John Bolton, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Donalda Trumpa, przyznał się do zarzutu bezprawnego zatrzymania tajnych materiałów. Pomimo że początkowo nie przyznawał się do winy, ostatecznie zaakceptował jeden z 18 zarzutów postawionych przez prokuraturę. Śledczy oskarżali Boltona o przechowywanie notatek związanych z obronnością USA, z których część miała najwyższą klauzulę tajności.
Boltonowi grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności, ale zawarta z prokuraturą ugoda może umożliwić mu uniknięcie więzienia. Jego dom w Maryland został przeszukany przez FBI w poszukiwaniu dowodów.
John Bolton zakończył swoją pracę dla Trumpa w 2019 roku, a rok później opublikował książkę „The Room Where It Happened”, w której krytykował byłego prezydenta. Administracja Trumpa próbowała zablokować publikację, twierdząc, że zawiera ona informacje niejawne, ale sąd odrzucił te argumenty, co umożliwiło wydanie książki.
Departament Sprawiedliwości podjął dochodzenie w sprawie możliwego ujawnienia tajnych informacji przez Boltona. Ponadto, według aktu oskarżenia, konto Boltona zostało przejęte przez hakera, który groził ujawnieniem kompromitujących materiałów.
Od czasu odejścia z Białego Domu, Bolton otwarcie krytykował Trumpa, a ich publiczne spory stały się tematem licznych doniesień medialnych. Trump nie szczędził ostrych słów w stronę swojego byłego doradcy, sugerując, że Bolton powinien zostać uwięziony. Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego wcześniej pełnił funkcję ambasadora USA przy ONZ za czasów prezydentury George’a W. Busha.
Decyzja Boltona o ugodzie wynikała z obaw, że proces sądowy może doprowadzić do ujawnienia kolejnych tajnych informacji, co mogłoby zaszkodzić amerykańskim interesom bezpieczeństwa. To złożony przypadek, który zwraca uwagę na niełatwe relacje w strukturach władzy USA.








Dodaj komentarz