Merkel nie pozwoliła Trumpowi się poniżyć. Ale po co mówiła to o Polsce?

Pamiętacie, jak Donald Trump w marcu b. r. podczas sesji fotograficznej w Białym Domu nie podał ręki Angeli Merkel? Później rzecznik prezydenta USA oznajmił, że Trump po prostu nie usłyszał propozycji kanclerz Niemiec. Ale ta dość głośno zapytała go wtedy: „uściśniemy sobie dłoń?”. Mało tego, fotoreporterzy też nawoływali do uścisku. Jednak Trump był niewzruszony. Prezydent USA musiał przemyśleć tę wpadkę, bo w czwartek, tuż po przylocie do Hamburga (gdzie Trump bierze udział w szczycie G20), polityk zachował się już inaczej. Zresztą, Merkel zadbała o to, by wszystkie kamery zdążyły uchwycić jej uścisk dłoni z głową najpotężniejszego państwa świata. Po prostu… przytrzymała rękę Trumpa.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent USA Donald Trump spotkali się w Hamburgu w przeddzień szczytu G20. Politycy rozmawiali o Korei Północnej, Bliskim Wschodzie i konflikcie na Ukrainie. Pamiętając niechęć prezydenta USA do uścisków dłoni, kanclerz, nie czekając na prośby obecnych dziennikarzy, sama podała mu rękę. Teraz Trump uległ i wyciągnął dłoń, którą Merkel postanowiła nieco przytrzymać. Musiała chyba się upewnić, że fotografowie zdążyli zrobić po kilka zdjęć, by dobrze udokumentować ten pojednawczy gest.

Uścisk nie będzie jedynym gestem, który zapadnie w pamięć dziennikarzom. Zwłaszcza dziennikarzom z Polski, z której w czwartek popołudniu odleciał Donald Trump (uczestniczył on w obradach państw tzw. Trójmorza i wygłosił płomienne przemówienie na Placu Krasińskich w Warszawie, gdzie kilkukrotnie podkreślił, jak bliskie są mu wartości reprezentowane przez nasz naród). Angela Merkel pozwoliła sobie bowiem na dosyć dziwną deklarację. Kanclerz stwierdziła, że wcale nie jest zaniepokojona tym, że Trump odwiedził Warszawę. – Jeśli mam być szczera, to jego (Trumpa – red.) podroż do Polski i spotkanie z innymi szefami państw i rządów z Europy Środkowej i Wschodniej zupełnie mnie nie niepokoi. Mamy tutaj (w Hamburgu – red.) własną agendę – powiedziała Merkel dziennikarzom. Trzeba przyznać, że to dość dziwna deklaracja. Dlaczego Angela Merkel miałaby niepokoić się dobrymi relacjami między Waszyngtonem a Warszawą? To oczywiście dobrze, że nie widzi w przyjaźni polsko-amerykańskiej niczego złego. Ale dlaczego musi to tak podkreślać?

Rozmowy o globalizacji

– Mamy różne poglądy na globalizm i musimy zobaczyć, co uda się nam wspólnie uzgodnić – dodała. – Uważam, że możemy tak ukształtować globalizację, że wszyscy na niej wygrają. Nie musi być tak, że tam, gdzie są wygrani, są też zawsze przegrani. To jest mój cel, nad którym pracuję – wyjaśniła szefowa rządu. Merkel powiedziała, że porozumienie w sprawie klimatu, pomimo wycofania się USA z umowy paryskiej, jest nadal możliwe. – Moją rolą jako gospodarza (G20 – red.) jest poszukiwanie kompromisów – zauważyła.

Przypomnijmy, Donald Trump przyjechał na szczyt G20, by rozmawiać o trudnych relacjach między Unią Europejską a USA. Po ostatnim spotkaniu z Trumpem w maju kanclerz Niemiec podkreśliła, że Europa nie może już polegać na USA i zapowiedziała ściślejszą współpracę z Chinami. Włoski dziennik „Corriere della Sera” stwierdził jednak, że zerwanie relacji między Europą a administracją prezydenta USA Donalda Trumpa, mogłoby ożywić dawne podziały i osłabić Zachód. Według gazety Europa oddalona od Ameryki nie byłaby w stanie uporać się z kryzysami w Syrii, Libii, na Ukrainie, sytuacją w Iranie oraz w Turcji i oprzeć się naciskom ze strony prezydenta Rosji Władimira Putina. Unia – jak przypomina dziennik – już okazała niezdolność do rozwiązania kryzysu migracyjnego.

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*