Po dwóch dotkliwych porażkach z Crystal Palace i Bayerem Leverkusen, kibice Lecha Poznań liczyli na przełamanie złej passy. Mecz z Sunderlandem, drużyną z końca tabeli angielskiej Premier League, wydawał się do tego idealną okazją. Historia i obecna sytuacja Sunderlandu wzbudzały dodatkowe zainteresowanie starciem w Poznaniu. Klub z północnej Anglii zyskał na popularności dzięki serialowi dokumentalnemu „Sunderland aż po grób”, pokazującemu jego sportowe wyzwania i trudy.
Spotkanie rozpoczęło się niepomyślnie dla Lecha. Już w drugiej minucie błąd Mateusza Lisa, bramkarza Lecha, pozwolił Nilsonowi Angulo odebrać piłkę i po podaniu na głowę Timura Tutierowa Sunderland objął prowadzenie. Pomimo szybkiego gola, pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:1, co wobec poprzednich wyników w Lidze Europy można było uznać za pewien postęp.
Kibice Lecha liczyli jednak na pierwsze gole i punkty swojej drużyny. Mimo kilku szans ze strony Daniela Håkansa, Antoniego Kozubala, Michała Gurgula i Patrika Wålemarka, brakowało skuteczności. Dopiero w 70. minucie przyszło upragnione wyrównanie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Szwed Leo Bengtsson posłał piłkę do siatki przy słupku, doprowadzając do remisu 1:1. Sunderland miał jeszcze szanse na zwycięstwo, ale ostatecznie wynik nie uległ zmianie.
Remis ten jest symbolicznym przełamaniem dla zespołu z Poznania. Lech zdobywa pierwszy punkt w tegorocznej Lidze Europy. Przed drużyną rozgrywki z Benfiką w Lizbonie, a później wyjazd do Belgii i mecz u siebie z gośćmi z Budapesztu. Kalendarz Ligi Europy przewiduje jeszcze spotkania m.in. z Benfiką i OFI Kretą. Kolejne konfrontacje będą kluczowe dla dalszych losów mistrzów Polski w europejskich pucharach.








Dodaj komentarz