Jan Zbigniew Potocki, znany jako samozwańczy prezydent RP na uchodźstwie, staje w obliczu poważnych zarzutów dotyczących oszustw finansowych. W połowie czerwca do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił akt oskarżenia, według którego Potocki miał popełnić przestępstwa polegające na wyłudzeniu pożyczek w wysokości 300 tys. zł, a także nielegalnym przywłaszczeniu rzeczy o wartości 1,7 tys. zł. Decyzje te mogą skutkować karą do dziesięciu lat więzienia.
Potocki od lat twierdzi, że jest kontynuatorem prezydentów RP na uchodźstwie, opierając swój mandat na kontrowersyjnym akcie z rąk Juliusza Nowiny-Sokolnickiego. W czasie pandemii zasłynął z wydawania dokumentów tożsamości nazwanych „dowodami suwerena”, które miały rzekomo chronić przed różnymi zagrożeniami.
Oskarżenia wobec Potockiego są poważne. Według Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ursynów, działania Potockiego obejmują nieuczciwe wprowadzenie pokrzywdzonych w błąd, obiecując korzyści majątkowe. Śledztwo wykazało również, że Potocki miał dokonać innych drobnych oszustw, takich jak przywłaszczenie książek i lamp o wartości 1,7 tys. zł.
Co więcej, Marek Łajtar, właściciel kamienicy, gdzie mieściła się kancelaria Potockiego, oskarża go o niewywiązywanie się z płatności i bezzasadne okupowanie nieruchomości. Łajtar twierdzi, że działalność Potockiego wykraczała poza oficjalne zarzuty, obejmując m.in. nielegalną sprzedaż dokumentów i fałszowanie prawa jazdy.
Jan Zbigniew Potocki był już wcześniej skazany na dwa lata więzienia za udział w tzw. kaliskiej piramidzie finansowej, gdzie oszukiwał organizatorów na sumę 0,5 mln zł. Obecnie odbywa resztę kary w systemie dozoru elektronicznego.
Potocki i jego zwolennicy, w tym znany PR-owiec Piotr Tymochowicz, twierdzą, że jest on ofiarą prześladowań politycznych. Tymochowicz określa go jako więźnia politycznego, co dodaje narracji wydarzeniom związanym z Potockim. Jednocześnie jednak, jego kontrowersyjna działalność oraz związane z nią teorie spiskowe pozostają w centrum uwagi opinii publicznej.







