Chaos po reformie Radziwiłła. „Mój syn miał gorączkę, a przychodnia była zamknięta”

Rodzice z chorymi dziećmi szukający lekarza, kolejki w przychodniach, chaos i zamieszanie – tak wyglądał wczorajszy pierwszy dzień po wprowadzeniu rządowej ustawy o sieci szpitali. A przecież nowe przepisy miały ułatwić pacjentom dostęp do dyżurującego lekarza. Tak przynajmniej zapewniał minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Przypomnijmy: do końca września nocne i świąteczne dyżury lekarskie świadczyły przychodnie. I tam mógł udać się pacjent, np. z wysoką gorączką. Od wczoraj musi się zgłosić do szpitala, który pełni dyżur. Lista szpitali jest zamieszczona na stronach internetowych Narodowego Funduszu Zdrowia. Pierwszy dzień funkcjonowania reformy okazał się dla wielu osób koszmarem. Mieczysław (50 l.) i Paulina (24 l.) Gontarczukowie pojechali z synkiem Leszkiem (2 l.) do Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku, która do tej pory świadczyła nocną i świąteczną pomoc lekarską. Ich syn miał w nocy wysoką gorączkę i źle się czuł. Jakież było ich zdziwienie, kiedy w placówce zastali zamknięte drzwi. – Wprowadzili tylko chaos, a my musimy jeździć po całym mieście z chorym dzieckiem. To wszystko jest źle zrobione – mówią nam rodzice. W podobnej sytuacji były wczoraj również dorosłe osoby. – Przyszedłem do przychodni, która dotąd świadczyła pomoc w weekendy i w nocy. I co się okazało? Że muszę jechać kawał drogi do szpitala, bo tylko tam będę przyjęty. Mam już swoje lata i dla mnie to prawdziwa wyprawa, nic przyjemnego – mówi Stanisław Banach (75l) z Wrocławia. W niedobrej sytuacji znaleźli się również mieszkańcy 22-tysięcznej Skawiny (woj. małopolskie). Tam całodobową opiekę przeniesiono do liczącego zaledwie 3 tys. mieszkańców Radziszowa. A między tymi miejscowościami nie ma nocnej komunikacji.

SE.PL

Polub Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*