Sejmowe korytarze wielokrotnie były miejscem zaskakujących sytuacji, zwłaszcza podczas spontanicznych rozmów z politykami. Najnowsza taka sytuacja przydarzyła się Antoniemu Macierewiczowi z Prawa i Sprawiedliwości. Podczas szybkiej wymiany zdań z dziennikarzem Mateuszem Wiktorowiczem, temat zszedł na znajomość języków obcych przez polityka.
Zaczęło się od niewinnego pytania o to, w jakich językach posługuje się Macierewicz. „Po polsku oczywiście” – odpowiedział bez zastanowienia, lecz dziennikarz zdecydował się na pogłębienie rozmowy i zapytał po hiszpańsku, czy polityk rzeczywiście mówi w tym języku. Macierewicz krótko odpowiedział „tak”, co skłoniło reportera do kontynuowania rozmowy w języku hiszpańskim.
Szybko się jednak okazało, że pewność Macierewicza była nieco na wyrost. Gdy dziennikarz zaczął mówić po hiszpańsku, polityk zaczął się wycofywać, unikając dalszej konwersacji. „Nie, nie, nie…” – próbował przerwać, nie będąc w stanie złożyć spójnego zdania w obcym języku.
Nagranie z tej rozmowy szybko trafiło do internetu, wywołując lawinę komentarzy. Internauci wyrazili zaskoczenie i dość krytycznie ocenili deklaracje Macierewicza o znajomości języków obcych. Wielu z nich zarzucało politykowi, że nie powinien kategorycznie deklarować znajomości języka, którego poziom pozostawia wiele do życzenia.
Zdarzenie to pokazuje, jak ważna jest ostrożność w deklaracjach publicznych, zwłaszcza gdy dotyczą one umiejętności językowych. Sytuacje takie mogą nie tylko wyprowadzić z równowagi rozmówców, ale także posłużyć jako punkt odniesienia dla opinii publicznej, co może wpływać na wizerunek polityka. Macierewicz z pewnością na długo zapamięta tę lekcję i być może zastanowi się dwa razy, zanim znów odpowie na podobne pytania.








Dodaj komentarz