Niskie zarobki osób zatrudnionych w polskim sektorze akademickim stały się jednym z głównych tematów debaty publicznej. Wiele osób na stanowiskach asystenckich, nawet posiadających doktorat, zarabia tylko nieznacznie więcej niż wynosi płaca minimalna. To nie jest jedynie literówka, lecz rzeczywistość, w której przyszłość polskiej nauki staje pod znakiem zapytania.
W środę pod Pomnikiem Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego odbywa się manifestacja pod hasłem „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski”. Inicjatywa ta ma na celu zwrócenie uwagi na dramatyczny stan finansowania nauki w Polsce. Obecne nakłady na tę dziedzinę wynoszą zaledwie 1,06-1,07 proc. PKB, co jest jednym z najniższych wskaźników w XXI wieku.
Dotychczas kolejne rządy, począwszy od Donalda Tuska, przez Mateusza Morawieckiego, po ponownie obecny rząd Tuska, traktowały inwestycje w badania i rozwój jako rezerwuar środków. Rządy obiecywały zwiększenie nakładów na naukę, jednak sytuacja się nie zmienia. Dzisiejsze wynagrodzenia na stanowiskach akademickich nie oferują konkurencyjności w porównaniu do sektora przedsiębiorstw.
Wynagrodzenia dla osób z doktoratem są często na poziomie około trzech czwartych przeciętnego wynagrodzenia w sektorze prywatnym. Postulaty środowiska akademickiego koncentrują się na powiązaniu wynagrodzeń z średnią pensją w gospodarce, a także zwiększeniu subwencji na badania i infrastrukturę naukową.
Poparcia dla protestu udzieliło Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Według ich stanowisk, obecny poziom finansowania nie odpowiada strategicznemu znaczeniu nauki dla rozwoju kraju, bezpieczeństwa technologicznego oraz konkurencyjności gospodarki.
Organizatorzy akcji mówią wprost: nie chcą, by „protest nogami”, czyli exodus naukowców z kraju, był jedyną formą protestu. Polska nauka starzeje się szybciej, niż przybywa nowych pracowników. Wkrótce luka pokoleniowa w środowisku akademickim może się okazać porównywalna do tej, z którą zmaga się polska ochrona zdrowia.
Środowy protest jest jednak czymś więcej niż tylko reakcją na niski poziom nakładów budżetowych. To wyraz rosnącej determinacji polskich naukowców do zmiany systemu, wzorem ich kolegów z USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Francji czy Czech, gdzie aktywność akademicka jest narzędziem wpływu na politykę państwową.
W ciągu lat ograniczano wpływ środowiska naukowego w Polsce poprzez różne legislacyjne regulacje i pozorne dialogi. Manifestacja ma być okazją do pokazania nie tylko solidarności, ale i odpowiedzialności za przyszłość nauki w Polsce. Trzy procent PKB na naukę nie jest utopią, lecz koniecznym minimum dla zapewnienia rozwoju akademickiego i technologicznego kraju.
Polscy naukowcy wzywają rząd do przyjęcia odpowiedzialności za sytuację i zwiększenia nakładów na naukę jako inwestycji w przyszłość. Bez rzeczywistej zmiany, mówienie o doganianiu Zachodu pozostanie jedynie pustym hasłem.








Dodaj komentarz