Tak się zostaje milionerem, czyli jak politycy PiS zarabiają w państwowych spółkach

Tak się zostaje milionerem, czyli jak politycy PiS zarabiają w państwowych spółkach

Prezes PiS zapewniał, że jego partia do władzy nie idzie dla pieniędzy. W rzeczywistości we władzach państwowych spółek aż roi się od osób, które jeszcze niedawno były ministrami lub posłami. Dzięki skokowi z polityki do państwowego biznesu skokowo wzrosły ich pensje. Rekordziści potrafili się zaczepić w kilku takich firmach, rocznie zarabiając miliony złotych. Opisujemy kilka najbardziej spektakularnych transferów polityków PiS do spółek skarbu państwa.

„W zarządzie PZU potrzebny jest ktoś, kto zna program PiS”

Jednym z najbardziej spektakularnych transferów ze świata polityki do spółki skarbu państwa jest przeskok Małgorzaty Sadurskiej z fotela szefowej Kancelarii Prezydenta do zarządu PZU. Kiedy w 2017 r. przechodziła z polityki do finansów, nie miała żadnego doświadczenia w biznesie. Wówczas bronił jej poseł PiS Marek Suski, który przekonywał: „W zarządzie PZU potrzebny jest ktoś, kto zna program PiS”.

A na dogłębne poznanie programu Prawa i Sprawiedliwości Małgorzata Sadurska czasu miała sporo. Z Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie trafiła do Sejmu, gdzie przez 10 lat była posłanką tej partii. Następnie od 2015 r. przez dwa lata pełniła funkcję szefowej Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy.

Sadurska w zarządzie PZU S.A. i PZU Życie S.A. odpowiedzialna jest m.in. za współpracę z bankami, strategiczne programy partnerskie, a także nadzoruje zagraniczne spółki grupy. Ze sprawozdań finansowych PZU wynika, że w 2017 roku otrzymała ona 421 tys. zł wynagrodzenia i świadczenia niepieniężne o wartości 15 tys. zł. Rok później było to już 766 tys. zł wynagrodzenia i świadczenia o wartości 110 tys. zł. W 2019 r. PZU wypłaciło jej ponad 1,5 mln zł wynagrodzenia (w tym 689 tys. zł premii) i świadczenia o wartości 259 tys. zł. Jak ustalił dziennik „Fakt”, w 2020 r. Małgorzata Sadurska z tytułu wynagrodzenia zarobiła 1,582 mln zł, z tego 651 tys. zł to wynagrodzenie zmienne za poprzednie lata. Oznacza to, że dzieląc tę kwotę na dni pracujące, w ubiegłym roku Małgorzata Sadurska zarobiła dziennie 6250 zł. Dla porównania w Kancelarii Prezydenta, pobierając miesięczną pensję w wysokości ok. 14,3 tys. zł, dziennie, zarabiała ok 680 zł.

Ludzie prezydenta w PZU

W najwyższych władzach ubezpieczeniowego giganta odnajdziemy kolejnego współpracownika Andrzeja Dudy. W czerwcu 2021 r. przewodniczącym Rady Nadzorczej PZU S.A. został Paweł Mucha, były zastępca szefa Kancelarii Prezydenta RP. Zarobki członków rady nadzorczej największego polskiego ubezpieczyciela wynoszą niemal 200 tys. zł rocznie. W dodatku Mucha jest także doradcą prezesa Narodowego Banku Polskiego. Według danych NBP pensje doradców prezesa wahają się od 20 tys. zł do nawet 38 tys. zł. Na wszystkie pensje dla doradców Adama Glapińskiego, w 2020 r. Narodowy Bank Polski przeznaczył niemal 2,9 mln zł.

W radzie nadzorczej PZU Paweł Mucha zastąpił innego byłego współpracownika prezydenta Macieja Łopińskiego. To były poseł PiS, w latach 2005–2010 minister w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a w latach 2015–2016 w Kancelarii Andrzeja Dudy. Na początku czerwca 2021 roku Łopiński niespodziewanie złożył rezygnację z członka rady nadzorczej PZU, ale już kilka godzin później został powołany do rady nadzorczej innej państwowej spółki – PKO Bank Polski, obejmując funkcję przewodniczącego. W 2019 r. jeszcze w PZU Łopiński zarobił 184 tys. zł, czyli średnio 15,3 tys. zł miesięcznie. Jak wynika ze sprawozdania finansowego ubezpieczeniowego giganta, w 2020 r. Maciej Łopiński otrzymał 195 tys. zł, co daje 16 250 zł miesięcznie.

Z CBA do PZU

PZU to jedno z ulubionych miejsc do odsyłania zasłużonych działaczy PiS. Karierę robi tam także jeden z najwierniejszych druhów szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, Ernest Bejda. Współtworzył on CBA i w 2006 r., czyli za pierwszych rządów PiS, był zastępcą Kamińskiego, który stanął na czele tej służby. W czasie, gdy PiS było w opozycji Bejda formalnie pracował dla powiązanej z partią spółki Srebrna. Nadal jednak współpracował z Kamińskim i na zlecenie partyjnych liderów miał m.in. poufnie sprawdzać wiarygodność biznesmena Marka Falenty, kiedy ten zgłosił się do PiS z nagraniami kelnerów, które kompromitowały polityków Platformy Obywatelskiej. Do Centralnego Biura Antykorupcyjnego wrócił na fotel szefa po wygranych przez PiS wyborach w 2015 r.

Pod koniec czteroletniej kadencji stosunki Bejdy i Kamińskiego się pogorszyły. Jednocześnie Biuro okazało się mało wydolne. Wyszło to choćby przy okazji sprawy Mariana Banasia — CBA pozwoliło aby został on wybrany na szefa NIK, bo nie wykryło nieprawidłowości w jego majątku. Odkryła to telewizja TVN.

Bejda wyleciał z CBA, ale wylądował na złotym spadochronie. Niecałe trzy miesiące po zakończeniu kadencji został członkiem zarządu PZU, gdzie odpowiada m.in. za nadzór nad obszarami bezpieczeństwa i zakupów. W 2020 r. ubezpieczyciel wypłacił mu 617 tys. zł wynagrodzenia.

Przyjaciel Jarosława Kaczyńskiego we władzach kilku spółek skarbu państwa

Polityków PiS znajdziemy również w radzie nadzorczej PKO BP. Obok wspomnianego już Macieja Łopińskiego zasiada w niej również m.in. przyjaciel Jarosława Kaczyńskiego jeszcze z czasów studiów oraz były poseł PiS, Wojciech Jasiński.

Mandatu zrzekł się w grudniu 2015 r. Z Sejmu trafił wprost na fotel prezesa PKN Orlen. Z tego stanowiska został odwołany w 2018 roku, a jego miejsce zajął Daniel Obajtek. W 2017 roku, czyli przez ostatnie 12 miesięcy pełnienia funkcji prezesa paliwowej spółki, Jasiński zarobił ponad 2,7 mln zł. Po odejściu z Orlenu nie został on jednak z niczym, pracę znalazł w innej spółce skarbu państwa — został pełnomocnikiem do spraw operacyjnych zarządu Energi, zarabiając ok 29 tys. zł miesięcznie.

W marcu 2020 r. Jasiński wrócił do Orlenu, tym razem na stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej, gdzie może zarabiać 11 tys. zł miesięcznie. W sumie z tytułu pracy w radach nadzorczych Orlenu i PKO BP w 2020 r. Jasiński zarobił 231 tys. zł.

Rzecznik PiS i przyjaciel prezydenta w Orlenie oraz Ekstraklasie

Wojciech Jasiński jeszcze jako prezes PKN Orlen wyciągnął pomocną dłoń do innego byłego polityka obozu rządzącego, Marcina Mastalerka, którego błyskotliwą karierę w partii zatrzymał konflikt z prezesem PiS. W jego wyniku Mastalerek w 2015 r. nie znalazł się na listach wyborczych PiS.

Na chwilę zniknął z oczu opinii publicznej. Odnalazł się kilka miesięcy później właśnie u boku Wojciecha Jasińskiego w Orlenie, gdzie został dyrektorem ds. komunikacji korporacyjnej. W spółce Mastalerek spędził 1,5 roku.

www.onet.pl

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!