„Ludzka głowa, obcięta przez bandytów, w pobliżu mojego domu”. O jakiej zbrodni mówił Zieliński?

Policjanci pilnowali okolic domu wiceministra Jarosława Zielińskiego, gdyż – jak sam tłumaczył – „jakiś czas temu, w pobliżu znaleziono ludzką głowę, obciętą przez bandytów”. Sprawdziliśmy, jaką zbrodnię wiceszef MSWiA mógł mieć na myśli. Trafiliśmy tylko na jedno podobne zdarzenie: sprzed ponad 20 lat. Obciętą głowę znaleziono 239 kilometrów od domu wiceministra. Gdy media ujawniły, że znajdującej się w podsuwalskiej wsi posesji wiceministra Jarosława Zielińskiego przez całą dobę i cały rok pilnuje radiowóz, Zieliński udzielił wywiadu tygodnikowi „Sieci”. – Dla zobrazowania sytuacji wystarczy wspomnieć, że jakiś czas temu w pobliżu mojego domu znaleziono ludzką głowę obciętą przez bandytów w wyniku brutalnego zabójstwa – tak wiceminister nadzorujący policję uzasadniał obecność funkcjonariuszy. „Proszę do policji” Co ciekawe, sytuację z radiowozem stojącym przed domem wiceministra inaczej tłumaczyli w oficjalnych wypowiedziach sami policjanci.

„Jest to trasa, którą codziennie w kierunku granicy z Litwą zmierzają tysiące samochodów, w tym ogromna liczba tirów. W związku z tym bezpieczeństwo w ruchu drogowym oraz zagrożenia, takie jak przemyt substancji zabronionych oraz kradzionych pojazdów czy kradzieże towarów z zaparkowanych tirów, wymagają stałych patroli policji w tym rejonie, aby było bezpiecznie” – brzmiało wyjaśnienie Komendy Głównej Policji. Postanowiliśmy jednak sprawdzić, o jakiej zbrodni mówił w wywiadzie dla „Sieci” wiceminister Zieliński. Wysłaliśmy pytania do biura prasowego resortu spraw wewnętrznych i administracji. Chcieliśmy przede wszystkim się dowiedzieć, kiedy doszło do wspomnianej zbrodni. – Z tymi pytaniami odsyłam do policji – odpowiedziała dyrektor Małgorzata Woźniak z biura prasowego. Mimo próśb o podanie choćby roku, w którym miało się wydarzyć to morderstwo, dyrektor powtarzała: – Proszę do policji. Enigmatyczne odpowiedzi Tyle że w biurze prasowym Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku nie znaleźliśmy konkretnych odpowiedzi. „Informuję, że takie zdarzenie rzeczywiście miało miejsce i zbrodnią tą zajmowały się odpowiednie organy ścigania” – tak brzmi pełna treść pierwszego e-maila, jaki otrzymaliśmy z podlaskiej policji.

Znów poprosiliśmy o wskazanie choćby roku, w którym doszło do tak okrutnego zabójstwa w pobliżu domu wiceministra Zielińskiego. „Udzielona Panu odpowiedź pozostaje w granicach kompetencji Policji. Właściwą formą prowadzonego postępowania dla zbrodni jest śledztwo. Gospodarzem takiego postępowania jest prokurator i w związku z tym pytania dotyczące okoliczności tej zbrodni, jak też samego śledztwa, proszę kierować do prokuratury” – tak brzmiała odpowiedź na pytanie o to, kiedy doszło do zbrodni i która prokuratura się nią zajmuje. Zbrodnia sprzed 20 lat O „odciętą głowę” pytaliśmy też nieoficjalnie policjantów, którzy odpowiadają za ściganie najpoważniejszych przestępstw w białostockiej komendzie. – Nikt nie wie, o co chodzi, na pewno aktualnie nie ma takiej sprawy – odpowiedziało nam dwóch funkcjonariuszy, prosząc o zachowanie anonimowości.

Po kilku dniach jeden z nich skontaktował się ponownie z naszą redakcją. – Zdarzenie, które może do tego opisu pasować, miało miejsce w 1999 roku. Żadnego innego podobnego nikt sobie nie przypomina – poinformowało nasze źródło. – Taką sprawę mieliśmy 20 lat temu – potwierdził rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Suwałkach Ryszard Tomkiewicz. Szczątki w jeziorze Z archiwalnych depesz Polskiej Agencji Prasowej wynika, że w 1999 roku porwano Tomasza S. z suwalskiego półświatka, „potem go zastrzelono, a poćwiartowane zwłoki przestępcy wrzucili w reklamówkach do jeziora Pluszne koło Olsztynka” w województwie warmińsko-mazurskim. Mężczyzna miał zginąć, bo inny suwalski gangster podejrzewał, że podłożył pod jego auto bombę. Za tę śmierć sąd skazał dwie osoby: jedną na karę dożywocia, a drugą na dziesięć lat więzienia. Jak się jednak okazało po 15 latach, do zabicia Tomasza S. przyznał się ktoś inny (Wiesław S.) i wskazał miejsce ukrycia jego zwłok nie w jeziorze, a w lesie niedaleko pobliskiej miejscowości Pluski. Sąd Najwyższy uznał wyrok za pomyłkę sądową i uchylił go. Sprawa nie ma sądowego finału – po skardze kasacyjnej Sąd Najwyższy zdecydował, że proces musi toczyć się od nowa.

Według badań zleconych przez prokuraturę, odnalezione w 1999 roku w warmińsko-mazurskim jeziorze Pluszne fragmenty zwłok należały do zaginionego w latach 90. ubiegłego wieku mężczyzny o pseudonimie Bocian. Był on postacią znaną w olsztyńskim półświatku, członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, która wymuszała haracze, kradła auta, prowadziła agencje towarzyskie. Brak odpowiedzi Zadaliśmy pytanie Małgorzacie Woźniak z MSWiA, czy wiceminister Zieliński, wspominając o „obciętej ludzkiej głowie”, mówił o tej sprawie. Sprawie sprzed 20 lat, która rozegrała się około 240 kilometrów od jego posesji. – Proszę z pytaniami do policji – odpowiedziała dyrektor Woźniak. Rzecznik prasowy podlaskiej policji nadkomisarz Tomasz Krupa przestał odbierać telefon.

TVN24.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

7 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*