Współczesna debata wokół sztucznej inteligencji często postrzega ją jako niezależny byt, na który ludzkość nie ma większego wpływu. Tymczasem rzeczywistość jest inna – to nie AI domaga się zmian, lecz ludzie i instytucje, które ją wykorzystują do renegocjacji istniejących układów sił.
Wielkie przełomy technologiczne zawsze niosą ze sobą rewolucje społeczne. Podobnie jest z AI, która staje się narzędziem do przedefiniowania relacji między pracą a kapitałem, obywatelami a władzą czy międzynarodowymi korporacjami a państwami. Sposób, w jaki mówimy o AI, jako zjawisku zbliżonym do pogody, odzwierciedla nasze podejście do niej.
Kiedy z AI związane są decyzje o zwolnieniach czy restrukturyzacjach, brakuje jasno określonej odpowiedzialności decydentów. To jednak my, jako ludzie, podejmujemy te decyzje, ukrywając się za anonimowym dyskursem technologicznym. Rozmyte poczucie odpowiedzialności sprzyja dynamice, w której nie ma miejsca na negocjacje. To, czego doświadczamy, to nie tylko techniczne zmiany, ale i realna renegocjacja władzy.
W ramach tej rzeczywistości następuje rywalizacja o kompetencje, w której każdy z nas czuje presję do nieustannego biegu. Powstają więc programy kształtujące „kompetencje przyszłości”, a rosnące tempo rynku pracy zmusza nas do adaptacji. Ważniejsze jednak od samego nadążania za narzędziami, staje się umiejętność rozumnego wyboru kierunku rozwoju, w którym kompetencja osądu jest kluczowa.
Rewolucja AI nie jest jedynie kwestią techniczną. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych przełomów, takich jak druk czy elektryczność, wpływa ona również na społeczne i polityczne struktury. Karty, które przeważają szalę na korzyść jednych, nie są trwale zapisane, bo renegocjacje są możliwe tylko wtedy, gdy strona mniej uprzywilejowana potrafi dojść do stołu z własnymi argumentami.
Obecna sytuacja jest szczególnie alarmująca, bo renegocjacje odbywają się głównie po jednej stronie. Brakuje reprezentacji pracowników i obywateli, a kluczowe decyzje dotyczące rozwoju AI podejmuje wąska grupa, głównie w USA i Chinach, przy ograniczonym udziale europejskim.
Europejskim odpowiedziom na te wyzwania potrzebna jest struktura, która pozwoli na równoprawne negocjacje. Unijne inicjatywy, takie jak nowe regulacje AI, to krok we właściwym kierunku, lecz wiele jeszcze przed nami. Jest to wyzwanie z obszaru polityki, które musimy podjąć, by nie złapać się w pułapkę jednokierunkowego adaptowania się do technologicznych przemian.
Reprezentacja interesów na różnych płaszczyznach – od miejsca pracy przez krajowe do europejskich – jest konieczna, by zapewnić równowagę sił. Dialog na temat AI powinien zaczynać się od refleksji na temat świata, w jakim chcemy żyć. To z tej wizji wynikają dalsze działania dotyczące pomysłu na wykorzystanie technologii.
Nie odwrócimy wielowymiarowej gry wpływów związanej z AI, lecz możemy zadecydować, czy będziemy aktywnymi uczestnikami tych zmian, czy też postanowimy zrezygnować z własnej decyzyjności. Decyzje, jakie podejmujemy dziś, w znacznym stopniu wpłyną na przyszłość naszej podmiotowości – a wiemy z historii, że raz utraconą podmiotowość trudno odzyskać.








Dodaj komentarz