8 lipca Parlament Europejski przyjął rezolucję, która skupia się na Ukrainie, szczególnie podkreślając kontrowersje związane z decyzją prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”. Decyzja ta wywołała międzynarodowe reakcje ze względu na historyczny kontekst zbrodni wołyńskiej. Europosłowie wyrazili ubolewanie, szczególnie w świetle niezachwianego wsparcia Polski dla Ukrainy, zaznaczając, że kwestie te są bolesne dla polskiego społeczeństwa. Były ambasador RP w Ukrainie, Jan Piekło, zauważył, że temat Wołynia zaczął być zauważany nie tylko w Polsce, ale także na arenie międzynarodowej. Sprawa ta stała się przedmiotem zainteresowania mediów w krajach takich jak Szwecja, Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, co przyczyniło się do umiędzynarodowienia tej delikatnej kwestii. Piekło wskazuje, że rezolucja Parlamentu Europejskiego jest gestem ostrzegawczym dla Ukrainy. W jego ocenie, decyzja Zełenskiego jest próbą odbudowy wizerunku prezydenta po problemach z korupcją w jego otoczeniu. Krytyczny ton wypowiedzi na temat Polski w kontekście eskalacji napięcia, który pojawił się w wywiadzie Kyryła Budanowa oraz na forum ONZ, jest elementem tej strategii. Piekło dodaje, że rezolucja może być użyta jako argument przez kraje Unii Europejskiej, które nie chcą szybko przyjąć Ukrainy do Unii. Dla części państw może to być wygodny pretekst, aby odsunąć w czasie akcesję Ukrainy. Były ambasador podkreśla, że choć wsparcie dla Ukrainy w wojnie z Rosją jest niezmienne, kwestia pamięci historycznej wymaga rozwiązania. Zadaje pytanie, czy Ukraina z UPA na sztandarach może wejść do UE, podkreślając, że dla wielu krajów i ugrupowań politycznych opóźnianie tego procesu jest korzystne. Spór o pamięć historyczną, choć trudny, musi zostać rozwiązany, by nie wpływał na przyszłość stosunków między Polską a Ukrainą.








Dodaj komentarz