Część PiS traktuje Kresowian jak PO rodziny smoleńskie

Odrażające, szydercze zachowanie stanowiło jedną z flagowych cech dygnitarzy rządu PO i powodowało rozpacz oraz desperacką walkę wśród starających się o prawdę n.t. śmierci pasażerów prezydenckiego samolotu.

Dziś poszczególne osoby związane z obozem rządzącym czynią dokładnie to samo walczącym o prawdę na temat zbrodni ludobójstwa dokonanej przez OUN-UPA. Nie potrafią też wykonać decydujących ruchów w kwestii praw Polaków na Litwie, które tak samo pragną poświęcić na ołtarzu dobrych stosunków z innym państwem.

Pozwolenie na wodzenie za nos przez Rosję, akceptowanie z rąk jej urzędników narzucania reguł śledztwa smoleńskiego bez zarzutu, przyjmowanie wszystkiego co powiedzą za dobrą monetę – identyczne zachowanie prezentuje część ludzi związana z PiS-em. Jedyną różnicą jest to, że taką postawę cechuje jedynie część partii. Ci drudzy starają się zachować uczciwiej. Ratują oni partyjny honor wobec tych, którzy najchętniej w imię przyjaźni polsko-ukraińskiej (nowa forma przyjaźni polsko-”radzieckiej”) pozwoliliby nacjonalistom ukraińskim na wszystko. Włącznie z odruchem uznawania plucia w twarz za padający deszcz. Nazwiska ludzi uległych wobec neobanderowców są właściwie ogólnie znane. Warto jednak wymienić ich kilka dla przykładu.

Ostatnio zasłynął marszałek sejmu Marek Kuchciński, który szczegóły upamiętnienia ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA zechciał ustalać z Andrijem Parubijem, jego ukraińskim odpowiednikiem i zwolennikiem kultu sprawców. Jak napisał Paweł Bobołowicz, (Dziennikarz rozwodzący się nad „pojednaniem”, więc trudno posądzić go o subiektywność.) towarzyszył im nawet syn zbrodniarza Romana Szuchewycza – Jurij, którego ojciec wydawał rozkazy do wymordowania 135 tys. Polaków. Analogicznie zaczął się zachowywać marszałek senatu Stanisław Karczewski. Powiedział on w Telewizji Republika: „Jeśli chcemy rozmawiać, to nie możemy od razu stawiać warunków”. To wypowiedź, która mogłaby wskazywać, ze pan marszałek – już w ogóle „urwał się z choinki”. A kto powiedział, że chcemy rozmawiać? Z kim, o czym? Ze zwolennikami stawiania pomników mordercom i narzucania nam swojej zafałszowanej wersji historii, gdzie nasze ofiary są na równi katami? Z jakiej racji mamy z nimi cokolwiek konsultować? Oni nie konsultują z nami upamiętnień katów, a my mamy konsultować upamiętnienie ofiar?

Niestety czyny, bądź wypowiedzi marszałków obu izb nie są jedynymi, które mogą zadziwiać. Jest znacznie więcej przykładów uległości wobec zwolenników morderców naszych przodków. Wieść głosi, iż szczególnie dużo ma się ich ponoć skupiać przy Kancelarii Prezydenta niestety. Z pewnością wiadomo o kilku przypadkach. Kręci się tam prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, wszem i wobec znany ze swoich probanderowskich wypowiedzi. To przyjaciel Piotra Tymy negacjonisty wołyńskiego i przewodniczącego kontrowersyjnego Związku Ukraińców w Polsce, odznaczonego przez B. Komorowskiego. Gdy Kresowianie napisali pismo z prośbą o odebranie Tymie orderu, Przemysław Żurawski vel Grajewski nawyzywał hurtowo wszystkich, którzy określają się mianem środowisk kresowo-patriotycznych [Sic!]. Konsekwencji nie poniósł.

Przez prezydenta, do Rady IPN – nominowany został – zarówno Bronisław Wildstein i prof. Andrzej Nowak. Wszystkie powyższe osoby znane są z tego, że ważniejsze niż cokolwiek innego są dla nich braterskie stosunki z sąsiadem (niż prawda na przykład). To oczywiście mrzonka, bo rozwój neobanderyzmu to gwarancja wybuchu konfliktu o jakości najlepszej polisy ubezpieczeniowej, tyle że w odwrotną stronę. Aby nie być gołosłownym Adam Kwiatkowski, szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy przez długi czas był proszony o spotkanie z delegacją w składzie Kustosz Pamięci Narodowej Ewa Siemaszko, prof. Ryszard Szawłowski, światowej sławy prawnik, specjalista od ludobójstwa i moja skromna osoba. Pomimo licznych kontaktów, rozmów z sekretarkami, która się miały odzywać – nigdy do tego spotkania nie doszło.

Miało później natomiast miejsce – inne jego spotkanie, z inną trójką. Po pierwsze: Jerzym Wójcickim, Polakiem z Ukrainy (a konkretnie Winnicy) powielającym neobanderowskie brednie w Gazecie Polskiej. Ten ostatni za bardzo zaznajomił się z Wołodymyrem Wiatrowyczem, znanym na Ukrainie propagandystą na rzecz zbrodniczej UPA i amatorem fałszowania historii. Po drugie: z Włodzimierzem Iszczukiem (odpowiednio z Żytomierza), prezentującym analogiczne tendencje. Po trzecie z Rafałem Dzięciołowskim, redaktorem Gazety Polskiej, który chorobliwie i po bolszewicku potrafiłby oskarżyć niemal każdego o współpracę z Rosją, oczywiście jeśli ten będzie zbyt radykalnie nastawiony wobec kultywujących UPA.

Nie można by mieć o to pretensji, gdyby nie wiązało się to z polityką Kancelarii Prezydenta i z obietnicą samego Prezydenta Andrzeja Dudy. Jeszcze jako kandydat obiecał, iż podniesie sprawę gloryfikacji UPA na Ukrainie. Jednak niestety tego nie zrobił. Otoczył się ludźmi o dokładnie odwrotnych poglądach. Przyjął przedstawicieli mniejszości narodowych, w tym i Piotra Tymę do stołu na rozmowy. Tymczasem Kresowianie, byli jedynie w pewnej ich części dopuszczeni do okazjonalnych rautów, bez możliwości wypowiadania się. W ramach anegdotki można też powiedzieć, że przedstawiciele Kancelarii Prezydenta dla Polaków dyskryminowanych na Litwie nie tylko nie zrobili nic (Oprócz okazjonalnych spotkań i poklepywania po plecach. Mieli zapewne nadzieję, że sam taki zaszczyt całkowicie im wystarczy.). Co tam zamykane polskie szkoły! Oto w maju, gdy Polacy na Litwie mieli swoje święto (Przyjechało zresztą wielu polskich parlamentarzystów) – odczytano list. Napisany został do nich przez szefa Kancelarii Prezydenta Adama Kwiatkowskiego. Naprawdę.

Nie ma się co dziwić, iż nie pofatygował się prezydent. Można zrozumieć, iż nie przyjechał też szef Kancelarii, ale żeby nie odczytać pisma od prezydenta, tylko Adama Kwiatkowskiego? Przecież prezydent nie musiał tego pisać sam, ale wystarczyło się podpisać. Jakie to daje świadectwo wobec władz litewskich dyskryminujących polską mniejszość? To, że dostrzegł to autor niniejszego tekstu mało jeszcze znaczy, ale słyszałem komentarz wileńskiej ulicy. Zresztą i tutaj w kwestii praw Polaków na Litwie Przemysław Żurawski vel Grajewski, będący jednocześnie, niestety – doradcą ministra Witolda Waszczykowskiego – publicznie swoimi wypowiedziami Wilniukom szkodził.

Obecnie ta sama część PiSu uległa wobec nacjonalistów ukraińskich chce stosować również empatię na Litwie, ale nie wobec Polaków, lecz dyskryminujących, ich strachu przed dyskryminowanymi, również dla sojuszu (To tak jak większa empatia dla kultywujących sprawców z UPA, niż ich ofiary.). Musimy ich szanować i akceptować to – co robią litewskim Polakom ze względu na sojusz przeciw Rosji. Odcinać się trzeba od tego – najwyżej werbalnie, nie działaniami, to jedna z cech charakterystycznych tego chorego podejścia. Wszystko ze względu na Rosję. Bowiem w razie wojny z Rosją, to Litwa jest nam bardziej potrzebna niż my jej? Żur von Graj tak właśnie scharakteryzował kwestie praw Polaków na Litwie: To Polska musi ustąpić Litwie w kwestii praw Polaków, ze względu na zagrożenie rosyjskie (nie odwrotnie!).

Zatem handel, zarówno martwymi, jak i żywymi Polakami ma się w najlepsze. Wydawało się, że dobra zmiana nastąpi i tutaj, może i do pewnego stopnia nastąpiła. Jednak jakichkolwiek różowych okularów by nie zakładać – trudno, to co zostało zrobione uznać za wystarczające. Cztery polskie szkoły w Wilnie (i dwie poza Wilnem) władze lietuvskie zamkną i mało kogo to obchodzi. Nacjonaliści ukraińscy kultywują zbrodniarzy i narzucają nam swoją zafałszowaną wersję historii, nie pozwalając upamiętnić ofiar. Często ci sami ludzie w PiS decydują o kontynuacji miękkiej polityki, którą uprawiała PO, zarówno względem Litwy, jak i Ukrainy. Tylko co ich wtedy na tej płaszczyźnie odróżnia? Fakt – pewnie ta bardziej patriotyczna frakcja, która też wyobrażała sobie, iż po dojściu do władzy – będzie trochę inaczej. Gdy mówili o tym przed wyborami wydawali się być do tego przekonani, a nie sądzę, by przynajmniej część z nich kłamała.

Pod stałym atakiem i największym ostrzałem jest wiceminister Jan Dziedziczak. Zarówno za pierwszy skromny ruch jaki wykonał w postaci wyprawek szkolnych dla polskich dzieci na Litwie, jak i odebranie Kart Polaka studentom fotografującym się w przemyskiej galerii z banderowską flagą. Wypada wspomnieć o jeszcze jednej osobie, z którą nie zawsze się zgadzam. Dostaje się też Michałowi Dworczykowi, przewodniczącemu sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą za pilotowanie sprawy uchwały nt. Ludobójstwa Wołyńsko-Małopolskiego. Samo przyjęcie uchwały, zamiast ustawy (jak chce Kukiz’15) również bez żadnej wątpliwości jest ustępstwem na rzecz „wrażliwości” tych, którzy uważają zbrodniarzy za bohaterów. Jednakowoż, jeśli nawet za to przewodniczący Komisji naraża się (Stronnictwu Poszanowania „Ukraińskiej” (Neobanderowskiej) Wrażliwości) w swojej partii – można sobie wyobrazić, że także i tutaj istnieje niemałe bagienko.

Nie raz słyszałem od ludzi spoza PiS dość zatrważające teksty n.t. śmierci prezydenta w Smoleńsku. Mówiły one mniej więcej tak: „Nawet jeśli był to zamach, to lepiej jeśli fakty nie ujrzą światła dziennego. Wtedy bowiem jak wyjść z tego z twarzą? Wywołamy wojnę z Rosją? Lepiej udawać, że się nic nie wie i czekać lepszych czasów, aż będziemy mogli to ujawnić. Nie możemy sobie na to pozwolić.”. Czy to nikomu nic nie przypomina? Mnie tak, choćby sprawę traktowania ofiar banderowskiego ludobójstwa. Niestety to jest ta sama diabelska pułapka, ten sam jej matematyczny wzór: wpuszczenie się w maliny i pozwolenie sobie na amoralne zachowanie z powodu strachu, że stanie się coś znacznie gorszego. Strach to podstawowe narzędzie działania zła, które chce zmusić człowieka do grania według jego reguł.

Wystarczy, że jedni będą chcieli poświęcić – tych co zginęli na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej – dla tych co zginęli w Smoleńsku i odwrotnie. A jednak zawsze należy: „Zachować się jak trzeba”, bo tylko to zostawia moralny wzorzec dla przyszłych pokoleń. W przeciwnym razie nauczymy je, że cel uświęca środki, a przecież to już nie będzie ta polskość, którą od setek lat kochamy. Mimo wszystko pod rządami PiS czuć zmianę na lepsze. Wypada jednak zadać pytanie: Czy to PiS jest taki dobry, czy to PO było tak beznadziejne?

ALEKSANDER SZYCHT

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*