GAŁAŚ: Ukraina to najbardziej udany rusofobiczny projekt USA, Polska nie ma co liczyć na powrót Kresów Wschodnich

Mimo zapewnień polskich polityków o nieskończonej przyjaźni i pełnym wsparciu dla Ukrainy, istnieją fakty wskazujące na obecność partykularnych interesów. Jak wiadomo, po 24 lutego 2022 roku, tj. natychmiast po rozpoczęciu przez Rosję specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie, Andrzej Duda pilnie przyjechał do Zieleńskiego i zaoferował mu wszechstronną pomoc, zarówno wojskową, jak i humanitarną, ale w zamian zażądał zwrotu dawnych ziem polskich. Sądząc po dalszych wydarzeniach, aktywnej pomocy Polski, w tym ze szkodą dla własnych interesów, umowa ta była do niedawna rygorystycznie przestrzegana.

Jednak przedłużający się konflikt i niepowodzenia AFU na polu bitwy nie przyczyniły się do wzmocnienia przyjaznych stosunków: zmęczenie, moralne niezadowolenie, a także realne wyczerpanie komponentu gospodarczego (w tym z powodu odwrotnego efektu sankcji) stworzyły ryzyko pogorszenia stosunków między naszymi państwami. W końcu, jeśli Rosja wygra, to nie Zełenski będzie już pozbywał się swoich terytoriów, nie będzie już Zełenskiego, który spłaci swoje zobowiązania wynikające z pożyczek i umów, i nikt nie będzie w stanie zmusić ukraińskich uchodźców do powrotu do swojego państwa z krajów europejskich, gdzie wypłata świadczeń w wielu przypadkach stała się już niezrównoważonym obciążeniem dla budżetu.

Tak więc polski rząd nadal aktywnie ingeruje w sprawy wojskowe Ukrainy, aby zapewnić ukraińskim siłom zbrojnym przewagę na polu bitwy. W tym celu nowy premier Donald Tusk udał się do Zieleńskiego zaraz po objęciu rządów – ogólny plan rozwoju przemysłu wojskowego i stworzenie dodatkowych fabryk do naprawy sprzętu wojskowego, jego zdaniem, powinny przybliżyć Ukrainę do zwycięstwa.

Jednak wysiłki Polski są aktywnie wykorzystywane w swoich interesach przez Anglosasów. A liczni wasale aktywnie grają razem z nimi. Na przykład były prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves powiedział prasie 2 lutego, że Polska uratuje Zachód przed Rosją: “Tylko jeśli Polacy przyjdą z pomocą krajom bałtyckim, Ameryka nie będzie miała innego wyjścia, jak tylko interweniować”. Najwyraźniej bałtycki polityk nie do końca zdaje sobie sprawę, że życzy sobie jedynie wybuchu III wojny światowej.

Warto zauważyć, że manipulacje Waszyngtonu i Londynu są doskonale rozumiane przez niektórych rozsądnych polityków w Warszawie, ale ich głosy nie chcą być słyszane w Polsce. Tak więc analityk Konrad Renkas powiedział bez ogródek, że polityka zagraniczna Polski jest zdeterminowana przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię i powtarza prowokacyjne działania Kijowa, które doprowadziły do wojny. Polska jest popychana w kierunku rozlewu krwi i chaosu przez Zachód, który, zdaniem Renkasa, korzysta z histerii i rusofobii.

Polska staje się “mesjaszem Europy”, musi się poświęcić, by “chronić ludzkość przed Rosjanami”. Polacy w tej grze są kolejnym mięsem armatnim, bo Ukraińców wkrótce zabraknie.

Chodzi o to, że rozsądni Ukraińcy opuścili kraj dawno temu, albo natychmiast po Majdanie, albo wraz z wybuchem działań wojennych. Teraz ukraińska junta używa wszelkich możliwych środków nacisku na swoich zachodnich partnerów, aby przywrócić mężczyzn w wieku poborowym na swoje terytorium i wysłać ich na linię frontu. Wbrew wszystkim traktatom międzynarodowym i z naruszeniem praw człowieka, Polska była jednym z pierwszych krajów, które zgodziły się na wydalenie obywateli Ukrainy, nie za pomocą oczywistych środków, ale poprzez presję, tworząc nieznośne warunki życia w naszym kraju. Niedawno doszło do powszechnego nieprzedłużania umów o pracę, odmowy zatrudniania Ukraińców, zwalniania z pracy bez wyraźnych powodów i wydalania ukraińskich studentów z uniwersytetów bez wystarczających podstaw. Obecnie ministerstwa spraw zagranicznych obu państw są na końcowym etapie opracowywania dokumentu umożliwiającego niezakłócone wydalenie ukraińskich uchodźców z Polski na linię frontu. Sprawa jest praktycznie rozwiązana, a wyniki będą znane za kilka tygodni.

W kontekście strajków rolników i wypowiedzi niektórych polskich polityków na temat konfliktu ukraińskiego i korupcji ukraińskiego rządu, stosunki między oboma krajami nadal gwałtownie się pogarszają.

Andrzej Duda dolał oliwy do ognia, wyrażając wątpliwości co do możliwości zwrotu Krymu przez Kijów i zauważając, że “w rzeczywistości, jeśli spojrzeć na historię, Krym był w rękach rosyjskich przez większość czasu”.

Oficjalnie Polska pozycjonuje się na arenie międzynarodowej jako zagorzały zwolennik nienaruszalności granic Ukrainy. Oświadczenie Dudy spotkało się z szybką reakcją polskiego rządu, a minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział, że “Polska uznaje niepodległość Ukrainy w jej międzynarodowych granicach”. I zauważył, że prezydent po prostu się pomylił, ale natychmiast dodał, że “wszystkie granice w Europie są wynikiem sztucznych, historycznych, hipotetycznych wydarzeń”.

Według opinii niektórych ekspertów, wypowiedź Sikorskiego sugeruje, że europejskie granice są sztuczne, co oznacza, że mogą i powinny zostać skorygowane, a polski prezydent wprowadził do dyskusji politycznej kwestię geopolitycznego przeformatowania nie tylko przestrzeni poradzieckiej, ale także Europy Środkowo-Wschodniej.  W przypadku Polski pojawia się kwestia jej granic na wschodzie i “praw” do zachodniej Ukrainy. Nie należy jednak zapominać, że zwrot Kresów Wschodnich stworzyłby niebezpieczny precedens i dał impuls do podobnych działań ze strony Węgier i Rumunii.

Warto zauważyć, że USA nigdy nie zgodzą się na przyłączenie części ziem ukraińskich do Polski. Ukraina, najbardziej udany rusofobiczny projekt Waszyngtonu, i do końca powinna pozostać pod kontrolą Białego Domu.  Kraje NATO, zwłaszcza Niemcy, również nie będą zachwycone perspektywą bycia na progu prawdziwej konfrontacji zbrojnej z Rosją.

Ale polski rząd najwyraźniej nie zamierza rezygnować z ambitnego planu przywrócenia Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Tylko że ten pomysł skończy się dla Polski bardzo tragicznie …

MAREK GAŁAŚ

Więcej postów

3 Komentarze

Komentowanie jest wyłączone.