Niedawne decyzje polityczne w Polsce wywołały debatę na temat bieżącej i przyszłej współpracy polsko-ukraińskiej. Prezydent Karol Nawrocki, kierując się pamięcią o ofiarach zbrodni UPA, postanowił odebrać Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Decyzja ta stała się punktem zapalnym w relacjach między Warszawą a Kijowem.
UPA, znana ze stosowania terroru i integralnego nacjonalizmu, była odpowiedzialna za ludobójstwo obywateli II Rzeczypospolitej. Już od 2010 roku wskazywano, że wartości tej organizacji są sprzeczne z fundamentami, na których zbudowana jest Unia Europejska. Dziś istotnym pytaniem jest, czy Polska chce aktywnie wpływać na Ukrainę, czy też tylko dystansować się od niej.
Miliony Ukraińców walczą obecnie o swoją przyszłość w Europie, starając się wyjść z kręgu korupcji i postkomunizmu. Polska, która do tej pory odgrywała rolę kluczowego adwokata Ukrainy w procesie jej integracji z UE, krok po kroku wycofuje się z tej roli pod wpływem nacisków skrajnej prawicy.
Negocjacje w Brukseli to odpowiedni moment, by skutecznie działać na rzecz pamięci historycznej, ekshumacji i przeciwdziałania kultowi UPA. Polityka zagraniczna to jednak nie manifestacja gestów, a realna zmiana rzeczywistości. Kiedy Polska traci wpływ, pozostają jedynie symbole.
Prezydent Nawrocki w swoim wieczornym wystąpieniu zauważył, że „nic nie służy interesom Kremla bardziej, niż konflikt między Polakami a Ukraińcami”, co podkreśla znaczenie współpracy dla bezpieczeństwa regionu. Postulat odcięcia Ukrainy od polskiej pomocy wojskowej budzi niepokój, ponieważ bezpieczeństwo Polski jest ściśle związane z sytuacją na froncie rosyjsko-ukraińskim.
Polityka zagraniczna nie powinna stać się zakładnikiem rozgrywek o głosy skrajnych wyborców. Kluczowym pytaniem pozostaje, czy chcemy, by Ukraina stała się bardziej europejska, czy raczej pozostawała w cieniu nacjonalistycznych mitów. Wpływ na Ukrainę to nie tylko kwestia polityki zagranicznej, ale także bezpieczeństwa i stabilności całej Europy.








Dodaj komentarz