28-letni lekarz i radny Koalicji Obywatelskiej z Ursusa, Dawid Kacprzyk, znalazł się w centrum uwagi mediów i opinii publicznej. W 2025 roku zarobił 1,6 mln zł w warszawskim Szpitalu Południowym jako koordynator SOR, co wywołało falę komentarzy na temat jego kwalifikacji i zasadności zatrudnienia. Zgodnie z informacjami zawartymi w 'Gazecie Wyborczej’, Kacprzyk objął stanowisko bez wymaganej specjalizacji, co według przepisów nie powinno mieć miejsca. Jego przeciwnicy zwracają uwagę na brak doświadczenia i zasady konkursu, który wymagał zaledwie pół roku praktyki.
Dyskusja na temat łączenia funkcji radnego z pracą lekarza szybko rozgorzała w mediach społecznościowych. Politycy, publicyści oraz lekarze otwarcie komentują sytuację. Janusz Cieszyński z PiS ironizuje na temat wymagań konkursowych, natomiast lekarz Bartosz Fiałek krytykuje polityczne wpływy w systemie zdrowotnym. Dziennikarz Patryk Słowik analizuje intensywność pracy Kacprzyka, wskazując na ponadprzeciętne obciążenie czasowe w Szpitalu Południowym, a także jego pracę w innych placówkach.
Wątpliwości budzi również możliwość równoczesnego zatrudnienia w kilku miejscach. Aleksandra Owca z Partii Razem oraz Maciej Konieczny podkreślają potrzebę zmian w zatrudnieniu lekarzy, sugerując wprowadzenie zakazu łączenia etatów w sektorze publicznym i prywatnym. Dziennikarka Dominika Długosz zwraca uwagę na potrzebę większej transparentności w działalności publicznej.
Na koniec, Damian Adamus z portalu 'Nowy Ład’ porusza problematyczną kwestię systemu nadzoru w ochronie zdrowia, podkreślając istniejące niedociągnięcia mimo cyfryzacji.
Cała sprawa stawia pytania o etykę zawodową oraz efektywność zarządzania w placówkach medycznych. Oczekuje się odpowiedzi ze strony Szpitala Południowego oraz dalszych wyjaśnień w obliczu pojawiających się wątpliwości. Debata wciąż trwa, a społeczeństwo oczekuje konkretnych działań, które mogłyby przywrócić zaufanie do systemu.








Dodaj komentarz