Fikcyjna rekonstrukcja? Znikają stanowiska, ale powstają nowe

Rekonstrukcja miała usprawnić pracę rządu poprzez likwidację niepotrzebnych stanowisk i ministerstw. Jednak już wiadomo, że w miejsce skasowanych urzędów powstaną nowe, które często będą dublować zadania już istniejących. Odchodzący ministrowie też nie pozostaną bez pracy.

Nowe gabinety

– Najbardziej nieszczęśliwy z powodu rekonstrukcji rządu jest chyba Michał Dworczyk – mówi Onetowi jeden z polityków Zjednoczonej Prawicy. – Jako szef Kancelarii Premiera musi znaleźć pomieszczenia na gabinety dla Jarosława Kaczyńskiego i innych nowych ministrów w kancelarii. A tam już nie ma miejsca. Schowki na miotły przerabiają na biura – śmieje się.

Każdy nowy oficjel, który został powołany w skład rządu Mateusza Morawieckiego dostanie nie tylko gabinet, ale też pracowników do codziennego wsparcia.

I choć nie ma wątpliwości, że Jarosław Kaczyński będzie urzędował nadal częściej w siedzibie PiS, to jemu też przysługuje urzędowa obsługa i etaty np. dla doradców.

Na funkcję szefa jego gabinetu w KPRM jest przymierzany Michał Moskal, który kieruje teraz biurem prezesa Prawa i Sprawiedliwości przy przy ul. Nowogrodzkiej. Jako szef partyjnej młodzieżówki był jedną z twarzy tzw. „piątki dla zwierząt”.

Swoje biura i swoich pracowników dostaną również ministrowie w Kancelarii Premiera z ramienia Porozumienia i Solidarnej Polski.

Sytuacja jest kuriozalna, bo wciąż nie jest pewne, co po przyjściu do kancelarii będzie robił Michał Wójcik, obecna prawa ręka Zbigniewa Ziobry w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Z przecieków, które płynęły m.in. do Onetu wynikało, że zostanie kimś w rodzaju ministra od światopoglądu. Sam Wójcik w miniony piątek na antenie TVN24 temu jednak zaprzeczał: – Zapewniam, że nie. Nie ma takiego pomysłu, nie ma takiego planu – podkreślił. – Na razie minister, członek Rady Ministrów, jeżeli otrzymam oczywiście nominację, bo to jest proces. Na razie zostałem rekomendowany przez Solidarną Polskę. Natomiast, jaki zakres przedmiotowy będzie, to dopiero zostanie ustalone – dodał Wójcik.

Kosztowne stanowiska

Solidarna Polska w przeszłości już miała ministrów w KPRM. Po dymisji premier Beaty Szydło pod koniec 2017 roku z funkcją szefowej jej kancelarii pożegnała się Beata Kempa, ale w budynku przy Alejach Ujazdowskich została. Zajęła się zagraniczną pomocą humanitarną.

Najwyższa Izba Kontroli w niedawno opublikowanym raporcie wytknęła jej nieprzejrzystość w wydawaniu środków, niejasne kryteria przy wyborze zadań i brak koordynacji działań z MSZ. Same zagraniczne eskapady pani minister kosztowały podatników prawie 700 tys. zł.

Po zdobyciu przez Kempę mandatu do Parlamentu Europejskiego jej fotel w Kancelarii Premiera zajął Michał Woś, który potem został ministrem środowiska. Po najnowszej rekonstrukcji miał do kancelarii wrócić, ale nie chciał. Inni ziobryści też nie chcieli siedzieć kątem u Mateusza Morawieckiego. Na kogoś jednak musiało paść i padło – na Wójcika.

Porozumienie będzie w KPRM reprezentował Michał Cieślak, który ma pracować nad „rozwojem samorządu terytorialnego”. Jednak konia z rzędem temu, kto rozdzieli zadania jego i wiceszefa MSWiA Pawła Szefernakera, który już teraz ma czuwać nad sprawami samorządu.

Sprawa jeszcze bardziej komplikuje się w przypadku wchłonięcia Ministerstwa Sportu przez resort kultury. Teoretycznie funkcję traci obecna szefowa tego pierwszego ministerstwa Danuta Dmowska-Andrzejuk (pełniła urząd niecały rok).

Jednak z nieoficjalnych informacji Onetu wynika, że ta była sportsmenka dostała propozycję kierowania Rządowym Centrum Sportu. – Decyzję w sprawach personalnych będzie podejmował wicepremier Gliński, szef resortu kultury i sportu – mówi Onetowi Michał Dworczyk, szef Kancelarii Premiera.

Nadzór nad RCS ma z kolei sprawować Anna Krupka, obecna wiceminister sportu (nazywana kiedyś „aniołkiem Jarosława Kaczyńskiego”).

Urzędy widmo

Najciekawsze jednak w tym wszystkim jest to, że Rządowe Centrum Sportu jeszcze nie istnieje. Podobnie jak Główny Urząd Morski, który ma powstać jako proteza likwidowanego właśnie Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

Tym resortem przez 5 lat kierował Marek Gróbarczyk, zaufany człowiek Joachima Brudzińskiego, nr. 2 w PiS.

Ministerstwo formalnie przestaje istnieć i zostanie włączone do resortu infrastruktury kierowanego przez Andrzeja Adamczyka.

Teraz to właśnie Adamczyk będzie nadzorował zarówno budowę dróg, kolei, jak i przekop Mierzei Wiślanej, a nawet rybołówstwo. Przynajmniej tak będzie w teorii, bo – jak twierdzi nasz informator z rządu – Gróbarczyk ma „pozostać w administracji”.

Na jakim stanowisku? Najbardziej logiczne wydaje się objęcie przez niego funkcji wiceministra infrastruktury, który weźmie pod skrzydła działy „morskie”, czyli to, czym zajmował się poprzednio jako konstytucyjny minister. Byłby więc niższy rangą, zarabiałby mniej, ale robiłby dokładnie to samo.

Chyba, że stanie na czele Głównego Urzędu Morskiego, ale wtedy musiałby się pożegnać z poselskim mandatem. Konstytucja zabrania posłom kierowania urzędami centralnymi.

Nie jest tajemnicą, że Marek Gróbarczyk nie jest szczęśliwy z powodu skasowania jego ministerstwa. Na odchodnym cios zadał mu jeszcze Marian Banaś, który zdecydował o opublikowaniu właśnie krytycznego raportu kierowanej przez siebie NIK na temat działań rządu ws. żeglugi śródlądowej – działki Gróbarczyka.

Zmiany dopiero będą

Oficjalnie przyczyną rekonstrukcji rządu jest chęć usprawnienia komunikacji, bardziej rozsądny podział zadań i likwidacja niepotrzebnych stanowisk. Jednak powyższe przykłady pokazują, że to może się nie udać. W miejsce likwidowanych instytucji powstają nowe.

– Jak rozumiem, te urzędy nie będą odtwarzały ministerstw w skali jeden do jednego. A nawet jeśli są likwidowane ministerstwa, to czy to oznacza, że są likwidowane obszary? One nie są likwidowane. – mówił niedawno w „Onet opinie” szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Łukasz Schreiber.

– Nie likwidujemy zadań państwa związanych z obszarem sportu, czy gospodarki morskiej. Znacząco zmniejszamy skład rządu, ale nie rezygnujemy jako państwo z pewnych zadań – dodał Schreiber.

Wspomniane działu to zbiory zadań, jakimi zajmują się poszczególne ministerstwa. Teraz zaczyna się wielkie przesuwanie tych klocków.

Aby rekonstrukcja stała się ciałem, Sejm musi zmienić ustawę o wspomnianych działach administracji rządowej. Ostateczny kształt zmian będzie więc znany dopiero za kilka tygodni, a może nawet miesięcy (poprzednią znowelizowano dopiero po dwóch miesiącach od dokonania zmian w rządzie).

Z tego punktu widzenia wtorkowa uroczystość w Pałacu Prezydenckim, w trakcie której prezydent wręczył ministrom akty powołania w skład gabinetu Mateusza Morawieckiego, to dopiero początek, a nie koniec.

KAMIL DZIUBKA

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*