W sobotę na ulicach francuskich miast zgromadziły się tłumy protestujących przeciwko rosnącym kosztom życia i pogłębiającym się nierównościom. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Francji podało, że demonstracje przyciągnęły około 410 tysięcy osób, z czego około 110 tysięcy w samym Paryżu. Związki zawodowe szacują jednak liczbę uczestników na około 800 tysięcy, w tym 250 tysięcy w stolicy.
Największa manifestacja odbyła się w Paryżu, gdzie tłum przeszedł trasą z okolic bramy Porte d’Italie do stacji metra Porte de Vincennes. Choć większość marszu przebiegła spokojnie, na jego zakończeniu doszło do starć z policją, kiedy to ponad 500 osób zaatakowało funkcjonariuszy, zmuszając ich do użycia gazu łzawiącego i armatek wodnych.
Podobne manifestacje miały miejsce w całej Francji. W Marsylii młodzież blokowała ulice, a w Nicei doszło do starć między demonstrantami a zwolennikami skrajnej prawicy, gdzie ranne zostały trzy osoby. Prefektura Nicei poinformowała o zatrzymaniu 11 osób.
W Limoges, mimo wcześniejszych zamieszek, zebrało się około 4 tysięcy osób, w tym wielu młodych. Protesty miały miejsce również w Lyonie, Bordeaux, Tuluzie, Rennes i Strasburgu, gdzie także odnotowano napięcia między młodzieżą a policją. W Clermont-Ferrand i Lille użyto gazu łzawiącego w celu rozproszenia tłumów.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wysłało do zabezpieczenia protestów 70 tysięcy policjantów i żandarmów, o 10 tysięcy więcej niż tydzień wcześniej. Minister Laurent Nunez poinformował, że do wczesnego popołudnia w całym kraju aresztowano 135 osób, głównie podczas prewencyjnych przeszukań.
Protesty, koordynowane poprzez stronę internetową nawiązującą do ruchu żółtych kamizelek z lat 2018-19, zgromadziły szerokie spektrum uczestników, od licealistów i studentów po związki zawodowe oraz grupy społeczne dotknięte wzrostem cen. Demonstranci wyrazili swoje niezadowolenie machając flagami i skandując hasła krytyczne wobec rządu.








Dodaj komentarz