Kulisy wymiany premiera. „Bo prezes się znudził”

Dzisiaj Mateusz Morawiecki (49 l.) po raz pierwszy poprowadzi posiedzenie rządu. Po raz pierwszy w życiu Beata Szydło (54 l.) weźmie w nim udział nie jako premier, ale jako wiceszefowa rządu. Tymczasem wciąż najpopularniejsze polityczne pytanie zadawane od dwóch tygodni brzmi: „dlaczego w ogóle doszło do tej zamiany?”. O to pytają dziennikarze, pytają wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, pytają wreszcie sami… posłowie partii rządzącej. A wielu polityków PiS, nawet tych bliskich prezesowi, nadal prowadzi rozważania nad motywami decyzji szefa! Prawdę zna tylko sam Jarosław Kaczyński (68 l.). My jednak przez ostatnie dni zbieraliśmy wszystkie poszlaki, by móc przedstawić najbardziej realne powody.

BUNT PRZECIW SZYDŁO

Tak jak pisaliśmy pod koniec listopada, w partii nie było planów, by nowym premierem został Jarosław Kaczyński. A dokładniej: prezes ich nie miał, bo wielu polityków we władzach partii i w rządzie o tym marzyło. Ich presja na to, aby Kaczyński wziął stery gabinetu w swoje ręce, była ogromna. – Tylko prezes może zostać premierem, jeśli miałoby dojść do dymisji Beaty Szydło – jak mantrę powtarzali politycy Zjednoczonej Prawicy, którzy bardzo chcieli odejścia pani premier. Prezes Kaczyński długo słuchał wszystkich podszeptów. Niektórzy działacze nawet uwierzyli w to, że on sam rzeczywiście zdecyduje się na kierowanie rządem. Tyle że on sam nie chciał.

Prezes jednak nie docenił jak wielki jest opór przeciwko Szydło i oczekiwanie, że straci ona stanowisko. Dlatego musiał swój projekt „Morawiecki premierem” wdrożyć już teraz, choć ten plan, jak pisaliśmy wielokrotnie, miał być wcielony w życie dopiero przed samymi wyborami.

ROZCZAROWANIE KACZYŃSKIEGO

Od dnia, w którym Beata Szydło ogłosiła plan rekonstrukcji, bywała w gabinecie prezesa w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej regularnie. Przedstawiała koncepcje, przesunięcia w resortach, zmiany w ustawie o działach administracji rządowej, zmiany kadrowe. Także sugerowała pewne ustępstwa personalne wobec Morawieckiego, z którym ona sama i jej ludzie od dawna byli mocno skonfliktowani. Czy to brak wizji, czy jakieś inne przemyślenia sprawiły jednak, że po którymś z tych spotkań prezes uznał, że to wszystko za mało. I że Beata Szydło już wyczerpała swój potencjał zdobywania poparcia dla PiS. Dlatego zdecydował, że wstrząs jakim będzie jej wymiana, lepiej zafundować partii teraz niż za rok. Wtedy bunt mógłby się zbiec z nieco gorszym niż oczekiwany wynikiem wyborów samorządowych. Jarosław Kaczyński równolegle naradzał się także z Mateuszem Morawieckim. Decyzję podjął na mniej – więcej tydzień przed ogłoszeniem zmian.

„BO PREZES SIĘ NUDZI”

Ostatnia teoria zadowoli wszystkich tych, których irytuje opowiadanie o geniuszu prezesa. Z relacji jednego z bardzo bliskich wieloletnich współpracowników Kaczyńskiego wynika, że prezesowi po prostu… już się nudziło. Opozycja nie motywuje, bo jest tak słaba, że walczy albo o przetrwanie, albo sama ze sobą. W partii wszystkie układy i układziki przez dwa lata się ustabilizowały i – jak wynika ze zwykłej teorii władzy – zaraz mogły zacząć generować afery. Tym bardziej, że przez ten czas nikt nie został zatrzymany „ku przestrodze”. Słowem – wszystko jest tak dobrze, że aż nudno i groźnie. Więc prezes „wywrócił stolik”. I to tak, jak nikt się nie spodziewał. Bo nawet sam Morawiecki nie przypuszczał, że zostanie premierem już teraz. Ba, z sygnałów płynących z jego otoczenia dało się wyczytać, że wolałby jeszcze coś zrobić w resorcie finansów: ułożyć budżet, domknąć projekt walki z rajami podatkowymi w Unii Europejskiej, poczekać na pierwsze efekty nowych narzędzi uszczelniania VAT, które wprowadzone będą w 2018 roku.

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*