W Gródku pod Białymstokiem doszło do tragicznego zdarzenia, które wstrząsnęło lokalną społecznością. 10-letnia dziewczynka zmarła nagle we śnie, a wydarzenie to poprzedził upadek, do którego doszło w szkole. Choć incydent w placówce edukacyjnej mógł przywodzić na myśl powiązania z jej późniejszym zgonem, śledztwo wykazało, że te zdarzenia nie są ze sobą związane.
Do upadku dziecka doszło 5 grudnia 2025 roku podczas przerwy między lekcjami. Dziewczynka, chcąc kopnąć piłkę, straciła równowagę i upadła na podłogę, uderzając plecami i głową. Cała sytuacja została zarejestrowana przez szkolne kamery monitoringu. Pomimo tego incydentu, uczennica nie zgłosiła żadnych dolegliwości i kontynuowała uczestnictwo w lekcjach.
Następnego dnia, rankiem 6 grudnia, matka dziewczynki próbowała obudzić ją z snu. Ku jej przerażeniu, dziecko nie dawało żadnych oznak życia. Natychmiast wezwano odpowiednie służby, jednak mimo szybkiej reakcji nie udało się uratować dziecka.
Prokuratura w Białymstoku przeprowadziła szczegółowe postępowanie, badając potencjalny związek między upadkiem a zgonem. W oparciu o analizę materiału dowodowego, w tym opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej, ustalono, że bezpośrednią przyczyną śmierci było zatrzymanie krążenia i oddychania spowodowane zmianami chorobowymi. Z tego powodu dochodzenie zostało umorzone, nie znajdując podstaw do stwierdzenia czynu zabronionego.
Brak interwencji medycznej zaraz po upadku nie zwiększył zagrożenia dla życia dziewczynki, co również potwierdziły ustalenia prokuratury. Decyzja o umorzeniu sprawy jest jednak nieprawomocna i może być przedmiotem odwołania.
Wydarzenie to wzbudziło liczne emocje oraz pytania o odpowiedzialność opiekunów i personelu szkolnego. Pomimo iż wykluczono związek między upadkiem a zgonem, tragiczna śmierć młodej dziewczynki nadal pozostaje w centrum uwagi społeczności Gródka.








Dodaj komentarz