W ostatnich wyborach do rosyjskiej Dumy, zgodnie z przewidywaniami, zwycięstwo odniosła partia Jedna Rosja. Głosowaniu towarzyszyła fala zmasowanych ataków ukraińskich dronów oraz pocisków balistycznych, w tym największy nalot od początku konfliktu na Ukrainie. Szczególnym celem ataków stała się Moskwa, gdzie drony trafiły w rafinerię, co skutkowało unoszącym się nad stolicą czarnym dymem. Mimo tych wydarzeń, rosyjska propaganda określiła wybory jako manifestację jedności i poparcia dla trwającej od pięciu lat „specjalnej operacji wojskowej” na Ukrainie.
Już przed wyborami było jasne, kto wygra. Celem było głównie pokazanie, że Jedna Rosja uzyska lepszy wynik niż przed pięcioma laty, co udało się z wynikiem 58 proc., dającym konstytucyjną większość. Na kolejnych miejscach znalazły się: Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej z 14 proc., nacjonaliści z LDPR z 9 proc., a także Nowi Ludzie — formacja stworzona przez Kreml, mająca odciągnąć głosy od prawdziwej opozycji, która zdobyła 8 proc. Na granicy 5-procentowego progu balansowała socjalistyczna Sprawiedliwa Rosja.
W rzeczywistości wyborcy nie mieli wielkiego wyboru, gdyż Jedna Rosja i koncesjonowana opozycja różniły się niewiele, popierając zarówno wojnę, jak i Władimira Putina. Prawdziwa opozycja, w tym partia Jabłoko, która sprzeciwiała się inwazji, nie została dopuszczona do startu w wyborach. Dla aparatu władzy wybory były wyzwaniem pod względem zapewnienia odpowiedniej frekwencji i uniknięcia nieprzewidzianych niespodzianek. Zastosowano różnorodne środki administracyjne, w tym naciski na pracowników sektora publicznego oraz działania mające na celu manipulację wynikami, takie jak dorzucanie kart wyborczych do urn, co zostało udokumentowane na filmach w internecie.
Wybory przeprowadzono również na terenach ukraińskich okupowanych przez Rosję, gdzie do „spełnienia obywatelskiego obowiązku” zachęcały osoby uzbrojone w automaty. Tego rodzaju działania wywołują obawy o uczciwość i legalność procesu wyborczego w Rosji, podkreślając jednocześnie brak rzeczywistej konkurencji politycznej i wolności wyborczej.







Dodaj komentarz