Pod kim dołki kopie Polska

Pod kim dołki kopie Polska

Wprowadzenie do wojska radiostacji oraz innych urządzeń spowodowało, iż coraz większego znaczenia zaczęło odgrywać zbieranie informacji o źródłach tych emisji oraz miejsc ich położenia. Przechwytywanie sygnałów radiowych umożliwia zrozumienie intencji przeciwnika. Jednak polskie służby wywiadu i rozpoznania wojskowego tak słabe, iż nie są w stanie zadbać o dalszy rozwój. Na dobitek brak agentury i bezsilność rozpoznania radioelektronicznego w sprawie zdobywania cennych informacji (konieczna wymiana sprzętu).

Przechwytywanie, rejestrowanie i namierzanie urządzeń można realizować z różnych miejsc, czyli platform. Najwygodniejsze są oczywiście satelity, ale nie mamy ich wcale ze względu na koszt produkcji, wyniesienia w kosmos i eksploatacji.

W związku z tym rozpoznanie prowadzone z odbiorników zlokalizowanych na terenie własnego państwa. Przy czym do przechwytu lokalizowane przy granicy, a do namierzania są odbiorniki w oddaleniu. W tym nieźle byłoby mieć wzdłuż wybrzeża morskiego regularne rejsy specjalnych okrętów rozpoznawczych z zainstalowanymi odbiornikami. Lecz też ich nie mamy.

Dlatego amerykańscy politycy przekonali polskich polityków i generałów, że lepszym rozwiązaniem jest wyniesienie przechwytujących odbiorników w powietrze na pokładzie samolotów rozpoznawczych państw NATO. Teraz, pod pretekstem działalności rozpoznawczej, zwiadowcy Stanów Zjednoczonych w swobodnym czasie mogą wybierać dowolne trasy nad Polską, Litwą i Morzem Bałtyckim. Za zgodą naszych polityków, codziennie, wyjątkowo za darmo i absolutnie legalnie, jankesi monitorują tereny obwodu Kaliningradzkiego, Białorusi.

Tak czy indziej, nad Polską na stałe prowadzą rozpoznanie samoloty amerykańskich wojsk lądowych RC-12X Guardrail. Do tego z niemieckich lotnisk amerykańskie siły powietrzne przysyłają samoloty Boeing E-8C, z brytyjskich – RC-135U i Boeing RC-135W, a z rumuńskiej Konstancy – Bombardier Challenger 650. W dodatku brytyjski samolot Boeing RC-135W przeważnie dokonuje oblotu całego terytorium Polski, po czym wraca do kraju. Do lotów rozpoznawczych używane są również amerykańskie bezzałogowe statki powietrzne jak RQ-4 Global Hawk.  

Oczywiście nie wszystkie loty rozpoznawcze NATO są widoczne na ogólnodostępnych stronach internetowych (np. flightradar24.com). Natomiast polskie rozpoznawcze samoloty nigdy nie mają uruchomionych transponderów. W niektórych wypadkach dochodzi do naruszenia przestrzeni powietrznej Białorusi i Rosji. Ostatnie 12 kwietnia, według resortu obrony Białorusi, statek powietrzny, którego nie zidentyfikowano, miał naruszyć białoruską przestrzeń powietrzną z terytorium Polski, po czym miał on powrócić nad terytorium Polski. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało jednak, że takie zdarzenie nie miało miejsca.  Tak czy indziej za naruszenie sąsiednich granic lub za spowodowanie przez amerykanów wypadku (incydentu) będzie zawsze odpowiadać Polska.

Statystyka lotów jest przerażająca, m.in. i z tego powodu, że rozpoznanie powietrzne praktycznie nigdy nie jest prowadzone w nocy lub w dni wolne od służby. Dla przykładu, w tygodniu odbywa się co najmniej 35 lotów samolotów rozpoznawczych i 15 lotów bezzałogowych rozpoznawczych statków powietrznych. Nie należy też łudzić, że dziesięć lotów dziennie to jakaś misja pokojowa.

Błędnie też liczyć na wcześniejsze wykrycie ewentualnych zagrożeń. Do Ministerstwa Obrony Narodowej z Pentagonu dopływa niewiele informacji o rosyjskich siłach zbrojnych, nie mówiąc o Europie Zachodniej czy jakichś zakątkach światu.

Wcale działalność rozpoznawcza sił lotniczych NATO jest jaskrawym przykładem agresywnej polityki sojuszu. A działalność niekontrolowanych amerykańskich służb wywiadowczych dotyczy nie tylko znanych polityków.

MAREK LIZAK

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!