Gdyński poseł mógł zostać kandydatem na prezydenta Polski. Teraz musi odpierać ataki Korwin-Mikkego

Był ostatnim wolnościowcem na placu boju w partyjnej rozgrywce o kandydaturę na prezydenta Polski. Ostatecznie musiał uznać w Konfederacji wyższość frakcji narodowców. Na samym końcu postawił na Krzysztofa Bosaka, czym naraził się na gniew prezesa Janusza Korwin-Mikkego. Rozmawiamy z gdyńskim posłem Arturem Dziamborem.

  Jak pisaliśmy wczoraj w Onecie  , Krzysztof Bosak, którego można określić jako przedstawiciela frakcji narodowej w Konfederacji, został kandydatem tej partii na prezydenta. O tym decydował zjazd prawyborczy elektorów.

Prawybory w Konfederacji były organizowane w systemie elektorskim, a ich wynik spowodował napięcie w przegranym, wolnościowym skrzydle koalicji. W tym ostatnim największe szansę na kandydaturę miał gdyński poseł Artur Dziambor. Przegrał jednak również i dlatego, bo koledzy z jego frakcji zdecydowali się głosować na innego kandydata narodowców – Grzegorza Brauna.

 Piotr Olejarczyk, Onet: Niewiele brakowało, by został pan kandydatem na prezydenta Polski. 

Artur Dziambor, gdyński poseł Konfederacji: Byłaby fajna przygoda. Ale mam nadzieję, że kolejne fajne przygody jeszcze przede mną.

 To się nazywa szybka kariera. Kilka miesięcy temu został pan posłem i już pojawiła się okazja do walki o prezydenturę. 

To, dlatego że w Konfederacji wymyśliliśmy sobie taką konwencję prawyborów. Każdy mógł startować… Cóż nie udało się finalnie zostać kandydatem Konfederacji. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz będę miał dużo więcej czasu dla rodziny. I wracam do obowiązków poselskich.

 A tak już bardziej poważnie. Prawybory w Konfederacji pokazały, że wolnościowcy przegrali z narodowcami. 

Tak wyszło faktycznie. Narodowcy byli lepiej zorganizowani. Poza tym taktyka, polegająca na tym, że wolnościowcy kumulują swoje głosy, pierwotnie może wydawała się prawidłowa, ale nie zdała egzaminu na końcu. Niestety pojawiła się jakaś większa polityka, układanki. I nagle okazało się, że wszyscy wolnościowi kandydaci nie grali razem.

 No właśnie. Podczas tych prawyborów w Konfederacji nawet niektórzy wolnościowcy głosowali nie na pana, a na Grzegorza Brauna, czyli przedstawiciela frakcji narodowej. 

Nie mam pojęcia czego to jest efekt. Część z nich założyła, że Grzegorz Braun jest bardziej znośnym kandydatem zarówno dla narodowców jak i wolnościowców. Bardziej znośnym niż Krzysztof Bosak. I ze strachu przed zwycięstwem Krzysztofa Bosaka ustalili, że będą głosować na Grzegorza Brauna. Ja się z tą koncepcją nie zgadzałem. Uważałem, że nie ma wstydu z ewentualnej przegranej z Krzysztofem Bosakiem w finale. W finale prawyborów, w którym nasz kandydat znalazłby się dzięki głosom kolegów z jego partii.

 „Nasz kandydat”, czyli pan. 

Tak wychodziło. No bo to ja miałem największe poparcie wśród wszystkich wolnościowych kandydatów.

 Ale pan ostatecznie postawił na Krzysztofa Bosaka. 

Tak, ale to już po całej sytuacji, gdzie koledzy z mojej partii zdecydowali się jednak brnąć dalej z tym scenariuszem, że Braun będzie bardziej znośny od Bosaka. Ja się na to nie zgadzałem, bo uznałem, że wybory prezydenckie to trochę taki plebiscyt, gdzie nie do końca liczą się konkretne poglądy. A bardziej liczy się wizerunek.

 Czemu Krzysztof Bosak będzie lepszym kandydatem na prezydenta niż Grzegorz Braun? 

Po pierwsze, Krzysztof Bosak jest młodszy. Ja też chciałbym sprawdzić, co się stanie, jak wyjdzie tak młody kandydat w wyborach prezydenckich. On jest moim równolatkiem, choć my nie wyglądamy podobnie.

 Rzeczywiście Krzysztof Bosak wygląda młodo. 

Ja jestem cztery miesiące starszy od niego (śmiech). Krzysztof Bosak ma dużo mniejszy bagaż kontrowersyjnych i dziwnych wypowiedzi.

Niż inny kandydat. Bosak jest narodowcem, więc oczywiście będzie mu wyciągane, że np. kiedyś tam brał udział w marszu narodowców, co przez kogoś może być postrzegane jako coś kontrowersyjnego. Natomiast Bosak nie ma jakiś skrajnych, niewytłumaczalnych wypowiedzi z jego strony. Tak myślę przynajmniej. Natomiast Grzegorz Braun słynie z takich wypowiedzi.

 Jedna z nich, kiedyś o tym rozmawialiśmy, dotyczyła słynnego „batożenia gejów”. 

To jest jedna z takich wypowiedzi. W wyborach prezydenckich trzeba być miłym, fajnym, uśmiechniętym. Zjadliwym dla elektoratu. Człowiekiem, który ma oczywiście jakieś poglądy. Natomiast ludzie chcą mieć prezydenta, który będzie taki „wporzo”. Z jednej strony, stanowczy, kulturalny, wyważony, ale też taki obliczalny.

 Nie boi się pan że Krzysztof Bosak w trakcie kampanii będzie popierał socjalne projekty PiS, którym państwo jako wolnościowcy się sprzeciwiają? 

Są konkretne różnice między nami, przyznaję. Natomiast my te różnice poglądowe znamy. I nie będę miał problemu, że on będzie prezentował swoje poglądy jako kandydat na prezydenta. Ale myślę, że akurat Krzysztof Bosak ze wszystkich narodowców ma dosyć dużą dozę wolnościowego podejścia w swoim osobistym programie. Ja wiem, że on się wypowiadał, że 500 plus jest ok, za 13. emeryturą zagłosował. Ok, rozumiem. Ale to wciąż nie jest tak wielki problem jak pewne kłopoty wizerunkowe, jak po stronie innego kandydata.

 Zgodziłby się pan z tezą, że osoby o poglądach wolnościowych nie mają na kogo głosować w tych wyborach prezydenckich? 

To może być problem, rzeczywiście. Bo nie mamy takiego rdzennego wolnorynkowca na liście. Ale będziemy popierać Krzysztofa Bosaka, bo jest reprezentantem Konfederacji i w naszym wspólnym interesie – zarówno narodowców jak i wolnościowców – jest jego jak najlepszy wynik. A to że Krzysztof Bosak nie jest osobiście za likwicacją PITu czy ZUS. Cóż… Ważne jest, że jest za obniżeniem podatków.

 Prawybory w Konfederacji pokazały, że rola Korwina-Mikkego jest coraz mniejsza? 

Korwin jako osoba jest niezniszczalny. Natomiast jeżeli chodzi o Konfederację, to również nigdzie nie odchodzi. Nasza partia jest w Sejmie i dopiero minęły dwa miesiące tej kadencji. A przed nami cztery lata. Spokojnie, to się jakoś tam wszystko poukłada. Takie spory personalne to jest akurat specjalność w partii Korwina.

 A pan ma teraz żal do prezesa? Na Twitterze zwraca się pan do niego: „Panie prezesie, nie wypada, pisanie bzdur, które nie stały nawet obok prawdy”. Ostry język. 

On w swoim poście w kontekście prawyborów napisał, że ja zamiast iść z drużyną to wybrałem osobistą vendettę. Nie było tak.

 To o co chodzi w tym sporze między panem a Januszem Korwinem-Mikke? 

Od jutra sporu nie będzie. Będę robił wszystko, by się ten spór zakończył. Ja po prostu uważałem, że powinna istnieć lojalność organizacyjna.

 Spór dotyczył głosowania w tych prawyborach? Pan uważał, że trzeba było do końca głosować na kandydata wolnościowców… 

Tak, i najwyżej z honorem przegrać. Jeżeli ja bym był w finale z Bosakiem, to Braun by decydował. A jeżeli był Bosak z Braunem to ja decydowałem z moimi elektorami. Natomiast ja byłem święcie przekonany, że Braun zdecyduje, że albo wolnościowiec, albo po prostu wyjdzie z sali. Bo taka opcja też była. Gdyby Braun wyszedł z sali, to ja bym wygrał z Bosakiem jednym głosem. A jakby Braun został na sali i poprosił swoich elektorów, abym ja wygrał? Nie wiem oczywiście jakby było. To jest wróżenie z fusów.

 Janusz Korwin-Mikke uważa, że pan źle zagłosował. 

Tak, ponieważ większość prezydium partii uważała, że powinno się głosować na Brauna, aby zastopować Bosaka. Ja się z tym nie zgadzałem. Ponieważ w tym głosowaniu na Brauna chodziło o to, że ja sam na siebie mam nie zagłosować. To ja im powiedziałem, że to jest absurd, z którym się nie zgadzam. I mówiłem, że się nie podporządkuje żadnej uchwale, która będzie mówiła, jak mam głosować.

 Nie wychodzi pan z Konfederacji? 

Nie, absolutnie. Nic się nie stało. Takie spory personalne w partii Korwina to nic nowego. No ale teraz mamy media społecznościowe i jest mnóstwo ludzi, którzy koniecznie muszą o tym rozmawiać. Dopóki Korwin-Mikke we mnie nie uderzył, ja się nie odezwałem.

 A pan już osobiście porozmawiał z prezesem? 

 To na koniec jeszcze jeden wątek. Kiedy pan złoży projekt o likwidacji subwencji partyjnych? Mówił pan o tym już kilka miesięcy temu. 

Kwiecień. To jest konkretna data. Bo w kwietniu idą konkretne przelewy na konta partii.

 Rozmawialiśmy na temat tego projektu kilka miesięcy temu. Od tego czasu coś zmieniło, jeżeli chodzi o poparcie dla tego pomysłu? Więcej posłów może za tym głosować? 

Żeby ta ustawa weszła na mównicę Sejmową musimy mieć minimum 15 posłów. Mam nadzieję, że podpiszą się pod tym też posłowie, którzy wywodzą się z dawnego klubu Kukiza.

WIADOMOSCI.ONET.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*