W Sądzie Rodzinnym w Sosnowcu dobiega końca proces dotyczący śmiertelnego pobicia Marcina Mizi, byłego funkcjonariusza Służby Więziennej i piłkarza lokalnego klubu z Jastrzębia-Zdroju. Trójka oskarżonych, obecnie 18-letnich nastolatków, odpowiada za swoje czyny jeszcze jako nieletni, co oznacza, że grozi im najwyżej pobyt w zakładzie poprawczym do 21. roku życia. Pobicie miało miejsce dwa lata temu podczas Fun Festiwalu w Sosnowcu, kiedy to Marcin Mizia przyjechał z narzeczoną na koncert Beaty Kozidrak.
Podczas imprezy doszło do tragicznych wydarzeń. 28-letni Marcin został zaatakowany po tym, jak zwrócił uwagę grupie młodych ludzi, którzy wcześniej pobili 14-letniego Filipa. Nastolatkowie, jak ustalono podczas procesu, byli pod wpływem alkoholu i anabolików. Mimo iż na nagraniach z monitoringu trudno było jednoznacznie zidentyfikować uczestników bójki, zeznania świadków przyczyniły się do ustalenia przebiegu zdarzeń. Rodzice Marcina Mizi uważają, że napastników mogło być więcej.
Podczas procesu rodzice Marcina, Grażyna i Jacek Miziowie, nie kryją rozpaczy. Szczególnie pan Jacek, wspominając okoliczności śmierci syna, z trudem powstrzymuje łzy. „Nasze państwo traktuje tych młodych ludzi jak dzieci, które należy wychowywać, a nie karać” – komentuje rozgoryczony ojciec.
Obrońcy oskarżonych starali się dowodzić, że nie wszyscy uczestniczyli w pobiciu. Szczególnie jedna z adwokatek, Joanna Karwel, argumentowała, że jej klient nie brał bezpośredniego udziału w ataku na Marcina Mizię oraz młodszego Filipa. Wiktor, wychowany w rodzinie zastępczej przez babcię, nie powinien zdaniem obrońców trafiać do poprawczaka, gdyż jego stopień demoralizacji nie jest wystarczająco wysoki, by uzasadniał tak surową karę.
Przebieg procesu wskazuje na trudności w dokładnym odtworzeniu i przypisaniu win uczestnikom zdarzeń. Na zakończenie sprawy oczekują nie tylko rodzice ofiary, ale także obrońcy młodych oskarżonych. W czasie trwania procesu nastolatkowie przebywali w schroniskach, gdzie zdobywali kwalifikacje zawodowe i uczestniczyli w programach resocjalizacyjnych.
Rodzina Marcina Mizi wyraża wątpliwości, czy odpowiednie środki wychowawcze zostaną zastosowane wobec oskarżonych i czy po opuszczeniu placówek ci młodzi ludzie będą w stanie rozpocząć nowe życie. Choć prawnicy argumentują, że resocjalizacja już przynosi efekty, na sali sądowej wciąż odczuwalna jest głęboka tragedia i smutek rodziny ofiary.








Dodaj komentarz