Zbankrutowałem przez komornika. Sprawa trwa od 16 lat!

– Komornik zrujnował mi życie – mówi Maciej Wolski (54 l.) z Łodzi. – Moja firma zbankrutowała, a ja popadłem w długi. Walczę o sprawiedliwość już 16 lat – dodaje mężczyzna.

Koszmar łódzkiego przedsiębiorcy, który prowadził skład celny od połowy lat 90., zaczął się w 2001 roku. A zapowiadał się złoty interes… Kiedy Maciej Wolski dowiedział się, że towar, który przechowywał na zlecenie swojego klienta, zajął komornik, nawet się ucieszył. Firma miała problemy finansowe, więc pan Maciej nie miał pewności czy jest wypłacalna i czy otrzyma całe wynagrodzenie za magazynowanie jej towarów. – Co innego komornik, przecież to funkcjonariusz publiczny o nieskazitelnej opinii, przedstawiciel Skarbu Państwa – mówi przedsiębiorca.

Komornik zajął towar i ustanowił pana Macieja jego dozorcą. – Ustaliliśmy, że wynagrodzenie za dozór będę dostawał co miesiąc. Dla mnie było oczywiste, że usługi na rzecz komornika będę świadczył według obowiązującego wtedy w firmie cennika. Każdy rozpoczęty tydzień dozoru nad towarem kosztował wtedy około 6,5 tysiąca zł  – wyjaśnia pan Maciej.

Problemy zaczęły się kilka miesięcy po ustanowionym dozorze. – Nie dostawałem wynagrodzenia od komornika. Kiedy prosiłem go o zapłatę uspokajał mnie, że pieniądze na pewno dostanę – wspomina. Tak się nie stało. W 2002 roku napisał do komornika, żeby zwolnił go z umowy dozoru, bo jego firma przez brak wynagrodzenia popadła w długi i nie jest w stanie dalej funkcjonować. Umowę udało się rozwiązać w listopadzie 2002 roku, ale pan Maciej nie zobaczył około 450 tysięcy złotych zapłaty za ponad rok przechowywania zajętych towarów. Przez trzy lata walczył o wypłatę wynagrodzenia. Pisał pisma do kancelarii komorniczej, zażalenia do zwierzchnika komornika. Wynagrodzenia nie otrzymał. Komornik w piśmie z 2005 roku stwierdził, że wniosek pana Macieja o zapłatę nie zasługuje na uwzględnienie, gdyż przedsiębiorca nie wykazał rzeczywiście poniesionych kosztów dozoru.

Przedsiębiorca poszedł do sądu. Ten postanowieniem z 2005 roku przyznał panu Maciejowi prawie 350 tys. zł tytułem wynagrodzenia za sprawowany w latach 2001-2002 dozór nad zajętymi przez komornika towarami, ale nie wskazał, kto powinien je zapłacić. – Nawet gdy miałem to orzeczenie zapłaty nie otrzymałem – mówi rozżalony przedsiębiorca. W 2008 roku założył w sądzie pozew przeciwko Skarbowi Państwa oraz komornikowi Andrzejowi Ritmannowi.

– Komornik na prośby pana Macieja o dokonanie zapłaty raz odpowiadał, że to nie on powinien wypłacić pieniądze, a wierzyciel postępowania. Później twierdził, że dłużnik – mówi mecenas Sylwia Kubiak–Kielichowska, reprezentująca pana Macieja przed sądem.

W 2015 roku Sąd Okręgowy w Łodzi po raz kolejny przyznał rację panu Maciejowi i zasądził solidarnie od Andrzeja Ritmanna i Skarbu Państwa prawie 1,2 mln zł na rzecz przedsiębiorcy. – Opinia trzech biegłych sądowych jasno stwierdza, że brak wypłacenia wynagrodzenia za dozór doprowadził do zamknięcia składu celnego oraz naraził pana Macieja na stratę w wysokości 3,5 mln zł – wyjaśnia mecenas Kubiak–Kielichowska.

Wyrok sądu nie usatysfakcjonował żadnej ze stron. Został przez nie zaskarżony, a sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Sąd odwoławczy też przyznał, że panu Maciejowi należy się wynagrodzenie – 440 tys. zł plus odsetki.

– Gdybym nie komornik prowadziłbym skład celny do tej pory, odłożył pieniądze na emeryturę i zapewnił przyszłość dzieciom i mojej rodzinie. A tak, straciłem magazyny, a niedługo mogę stracić też dom i wylądować na ulicy – mówi mężczyzna.

Pozwany komornik nie komentuje sprawy. Głosu nie zabiera też łódzka Izba Komornicza. Bronisław Muszyński, obrońca Andrzeja Ritmanna, czeka na pisemne uzasadnienie wyroku i nie wyklucza wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. – Na razie za wcześnie mówić o kasacji. Sąd podzielił w części argumentację naszą, a w części argumentację strony powodowej. W naszej ocenie wynagrodzenie nie należało się panu powodowi. Pan powód posiadał ruchomości na postawie ważnej umowy. Dawała mu ona podstawę o dochodzenie roszczenia od firmy, która mu te rzeczy powierzyła. A powierzyła mu je pierwotnie firma, wobec której było prowadzone postępowanie egzekucyjne. Z tego tytułu przysługiwało mu wynagrodzenie – mówi Bronisław Muszyński, pełnomocnik komornika.

Skarb Państwa prawdopodobnie wniesie do Sądu Najwyższego o kasację wyroku, tak więc to jeszcze nie koniec batalii. Czy pan Maciej zobaczy jeszcze należące mu się pieniądze?

FAKT.PL

 

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*