Macierewicz – taktyka Woroszyłowa

Szef MON przedstawił w Sejmie Wojsko Polskie jako układ korupcyjny urzędników resortów, wyższych dowódców i lobbystów. Na ogół ministrowie obrony raczej przedstawiają swoją armię jako „silną, zwartą i gotową”, by odstraszyć przeciwnika. Ale może ten jest pacyfistą? Bo przecież nie agentem naszych wrogów?

 Wystąpienie Antoniego Macierewicza – ostatnie w dziesięciogodzinnym „audycie” po rządach PO-PSL – było najbarwniejsze i najlepiej zagrane. Przedstawił poprzednich ministrów – Bogdana Klicha i Tomasza Siemoniaka – jako ludzi albo skrajnie głupich, albo zdrajców, którzy działają w interesie Rosji. Pytał: „Co uczyniła wam Polska, że uczyniliście ją bezbronną?”. Można je odwrócić: w jaki sposób jego wystąpienie przyczyniło się do wzrostu bezpieczeństwa? Dwa miesiące przed szczytem poinformował NATO, że polskie siły zbrojne są przestarzałe, niezdolne do obrony, infiltrowane przez obce wywiady. Jak powinno zareagować NATO, gdyby uznało jego wypowiedź za prawdę?

Różnica w stosunku do poprzednich wystąpień obecnego szefa MON, który zawsze wietrzył spisek i zdradę, polega na tym, że teraz poparł je „dowodami” – przykładami prawdziwych lub rzekomych zaniedbań i niekompetencji. Byłoby niesprawiedliwe uznać wszystkie jego zarzuty za pozbawione podstaw. Tylko często jest to część prawdy, która bywa całym kłamstwem.

Przykład? Jednym z najbarwniejszych momentów, przy których śmiał się cały Sejm, bez podziału na opozycję i PiS, było stwierdzenie o mrożkowskiej „fabryce lewych butów” – czyli decyzji o zakupie moździerzy, ale bez amunicji. Chodzi o moździerze Rak 120 mm wyprodukowane przez Hutę Stalowa Wola. To te same moździerze samobieżne, przed którymi 28 kwietnia 2016 r. fotografowała się premier Beata Szydło w Stalowej Woli – w trakcie podpisania kontraktu na dostawę ok. 100 wozów do 2019 r.

Premier, pękając z dumy, podawała to jako przykład unowocześnienia armii pod rządami PiS. Czyli dwa tygodnie temu był to sukces, dziś powód do wstydu?

Co więc jest winą poprzedniego szefa MON Tomasza Siemoniaka? To, że postanowił nie kupować pocisków do Raka w Korei, ale powierzyć ich skonstruowanie polskiemu Wojskowemu Instytutowi Techniki Uzbrojenia z Zielonki. Ten instytut pociski OF48313 skonstruował. Ma je w przyszłości produkować Dezamet.

Były jednak zarzuty i cięższego kalibru niźli 120 mm. Macierewicz zarzucił poprzedniemu kierownictwu, że ogołociło Polskę wschodnią z wojska, czyniąc ludność polską bezbronną przed atakiem ze wschodu. Czyli zdrada. Działo się tak jakoby z powodu przekonania, że generalnego konfliktu zbrojnego w Polsce nie będzie – zawarto to niby w białej księdze bezpieczeństwa, według której nie przewidziano „wojny z Rosją” (w białej księdze nie ma takiego zapisu).

W rzeczywistości po agresji Rosji na Ukrainę jesienią 2014 r. MON zdecydował o przerzuceniu sprzętu i zwiększeniu garnizonów w Siedlcach, Chełmie, Braniewie, Przemyślu. Do tych jednostek mają trafić pierwsze armatohaubice dalekiego zasięgu Krab oraz wyrzutnie rakietowe Homar.

To prawda, gros ciężkich polskich dywizji pancernych jest za linią Wisły. Ale skoro Antoni Macierewicz myśli o kolejnej wojnie, to zapewne przesunięcie ciężkich sił ku granicy wschodniej zakończyłoby się tak jak początek operacji Niemiec hitlerowskich przeciwko ZSRR 22 czerwca 1941 r. – zniszczeniem sił skoncentrowanych przy granicy.

Dowódca operacyjny Wojska Polskiego gen. Marek Tomaszycki w ubiegłorocznym wywiadzie dla Wirtualnej Polski stwierdził zresztą przytomnie, że rejon Jezior Mazurskich czy Puszcza Białowieska to miejsca, gdzie czołgami nie można operować skutecznie. Można je co najwyżej potopić.

Strategiczne myślenie Macierewicza jako żywo przypomina koncepty sowieckiego marszałka Klimienta Woroszyłowa z lat 40. ubiegłego wieku.

Niektóre zarzuty są słuszne, np. przeciągający się przetarg na system łączności, zarządzania polem walki i wykrywania skażeń dla rosomaków. O zainstalowanie swojego systemu walczą firmy WB Electronics i Teldat. Te dwie polskie prywatne firmy zostały przez ministra nazwane „gangami”.

Ciekawe wsparcie dla polskiego prywatnego przemysłu obronnego. Czy dlatego są gangsterami, że nie rządzą w nich ludzie Macierewicza, którzy mimo braku kompetencji obsiedli wszystkie państwowe firmy zbrojeniowe?

Ma rację Macierewicz, że supernowoczesnych rakiet JASSM do F-16 trudniej będzie używać bez własnego zwiadu satelitarnego (choć nie jest to niemożliwe z ich systemem naprowadzania). To jednak nie znaczy, by ich nie kupować – bo zwiększają siłę rażenia F-16.

Prawdziwym sprawdzianem dla każdego ministra obrony jest to, co on uczyni dla obronności. Skoro starym rosyjskim śmigłowcom Mi-24 kończą się zapasy rakiet, należy szybko rozstrzygnąć przetarg na śmigłowiec atakujący. Tymczasem Macierewicz storpedował inny niemal zakończony przetarg na śmigłowiec bojowy (francuski Caracal).

Skoro polski okręt ma „zepsutą wyrzutnię rakiet” pocisków Harpoon (mamy ich tylko kilka), to niech Macierewicz kupi nowe okręty, nowe pociski i zastąpi dwie stare fregaty amerykańskie klasy Oliver Hazard Perry, do których już nie ma części.

Rosja nam zagraża? Tak, ale uderzeniem rakietowym, nie zielonymi ludzikami. Na pociski Iskander z Kaliningradu nie mamy odpowiedzi, a minister praktycznie storpedował przetarg na system antyrakietowy. Zamiast tego buduje obronę terytorialną.

Polska armia to obecnie mieszanina staroci i nowoczesności. Wydając 2 proc. PKB, Polska ją unowocześnia. Czynił to każdy kolejny szef MON. Korzystał przy tym z dorobku poprzednika, pamiętając, że armia jest wspólna, nie partyjna. Trzeba życzyć ministrowi Macierewiczowi, aby i jemu udało się armię unowocześniać. Premier Beata Szydło obiecała 3 proc. PKB na wojsko. Panie ministrze, niech pan zadba o realizację tej obietnicy.

PAWEŁ WROŃSKI

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!