Dlaczego jesteśmy BIEDNI? Jak to jest możliwe, że państwo w środku Europy…

Czy ktoś zna odpowiedź na to pytanie? Jak to jest możliwe, że państwo w środku Europy w ciągu 27 lat od początku transformacji nadal wypłaca renty w wysokości 160 Euro, a pensja w wysokości 500 Euro, uchodzi w nim za dobrą pensję netto w zasadzie wszędzie poza stolicą?

 

Fundamentalnym powodem, dla której jesteśmy nadal biedni, jest to, że jesteśmy, jako Wspólnota państwowo-narodowa, źle zarządzani. Źle to znaczy w sposób niegwarantujący nam możliwości posiadania dochodów, adekwatnych do kosztów utrzymania się w standardzie cywilizacyjnym wyznaczanym przez globalizację. Niskie dochody przekładają się na powszechną biedę i jej skutki, przecież prawie trzy milionowa emigracja nie wzięła się z miłości do zmywaków w londyńskich restauracjach, tylko po prostu z biedy, wręcz czasami z głodu.

Złe zarządzanie, którego jesteśmy ofiarami polegało przez 27 lat na tym, że przede wszystkim nie myślano w sposób całościowy i przyszłościowy o państwie, jako o pewnym continuum, majątek odziedziczony po poprzednich okresach często po prostu rozkradziono, albo pozwolono, żeby stracił całkowicie na wartości produkcyjnej. W konsekwencji pod słusznym oczywiście hasłem cięcia kosztów, zlikwidowaliśmy swój przemysł i „jakoś tak się stało”, że wykorzeniliśmy kulturę techniczną z kraju, czyniąc Polskę z kraju rolniczo-przemysłowego, kraj rolniczo-usługowy i eksportujący siłę roboczą.

Elita nie wiedziała jak wykorzystać największe bogactwo, jakim była „górka demograficzna”, nie udało się w kraju ani ożywić przedsiębiorczości, ani ściągnąć na tyle liczących się inwestycji, żeby praca była masowo dostępna. Dlatego dzisiaj bardzo wielu Polaków produkuje pampersy w Leeds w środkowej Anglii, a nie gdzieś w Polsce. Skutki są przerażające i będą jeszcze gorsze, albowiem demografii, nie da się odbudować z dnia na dzień.

W kraju dopuszczono do wielu afer gospodarczych, jeżeli ktoś uważa, że prywatyzacja za pomocą tzw. świadectw udziałowych była nazwijmy to „optymalna”, to trzeba się zapytać, dla kogo? Kto zoptymalizował wówczas sprywatyzowaną własność? Druga sprawa jak niektórzy politycznie odpowiedzialni za te działania, w ogóle mają odwagę dzisiaj pokazywać się publicznie? Pamiętamy FOZZ? Pamiętamy kolejne afery spirytusowe, gdzie państwo z niezrozumiałych przyczyn okazywało się bezradne w ochronie granic, co więcej nawet umarzano olbrzymie należności celno-skarbowe firmom należącym do pewnych ludzi. Pamiętamy „prywatyzację” pewnej wielkiej państwowej firmy ubezpieczeniowej! O tym, co zrobiono z bankami, to nawet nie ma, po co wspominać, jeżeli chce się uniknąć niepotrzebnych emocji.

Jednakże szczytem wszystkiego, działaniem którego nie da się w ogóle zakwalifikować do żadnej kategorii, jest to co dzieje się na naszych oczach, a czego pierwsze akty już skonsumowaliśmy, chodzi oczywiście o kwestie emerytalne. Stworzenie systemu, w którym państwo zadłużało się samo na własne życzenie. Jak również obywatele płacili nadludzkie prowizje za zarządzanie narastaniem tego długu. Pomijając w ogóle kwestię powiązania przyszłych emerytur z jak niektórzy twierdzą – kasynem, czyli rynkiem papierów wartościowych. Bo, przecież o tym nie można nawet dyskutować, jak ktoś kwestionuje „rynek” od razu jest podejrzany i w ogóle nie powinno się z nim mieć kontaktów, bo to prawie na pewno jakiś oszołom! Jednakże proszę sobie zadać jedno małe pytanie – dlaczego, skoro de facto rząd pana Tuska skasował system, nie pociągnięto do odpowiedzialności politycznej jego twórców? Przecież ministrowie pana Tuska, mówili o konkretnych stratach dla państwa w wyniku działania tego systemu, przy którym nawet tzw. oscylator (w pełni legalny), na początku naszej transformacji to totalny „pikuś”. Poza tym, dlaczego nie dostaliśmy żadnego bilansu zamknięcia? Czemu nikt nam nie powiedział ile państwo straciło i ile ludzie stracili na np. 10% opłatach za zarządzanie!

Jednakże to nie wszystko, takich przypadków, może mniejszych rozmiarów – mamy jeszcze, co najmniej kilkanaście. Poza tym proszę pamiętać, że jeżeli chodzi o „afery”, to poza poziomem ogólnokrajowym, jest jeszcze poziom regionów, dużych miast i Polski lokalnej. Kto zna życie, doskonale wie, o czym mówimy.

W tym wszystkim jednak najgorsze jest to, że nasze elity nie potrafiły dokonać podsumowania i wypracowania ogólnego kierunku zmian, totalnej naprawy państwa! Z jednej strony mieliśmy zadowoloną z siebie post-solidarnościową elitę, której symbolem na zawsze będą już ośmiorniczki, a z drugiej mamy tych, którzy skorzystali na nazwijmy to „ludowym” poczuciu sprawiedliwości społecznej i klasowej, zwłaszcza na linii miasto-prowincja. Wymiana elit spowodowała jeszcze większy kryzys państwa, konsensus nawet w sprawach fundamentalnych jak np. energetyka, rolnictwo, emerytury, zasady zatrudniania, zasady opodatkowania dochodów i własności – jest niemożliwy. Jednak bez obaw, władza zamiast rozmawiać o podatku od własności, woli dyskusję o tym – gdzie i ile pomników postawić.

Poza tym liczą się zwykłe codzienne sprawy, tak jak jesteśmy zarządzani na poziomie ogólnym, podobnie źle bywamy zarządzani w miejscach pracy, miejscach w których mieszkamy. Jeżeli się doda sumę tych wszystkich problemów, efekty są trudne do skompensowania. Widzimy je w naszych portfelach. Jak w kraju, w którym przez 27 ostatnich lat , przeciętne koszty utrzymania są wyższe od przeciętnych dochodów ma być dobrze? Jeżeli społeczeństwo w ogóle nie ma szans na akumulację kapitału, to może być tylko gorzej – prawdziwy kapitalizm, bez kapitalistów. Poprawka! Bez własnych kapitalistów, tych mamy importowanych!

To jest właśnie odpowiedź na pytanie, – dlaczego jesteśmy biedni?

Niestety trzeba zadać drugie pytanie, dlaczego nadal będziemy biedni?

OBSERWATORPOLITYCZNY.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*