To oni robili sobie zdjęcia z ciałem Ewy Tylman. „To temat petarda, można na nim zarobić”

Wkrótce przed gdańskim sądem rozpocznie się proces w sprawie osób, które robiły sobie zdjęcia ze zwłokami Ewy Tylman. Do szczegółów sprawy i zeznań oskarżonych dotarła „Gazeta Wyborcza”.

Budowlaniec Rafał G. w lipcu był pierwszym, który zauważył ciało Ewy Tylman w rzece. Wezwał na miejsce policję oraz zrobił parę zdjęć, które wysłał następnie bratu oraz znajomej przez komunikator na Facebooku. Szef firmy budowlanej, w której pracował mężczyzna, zasugerował mu, że „to temat petarda”,  na zdjęciach można zarobić i powinien zażądać za nie „co najmniej 10 tysięcy”.

Rafał G. pisze do dziennika „Fakt”, oferując sprzedaż zdjęć. Ostatecznie redakcja tabloidu odmawia kupna zdjęć. Na kupno zdjęć nie decyduje się też lokalna telewizja WTK. Sprzedaż zdjęć mężczyzna proponuje także TVN24 i Radiu ZET. Negocjacje przerywa policja, którą powiadomili dziennikarze. – Chciałbym dodać, że określaliśmy obaj te zdjęcia jako wartościowe artystycznie. Mówiliśmy też dziennikarzom, że ewentualny reportaż ma być z poszanowaniem rodziny zmarłej. Bez tego dziennikarze nie dostaliby tych materiałów – mówił G. podczas przesłuchania. Policja dotarła także do brata i znajomej mężczyzny, którym wysyłał on zdjęcia ciała Tylman.

Zwłoki fotografowali także pracownicy firmy pogrzebowej Universum w Poznaniu. Były strażak Mariusz P., który dorabiał w firmie do emerytury, po tym, jak przywieziono ciało Tylman do zakładu, otworzył worek. Wówczas wypadła z niego noga, więc mężczyzna wkłada ją z powrotem. Nie zamyka jednak worka. Ochroniarzowi tłumaczy, że worek musi być otwarty, aby „ciało nie zaparowało”. Potem fotografuje zwłoki. To samo robi jego pomocnik Robert K. Pozuje do obiektywu swojego telefonu i robi selfie z ciałem kobiety.

Zdarzenie zauważyła pracownica ochrony na ekranie monitora w dyżurce. O sprawie poinformowała swojego szefa, a ten powiadamia policję.

GAZETA WYBORCZA

Więcej postów