który zaprosił ją do swojej kancelarii. Mówił, że był w bazie w Ajiristanie i zrobił piękne zdjęcia, które chciał jej pokazać. Nie chciała odmawiać, choć zdjęcia nie bardzo ją interesowały.

Gdy otworzył plik w komputerze, poczuła, że prokurator kładzie jej ręce na uda i intensywnie pociera. Spojrzała na drzwi i zobaczyła, że zaryglował je skoblem, tak by nikt z zewnątrz nie dostał się do środka. Przestraszyła się. Zaczęła prosić, by przestał. Wtedy chwycił ją mocno, obrócił przodem do siebie i posadził na kolanach. Była drobną kobietą, ważyła 45 kg, a on blisko 100. Prosiła, by ją puścił, ale prokurator coraz mocniej zaciskał ręce na jej mundurze.

W końcu udało jej się wyślizgnąć z jego objęć i pobiegła w kierunku drzwi, ale przycisnął ją mocno do ściany. Trzymał za ramiona, całował po szyi, czole, włosach. W końcu otworzył kancelarię. Anna wybiegła, ale po chwili zobaczyła, że podpułkownik ją goni. Dopadł ją około dwustu metrów od sztabu i znów zaczął obmacywać. Gdy się wyzwoliła z uścisku, pobiegła do swojej kwatery.

Od koleżanek dowiedziała się, że inne kobiety w wojsku były również molestowane przez prokuratora.

Złożyła zeznania jeszcze na misji, w żandarmerii. Podczas opisywania zdarzeń przed żandarmem chorąży Anna płakała i trzęsła się. Podkreślała, że boi się pozycji podpułkownika i tego, że zeznania obrócą się przeciwko niej. Obawiała się usunięcia z wojska i braku możliwości wyjazdu na kolejne misje.

Kapitan Agnieszka: Ręka w kroku i pod bluzką

– Zawsze marzyłam, by służyć ojczyźnie na misjach – mówi mi kapitan Agnieszka. – Mój tata był oficerem. Podziwiałam jego patriotyzm, oddanie Polsce. Gdy zmarł, postanowiłam wstąpić do wojska. Zaczęłam jeździć na misje. Do Afganistanu wyjechałam w maju 2009 roku na sześć miesięcy, wróciłam na dwa tygodnie do Polski i później wyjechałam na kolejną sześciomiesięczną misję. W domu czekała na mnie osiemnastoletnia córka i mąż, bardzo za nimi tęskniłam. Takie wyjazdy w ogóle nie są łatwe. Trzeba poradzić sobie z brakiem rodziny, przyjaciół, obcym miejscem, poczuciem zagrożenia. Pracowałam w służbie medycznej, to ciężka praca, przywożono wielu rannych, ale każdego dnia czułam się potrzebna. No i na misji są lepsze zarobki. Wiedziałam, że w ten sposób mogę zadbać o przyszłość córki.

Bal sylwestrowy w 2009 roku wśród żołnierzy w Afganistanie wyglądał zupełnie inaczej niż zabawy z przyjaciółmi w Polsce. Przyszłam w spodniach, podkoszulku bez dekoltu i bluzie z kapturem. Nie piłam alkoholu, chciałam tylko odpocząć i przywitać rok z koleżankami i kolegami. Po mniej więcej godzinie podszedł do mnie podpułkownik i prokurator wojskowy Kazimierz N. i poprosił do tańca. Na początku tańczył normalnie, mówił, że kończył kursy tańca towarzyskiego. Przy kolejnej piosence zaczął mnie jednak obmacywać, jego ręka niby przypadkiem lądowała na moich piersiach lub kroczu. Poprosiłam, by nie zachowywał się w ten sposób. Przestaliśmy tańczyć, ale on nadal na mnie patrzył. Poprosiłam kolegę, by stał przy mnie i zniechęcił go. Ale gdy później wyszłam na papierosa, pojawił się znowu. Coś tam pytał o nowy szpital. Nagle naparł na mnie całym ciałem. Włożył mi rękę pod bluzkę, drugą próbował włożyć do spodni. Chciał całować mnie w usta, ale wyrywałam się, więc całował mnie po szyi. Czułam od niego obrzydliwą woń alkoholu zmieszanego z potem. Prosiłam, by przestał. Udało mi się wyrwać i pobiegłam do koleżanek. Bałam się już wychodzić i czekałam, aż ktoś będzie wracał w stronę mojego obozu.

Gawędziarze, poklepywacze i ci, co wymuszają seks. Jak w Polsce wyjaśnia się zarzuty o molestowanie seksualne?

Następnego dnia koło 13 podpułkownik zapukał do mojego prywatnego pokoju i wszedł, nie czekając na odpowiedź. Zamknął drzwi na klucz. Byłam jak sparaliżowana. To jest człowiek dużo wyższy rangą, prokurator. Czułam taki strach, że nie mogłam myśleć. Odepchnęłam go, ale naparł na mnie, włożył mi rękę pod podkoszulek i zaczął dotykać gołych piersi. Błagałam, aby wyszedł. Próbował mnie całować, ciągnął w stronę łóżka. Cały czas powtarzałam, żeby przestał.

W końcu wyszedł.

Nazajutrz zobaczyłam go w pracy. Schowałam się w ambulatorium. Długo tam siedziałam, trzęsąc się ze strachu. Czułam przed nim jakiś paniczny lęk, trudno to wyjaśnić osobie, która nie jest w wojsku, ale tam człowiek, który ma władzę, może ci bardzo zaszkodzić. A on zachowywał się na misji jak Bóg, podkreślał, że dowódca kontyngentu zrobi dla niego wszystko. Bałam się, że jeśli będę krzyczeć i opowiadać o tym, co zrobił, zrzuci winę na mnie. Powie, że sama tego chciałam.

Kilka dni później usłyszałam od koleżanek żołnierek, że więcej kobiet było przez niego molestowanych, a on rozpowiada później, że to one składają mu propozycje. Na przykład mówił, że chorąży Anna, która jest bardzo delikatną i nieśmiałą kobietą, „zrobiła mu loda w kancelarii”. Koleżanki opowiadały, że dużo kobiet zdecyduje się zeznawać, nie tylko z armii, ale też z Prokuratury Wojskowej we Wrocławiu, gdzie wcześniej pracował.

Obawiałam się, że pułkownik doprowadzi do mojego zwolnienia lub zablokuje możliwość wyjazdu na misje. Czułam się upokorzona i bezradna. Jednak zdecydowałam się zeznawać.

Najpierw złożyłam zeznania w żandarmerii, która przekazała je do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Zarówno żandarmi, jak i prokurator Kurenda, która wezwała mnie po powrocie z misji, nie bagatelizowali moich zeznań.

Jednak od razu po zeznaniach w żandarmerii w bazie się wszystko zmieniło. To było takie dziwne, niemal jak w „Procesie” Kafki. Pozostałe żołnierki zaczęły mnie traktować jak trędowatą. Gdy przechodziłam obok i witałam je, obracały głowy w drugą stronę. Przełożeni odradzali mi udział w tej sprawie. Koledzy podkreślali, że z prokuratorem nie wygram.

Prokurator wynajął jednego z najlepszych adwokatów we Wrocławiu. Wahałam się, czy nie wycofać zeznań, ale bałam się, że jeśli nie doprowadzę tej sprawy do końca, zrobi to samo innym kobietom.

Gwałt w serialu. Bo wysyłałam im sygnały

Molestowanie podkopuje wiarę we wszystko, co robisz, twoją godność. Czułam, że ktoś wykorzystał cechy, które do tej pory ludzie we mnie cenili – to, że jestem miła, staram się zrozumieć drugiego człowieka, pomagać innym. Zaczęłam izolować się od otoczenia.

Gdy sąd jako dodatkową karę nakazał podpułkownikowi mnie przeprosić, dostałam list z jednym zdaniem: „Zgodnie z nakazem sądu przepraszam”. Napisał go na papierze firmowym swojej nowej kancelarii adwokackiej.

Prokuratura Wojskowa we Wrocławiu, gdzie wcześniej pracował N., poprosiła, bym przyniosła list. Potrzebowali potwierdzenia, że wywiązał się z nakazu sądu. Gdy przyszłam, pani w sekretariacie powiedziała: – My tu wszystkie za panią kciuki trzymałyśmy, on w prokuraturze robił to samo, ale nie miałyśmy odwagi zeznawać.

Gdy kapitan Agnieszka opowiada mi o tych wydarzeniach, drży jej głos. – Nie myślałam, że to jeszcze tak mnie porusza – tłumaczy.

Żołnierz: Molestował delikatne

– Prokurator N. zachowywał się na misji jak pan i władca. Był bardzo prowokacyjny, rzucał niedwuznaczne propozycje. Nie w stosunku do wyszczekanych, władczych kobiet, które mogłyby mu odpyskować. On wybierał kobiety delikatne i bardzo wrażliwe. Takie, które czuły się tym upokorzone. Molestował szczególnie te ze służby medycznej – mówi mi anonimowo żołnierz, który był wtedy na misji w Afganistanie. – Zdziwiło mnie, że złożenie zeznań szczególnie odradzali molestowanym ich przełożeni. Jeden z przełożonych powiedział żołnierkom wprost: – Nie wygracie, to jest podpułkownik, prokurator, a w sądach nie chodzi o to, kto ma rację, tylko kto ma lepszego adwokata.

Upał, prowizoryczne prysznice, śmierdzące plastikowe toalety. Plotki i podglądanie. Kobietom lekko nie jest. Seksmisja Afganistan

Pełnomocniczka ds. kobiet: Dawniej dostawali brom

– Na początku była atmosfera, aby tej sprawy nie chować pod dywan – mówi mi komandor Bożena Szubińska, ówczesna pełnomocniczka MON ds. wojskowej służby kobiet. – Z wielu kobiet, które mówiły koleżankom na misji o molestowaniu, pozostały dwie, które zgodziły się utrzymać zeznania jako poszkodowane, i kilkoro świadków. Wiceminister sprawiedliwości generał Czesław Piątas poprosił mnie, abym wsparła te kobiety psychicznie, tak by nie zrezygnowały w trakcie procesu.

Podczas rozpraw prokurator N. ani razu nie okazał skruchy. Po zeznaniach na temat sylwestrowej nocy chwalił się, jakim jest doskonałym tancerzem. Był niezwykle pewny siebie. Na rozprawach kapitan Agnieszka i chorąży Anna nadal się go bały. Odniosłam wrażenie, że przez molestowanie nie tylko chciał zaspokoić swój popęd seksualny. To był jego sposób na podkreślenie władzy nad kobietami, które traktował jako kogoś podrzędnego, gorszego. Podczas sprawy obrona prokuratora N. próbowała podważać moralność kobiet, nie chciałabym mówić o szczegółach, sędzia szybko zauważył, że są to informacje wyssane z palca. Zresztą tak jest prawie przy każdej sprawie o molestowanie w wojsku. Nagle rozpuszczane są plotki, że oskarżająca kobieta lubi seks albo alkohol. To nieprawda, ale żołnierki czują się zaszczute. Wycofują zarzuty. Próbuję im pomóc w zmianie jednostki, ale wojsko polskie to hermetyczny świat, plotki szybko przechodzą do nowego miejsca pracy. Zwykle to oprawca wychodzi ze spraw o molestowanie na czysto. Tym razem obie żołnierki wykazały się ogromną odwagą. Tym bardziej że oskarżały prokuratora, którego żona także była prokuratorem we Wrocławiu. W powszechnej opinii istnieje przekonanie, że kruk krukowi oka nie wykole, czyli lojalność środowiskowa jest ważniejsza od czynu. Wszyscy się dziwili, że te młode dziewczyny zdecydowały się wystąpić przeciwko prokuratorowi.

Ponad 30 proc. kobiet żołnierzy mówi, że spotkała się w polskim wojsku z mobbingiem. A prawie 20 proc. – z molestowaniem seksualnym

W wypowiedziach kolegów z pracy oskarżonego, którzy zeznawali jako świadkowie, dało się wyczuć takie szowinistyczne podejście do relacji kobieta – mężczyzna. Na tym tle bardzo wyróżniał się sędzia Borys Bakaj, który prowadził sprawę. Po prostu badał fakty. Oczywiście musiał analizować intymne szczegóły, ale nie naruszał przy tym godności tych kobiet. To był pierwszy mężczyzna, który zadał dowódcy pytanie: a jak żołnierze radzą sobie z seksualnością podczas misji? Czy macie jakieś szkolenia?

A szkoleń nie ma i wielu nie radzi sobie z popędem. Dawniej żołnierze dostawali kostki cukru z bromem na osłabienie libido. Teraz dowódca odpowiedział, że są książki, które można w wolnym czasie czytać, i to pomaga odciągnąć uwagę żołnierzy.

Sędzia I: Do więzienia, zdegradować

Prokurator Marta Kurenda oskarżyła Kazimierza N. o to, że w krótkich odstępach czasu doprowadził siłą i podstępem chorążego Annę oraz kapitan Agnieszkę do poddania się innym czynnościom seksualnym. Za ten rodzaj przestępstw seksualnych grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.

W lipcu 2012 roku sędzia Borys Bakaj z Sądu Garnizonowego w Poznaniu uznał Kazimierza N. za winnego dokonania przemocą innych czynności seksualnych na chorążym Annie, naruszenia nietykalności cielesnej kapitan Agnieszki i doprowadzenia jej do innych czynności seksualnych. Sąd skazał prokuratora na dwa lata i sześć miesięcy bezwzględnego więzienia oraz zastosował środek karny w postaci degradacji, czyli odebrania podpułkownikowi przywilejów wojskowych.

Zdaniem biegłych sądowych „ewentualna trauma wynikająca z sytuacji bojowej nie miała wpływu na postępowanie prokuratora”. Według psychiatry N. mógł racjonalnie kontrolować swoje zachowanie.

Prokurator wprawdzie nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale według sądu jego wina nie budziła żadnych wątpliwości. – Podpułkownik to osoba dorosła, doświadczony tancerz, przez szereg lat policjant i wreszcie prokurator wojskowy, więc niewątpliwie zdawał sobie sprawę, że dotykanie piersi i krocza kobiety bez jej zgody jest zabronione, a zastosowanie podstępu i przemocy w celu doprowadzenia kobiet do poddania się innym czynnościom seksualnym jest karalne – uzasadniał sędzia Bakaj. – Oskarżony dążył do realizacji popędu seksualnego, nie oglądając się na kolejne wyraźne odmowy. Wykorzystał swoją przewagę fizyczną – każda z pokrzywdzonych była od niego słabsza – oraz psychiczną, wynikającą z wysokiego stopnia wojskowego i posiadanej władzy. Wykorzystał też izolację kobiet od rodziny.

Sędzia przytaczał zdania prokuratora N., w których podkreślał swoją władzę: „jestem człowiekiem ze świecznika”, „batem dowódcy na wszystkich łamiących przepisy, szczególnie tych od użycia broni”, „ludzie do mnie nie przychodzili, bo się bali”.

– Oskarżony działał w warunkach bojowych na szkodę towarzyszy broni, wykorzystał ich strach przed prokuratorem, prawnikiem i oficerem starszym – podkreślił sędzia. – Kazimierz N. jako prokurator powinien czuwać nad ściganiem przestępców, a nie popełniać przestępstwa przeciwko wolności seksualnej. To osoba głęboko zdemoralizowana, której cechy charakteru uniemożliwiają pełnienie służby wojskowej, dlatego w wyniku wyroku traci swój stopień wojskowy. Przestępstwa seksualne w wojsku powinny spotykać się ze zdecydowaną reakcją wymiaru sprawiedliwości – podsumował sędzia.

I stwierdził: dolegliwość kary bezwzględnego więzienia w żaden sposób nie przekracza stopnia winy oskarżonego.

Prokurator: Proszę o niższy wymiar kary

Po wyroku apelację wniósł adwokat Kazimierza N., prosił o uniewinnienie. Jednak nie był jedynym, który chciał bronić oskarżonego. Apelację na korzyść N. wniósł też prokurator wojskowy ppłk Anatol Sawa, wówczas naczelnik Wydziału Śledczego Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Prokurator, któremu opowiadam o tej sprawie, mówi mi, że w ciągu kilkunastu lat pracy tylko parę razy spotkał się z tym, aby prokurator wystąpił o złagodzenie kary, i nigdy nie miało to miejsca w sytuacji przestępstw o charakterze seksualnym. – Nawet jeśli prokurator żąda początkowo niższej kary, to sędzia może ocenić zachowanie oskarżonego podczas rozpraw, stopień demoralizacji, opinie biegłych, tak by wydać sprawiedliwy wyrok – mówi. – W przypadku takich przestępstw jest bulwersujące, gdy prokuratura wstawia się za oskarżonym. Ciekawe, czy prokurator prowadząca sprawę zgadzała się z wyrokiem pierwszej instancji. Jeśli tak, to jej kolega w żadnym wypadku nie powinien pisać apelacji.

Prokurator: Kobiety nie odczuwały strachu

Pytam Anatola Sawę, teraz z Prokuratury Rejonowej w Lublinie, jakie miał motywy, by wstawiać się za prokuratorem N.

– Wszystko jest w apelacji – odpowiada.

W apelacji zarzucił sądowi, że kara jest niewspółmiernie surowa w stosunku do czynu, i to w sposób rażący. Napisał: „Sąd nietrafnie przyjął, że oskarżony dopuścił się zarzucanych mu przestępstw jako osoba głęboko zdemoralizowana, wykorzystując obowiązki na stanowisku prokuratora i strach pokrzywdzonych przed nim jako prawnikiem, prokuratorem i jednocześnie oficerem starszym”.

Według prokuratora Sawy kobiety nie odczuwały strachu przed stanowiskiem prokuratora, bo nie prowadził on postępowań w ich sprawie. Prokurator podkreślał też, że kara wymierzona przez sąd pociągałaby ciężkie skutki dla rodziny i dwójki małych dzieci N.

Pytam Anatola Sawę, dlaczego takiej apelacji nie napisała autorka aktu oskarżenia. – Jedna z żołnierek twierdzi, że prokurator Kurenda mówiła o naciskach w sprawie apelacji. Jeśli tak było, kto naciskał i dlaczego?

– Nie powinienem się wypowiadać na ten temat. Szczerze powiem, że nie pamiętam dokładnie tej sprawy.

– Może dlatego, że nie był pan na ani jednej rozprawie.

– To nie ma żadnego znaczenia.

– Ma znaczenie. Bo przy sprawie o przestępstwa seksualne liczy się też postawa oskarżonego podczas rozpraw, czy wykazuje skruchę, jak zachowuje się wobec pokrzywdzonych.

– Nic więcej o tej sprawie nie mogę powiedzieć – prokurator kończy rozmowę.

Prokurator Marta Kurenda pracuje obecnie w Prokuraturze Rejonowej w Warszawie. Wysyłam jej SMS-a z pytaniem: czy miała polecenie lub sugestię pisania apelacji na korzyść oskarżonego? Jeśli nie chciała jej pisać, w jaki sposób uzasadniła odmowę? Kto chciał, by taka apelacja powstała?

Prokurator nie chce odpowiedzieć.

Sędzia II: Mała szkodliwość społeczna

Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu oddalił apelację obrońcy. Za trafną przyjął zaś apelację prokuratora Sawy i zdecydował się na duże złagodzenie kary. W grudniu 2012 roku sąd okręgowy skazał N. na dziewięć miesięcy z zawieszeniem na dwa lata, bez degradacji.

Sędzia Janusz Kogut podkreślił, że przebieg zdarzeń ustalony został przez sędziego Bakaja bardzo skrupulatnie i profesjonalnie. – Nie podzielam natomiast poglądu sędziego o szczególnej społecznej szkodliwości czynów – uzasadniał. Według sądu zachowanie oskarżonego nie miało żadnego związku z jego obowiązkami służbowymi i pozycją prokuratora. A popełnienie przestępstwa przeciwko wolności seksualnej nie musi powodować utraty wysokiego stopnia wojskowego. Sąd apelacyjny cofnął decyzję pierwszego sądu o degradacji.

Prokurator, któremu opowiadam o sprawie, komentuje: – Jest zastanawiające, że przy tak mocnych dowodach sąd decyduje się zmienić karę i zostawić oskarżonemu przywileje wojskowe. Gdyby poszła jedynie apelacja obrońcy w kierunku uniewinnienia, sąd miałby związane ręce. Przy tych dowodach nie mógłby go uniewinnić. Czyli to właśnie prokurator wojskowy, który stanął w obronie oskarżonego, też prokuratora wojskowego, dał sędziemu furtkę do delikatnego potraktowania Kazimierza N.

Prokurator N. już w trakcie sprawy przeszedł na przysługującą mu emeryturę wojskową w wysokości 4200 złotych netto. Po czym otworzył własną kancelarię prawną w Świdnicy. Doradzał między innymi swojej żonie, prokurator podejrzanej o fałszowanie dokumentów i celowe przedłużanie śledztwa.

– Nie chcę nic na ten temat mówić. Do widzenia – mówi mi Kazimierz N., gdy proszę o komentarz i rozmowę na temat molestowania żołnierek.

Komandor: Ten wyrok mógł zmienić sytuację kobiet

– Pominięcie w wyroku sądu drugiej instancji faktu, że stanowisko prokuratora i podpułkownika miało wpływ na kobiety, jest ośmieszeniem etyki zawodowej – mówi komandor Szubińska. – Każdy żołnierz wie, że w wojsku panuje hierarchia i pozycja uzależniona jest od stopnia wojskowego. Przepaść między kobietą chorążym a podpułkownikiem jest ogromna. Właśnie dzięki tej pozycji prokurator wojskowy mógł wzbudzać strach. W innych armiach sprawy o molestowanie, jeśli już trafią do sądu, są bardzo surowo karane. U nas wciąż traktuje się je z przymrużeniem oka. Ten pierwszy wyrok mógł zmienić sytuację kobiet w wojsku. Dlatego tak bardzo zawiodłam się na Wojskowym Sądzie Okręgowym, który uważa, że przestępstwo seksualne nie musi pociągać za sobą degradacji.

My, kobiety, często jesteśmy traktowane w wojsku jak „urozmaicenie”. Spośród wszystkich służb mundurowych w wojsku jest najmniejsza liczba kobiet – tylko 3 procent. Też z powodu dużej przewagi liczebnej mężczyzn w wojsku częściej niż w innych instytucjach kobiety są upokarzane i dyskryminowane. Sąd tym wyrokiem zakonserwował tę sytuację i stworzył niebezpieczny precedens dla przyszłych spraw o molestowanie. Zastanowiło mnie, że prokurator apeluje, wykazując się niezwykłą empatią dla oskarżonego. Pisze o jego rodzinie. Przecież N. mógł myśleć o swojej rodzinie przed popełnieniem przestępstw. Czy gdy sprawa dotyczy zwykłego człowieka, prokuratorzy się za nim wstawiają, zastanawiając się, jak sobie poradzi? To jest zwykłe kolesiostwo.

Minister: Nie tolerujemy

Pytam ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, jak zamierza reagować na przemoc seksualną wobec kobiet w wojsku.

– Ministerstwo Obrony Narodowej nie toleruje żadnych przypadków łamania prawa. Wszystkie sytuacje powinny być wnikliwie zbadane, zgłoszone do odpowiednich służb i wtedy podejmowane są zdecydowane działania w zapobieganiu nieprawidłowościom. W Wojsku Polskim nie ma przyzwolenia na jakiekolwiek postępowanie będące w sprzeczności z zasadami przyzwoitości, moralnymi i prawa – mówi minister Macierewicz.

Sędzia II: Oj, chciał zyskać przychylność pań

Pytam sędziego Janusza Koguta, dlaczego człowiek skazany za przestępstwo seksualne nie powinien tracić wysokiego stopnia wojskowego.

– Z mojego punktu widzenia ta sprawa była drobna. Pan prokurator nadużył swojego stanowiska, by zyskać przychylność pań.

– Czyli molestowanie to teraz „zyskiwanie przychylności pań”?

– Miałem na myśli, że nie doszłoby do tego, gdyby nie pewna przychylność tych pań.

– W uzasadnieniu sam pan sędzia podkreślił, że sąd garnizonowy bardzo skrupulatnie opisał zdarzenia. A w tym opisie nie ma nic o przychylności. Wręcz przeciwnie. Jest mowa o użyciu siły i przemocy, o zamykaniu na klucz, przypieraniu do ściany. Kobiety cały czas powtarzały, żeby prokurator przestał. Czy pan myślał o tych kobietach, zdecydowanie łagodząc wyrok?

– Nie zamierzam się przed panią tłumaczyć.

– Zapytam inaczej: czy gdyby w takiej sytuacji znalazła się pana córka, żona, to wyrok byłby taki sam?

– Sędzia nie może podchodzić do ocen subiektywnie. Jeśli poddaje się emocjom, nie powinien wydawać wyroków. Nie mogę myśleć, co zrobiłbym, gdyby poszkodowaną była córka. Proszę też pamiętać, że poszkodowane mogą się przed panią bardziej otworzyć niż podczas rozpraw czy przesłuchań, a zatem w stresującej sytuacji. Oczywiście zgadzam się, że zachowanie pana N. było nieprzyzwoite, nie przystoi prokuratorowi.

– W wyroku pierwszej instancji sędzia mówił o głębokiej demoralizacji oraz niezaspokojonym popędzie seksualnym. Nie obawia się pan, że taka kara, czyli emerytura wojskowa i praca prawnika, może nie zniechęcić Kazimierza N. do molestowania kobiet?

– Złagodzenie kary na pewno nie przyczyni się do utwierdzenia oskarżonego w przekonaniu, że może molestować kobiety. Poza tym spotkałem się z lekceważącymi stwierdzeniami… Źle to ująłem. Spotkałem się ze zdziwieniem znajomych wojskowych, że za tego typu zachowania może spotkać żołnierza jakakolwiek kara. Mówili to żołnierze zawodowi podczas różnych naszych spotkań. Uważali, że za czyny, których dopuścił się prokurator N., nie powinno być żadnej kary.

JUSTYNA KOPIŃSKA

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*