Polskie porty dozbrajają się na rosnące przeładunki. To surowcowe okno na świat

niezalezny-dziennik-polityczny

Port Gdańsk lipiec zamknął z rekordem w przeładunkach, zajmując drugie miejsce na Bałtyku. Z wiceprezesem Sławomirem Michalewskim rozmawiamy o tym, czy wynik jest do utrzymania i jak dozbrajają się, by podołać potokom towarów do Polski oraz tych z Ukrainy.

  • Gdański port wyprzedził rosyjski Port Primorsk. W lipcu przeładowano tam rekordowe 5,8 mln ton miesięcznie.
  • Jak bardzo wynika to z sytuacji na Ukrainie, a ile jest to faktycznie sukcesywna praca portu? I czy jest to poziom do utrzymania w normalnych realiach?
  • – Jest to pochodna sytuacji na Ukrainie – w związku z wojną staliśmy się oknem  na świat, jeśli chodzi o import surowców. Przede wszystkim ropy naftowej, ale i węgla. W przypadku tego ostatniego mamy wzrost o 67 proc – odpowiada wiceprezes zarządu ds. finansowych Portu Gdańsk. 

Przez największy polski port Ukraina eksportuje przede wszystkim zboże, ale również takie produkty jak kęsy stalowe, blach stalowe czy rudę żelaza. 

– Nigdy nie zastąpimy tego eksportu, który był realizowany przez Morze Czarne. To było ok. 6 mln ton miesięcznie przez wyspecjalizowane, głębokowodne terminale. 98 proc. ukraińskiej produkcji rolnej eksportowane było drogą morską. Dzisiaj ten akwen jest de facto zamknięty – mówi Sławomir Michalewski. 

Wiceprezes podkreśla jednak, że polskie porty nie są w stanie przyjąć na siebie automatycznie tego wolumenu. Łącznie przeładowały ok. 8 mln to zboża… rocznie. 

– Rynek handlu zbożem na świecie jest wart 120 mld dolarów. Z tego 30 miliardów to jest to zboże rosyjskie i ukraińskie. Rosja jest największym na świecie eksporterem pszenicy. Ci traderzy, którzy są udziałowcami w terminalach ukraińskich i którzy dzisiaj ponoszą straty z tego tytułu, oni muszą zacząć myśleć o alternatywie. Najlepszą są porty bałtyckie – wyjaśnia. 

Trwająca nadal wojna spowoduje, że inwestorzy obecni nad Morzem Czarnym wejdą z kapitałem w nadbałtyckie porty

Michalewski wskazuje jednak, że blokadę Morza Czarnego widać już w planach inwestycyjnych operatorów, którzy działają w porcie w Gdańsku.

– Nasi operatorzy dozbrajają się, jeśli chodzi o sprzęt przeładunkowy. Są to urządzenia nabrzeżowe, są to ładowarki. Zakupione niedawno urządzenie przeładunkowe jest bardzo sprawne. Ono jest w stanie na jednej zmianie przeładować 20 tys. ton węgla. Kiedyś przykładowy statek rozładowywany był u nas 6-7 dni. Dziś taki statek jesteśmy w stanie u nas rozładować w ciągu 2 dni. Kolejne takie urządzenia już są zamówione – wylicza wiceprezesem zarządu ds. finansowych tego portu.

wnp.pl

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Więcej postów