Z rządowego projektu regulacji najmu krótkoterminowego zniknęły kluczowe zapisy, co wywołało falę krytyki. Decyzję rządu zaakceptowano przy sprzeciwie jednego z ministrów. Jak wskazuje aktywista Jan Śpiewak, jest to efekt presji lobbystów i partykularnych interesów.
Przez lata sektor najmu krótkoterminowego rozwijał się w Polsce bez większych ograniczeń, często w szarej strefie, co owocowało problemami w wielu miastach. Mieszkańcy takich miast jak Gdańsk, Wrocław czy Kraków skarżą się na hałas, konflikty i zniszczenia związane z turystami. Unia Europejska wymaga, by Polska wprowadziła odpowiednie regulacje, co jednak opóźnia się.
W projekcie rządowym zrezygnowano z istotnych przepisów, pozwalających gminom na wprowadzenie stref zakazu najmu oraz złagodzono wymogi przeciwpożarowe. Główną propozycją pozostaje utworzenie Centralnego Wykazu Turystycznych Obiektów Noclegowych. Brak wpisu do rejestru może skutkować karą do 50 tys. zł. Inne kraje europejskie wprowadziły bardziej restrykcyjne przepisy, jak np. Hiszpania czy Węgry.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz otwarcie krytykuje rządowy projekt, wskazując na jego uległość wobec wpływowych kręgów biznesowych. Podkreśla, że nadanie numeru rejestru to zbyt mało, by skutecznie ucywilizować rynek.
Rządowy projekt, po wprowadzeniu poprawek, trafił do Sejmu, gdzie równocześnie procedowany jest projekt poselski Polski 2050, zawierający zapisy o strefach zakazu najmu i zgodzie wspólnoty mieszkaniowej na najem krótkoterminowy.
Śpiewak ironizuje, że proponowane regulacje to minimum, jakie powinna wprowadzić Polska, niezależnie od nacisków UE. Przewiduje, że bez skutecznych działań, ceny nieruchomości nadal będą rosły, a mieszkańcy będą zmuszeni przenosić się na przedmieścia.








Dodaj komentarz