W poniedziałek rozpoczęły się międzynarodowe ćwiczenia wojskowe „Balikatan”, w których uczestniczy około 17 tysięcy żołnierzy z Filipin, Stanów Zjednoczonych, Japonii, Francji, Kanady, Australii i Nowej Zelandii. Manewry te odbywają się na północnej wyspie Luzon w pobliżu Tajwanu oraz w spornych obszarach Morza Południowochińskiego i potrwają do 8 maja.
Generał Christian Wortman z amerykańskiej piechoty morskiej podkreślił podczas ceremonii otwarcia, że Stany Zjednoczone mocno skupiają się na regionie Indo-Pacyfiku, a ich zaangażowanie na rzecz Filipin pozostaje niezachwiane. Dowódca sił zbrojnych Filipin, generał Romeo Brawner, zaznaczył z kolei, że celem ćwiczeń jest budowanie zdolności odstraszania oraz obrona prawa międzynarodowego.
Tegoroczna edycja „Balikatan” wprowadza pewne nowości. Japońskie oddziały Sił Samoobrony, wcześniej ograniczone do działań humanitarnych, po raz pierwszy będą zaangażowane w ćwiczenia bojowe, podczas których wystrzelą rakiety, aby zniszczyć pozorowany wrogi statek na obrzeżach Morza Południowochińskiego.
Z reakcji na manewry nie krył chiński rząd, który za pośrednictwem rzecznika MSZ, Guo Jiakuna, oświadczył, że takie działania wojskowe nie powinny podważać zaufania i stabilności w regionie ani być wymierzone przeciwko państwom trzecim. „Ślepe wiązanie się w kwestiach bezpieczeństwa to igranie z ogniem, które przyniesie odwrotny skutek” – ostrzegł Jiakun.
Tło napięć związanych z manewrami stanowią roszczenia terytorialne Chin do znacznej części Morza Południowochińskiego, pomimo wyroku międzynarodowego trybunału arbitrażowego, który podważa te pretensje. Chiny regularnie dochodzą do spięć z jednostkami filipińskimi na tych wodach, co prowadzi do incydentów destabilizujących region.
Ćwiczenia o kryptonimie „Balikatan”, co w języku tagalskim oznacza „ramię w ramię”, są postrzegane jako sygnał solidarności i współpracy międzynarodowej w obliczu rosnącego napięcia w regionie.








Dodaj komentarz