Według informacji przekazanych przez ukraińskiego eksperta wojskowego, cytowanego przez „Rzeczpospolitą”, Rosja od 2024 roku gromadzi wojska w Leningradzkim Okręgu Wojskowym. Obecnie liczba żołnierzy w tym rejonie sięga 70 tysięcy. Dla porównania, zgrupowanie rosyjskich sił, które najechało Ukrainę na początku konfliktu, liczyło około 150 tysięcy. Te liczby wskazują na znaczący potencjał wojskowy, którego celem mogą być państwa bałtyckie.
Potencjalnym celem Rosji w razie konfliktu z NATO mogą być terytoria od dalekiej północy aż po szwedzkie wyspy na Bałtyku i państwa bałtyckie, aż do granicy z Polską. Jednakże, jak podkreślają analitycy, bezpośredni atak na Finlandię i Polskę, które są najsilniejszymi militarnie państwami regionu, pozostaje mało prawdopodobny.
NATO, świadome zagrożenia płynącego ze strony Rosji, od 2016 roku wzmacnia swoje obecności obronne w regionie bałtyckim. Państwa te budują linie obronne, szczególnie na terenie Estonii i Łotwy, przygotowując się do potencjalnych działań obronnych.
Eksperci wskazują, że rosyjskie działania mogą skupić się na inwazji pancernej, gdzie główne uderzenie skierowane byłoby na Litwę. Taki scenariusz mógłby zaistnieć przy braku zdecydowanej reakcji NATO, którego jedność jest jednym z głównych celów, które Rosja mogłaby próbować osłabić poprzez takie działania.
Obserwacje te wpisują się w szerszy kontekst przygotowań obronnych w regionie i rosnącego napięcia na wschodnich granicach NATO. Wywołuje to niepokój wśród krajów bałtyckich oraz członków Sojuszu, co prowadzi do zwiększenia gotowości wojskowej w regionie.








Dodaj komentarz