Piłka nożna w Stanach Zjednoczonych nadal stara się zdobyć popularność na poziomie baseballu, koszykówki czy hokeja. Mimo tych wyzwań, amerykańska reprezentacja podjęła kroki, aby dobrze przygotować się do nadchodzących Mistrzostw Świata. Zatrudnienie trenera o renomie Mauricio Pochettino było kluczowym elementem tej strategii. Pochettino postawił na autorską selekcję zawodników, co pozwoliło drużynie osiągnąć skuteczność na boisku, jak w początkowym meczu z Australią, gdzie byli wyraźnie lepszymi zawodnikami.
Podczas gdy Meksyk, będąc jednym ze współgospodarzy mundialu, już zapewnił sobie udział w 1/16 finału po wygranej z Koreą Południową, Amerykanie przygotowują się do podobnego sukcesu. Meksykańska drużyna od lat utrzymuje pewien poziom na mistrzostwach, niezawodnie przechodząc fazę grupową od 1994 do 2018 roku, choć nigdy nie dotarli dalej niż do ćwierćfinału. Ciekawostką jest to, że zawsze, gdy Meksyk był gospodarzem turnieju, docierał do ćwierćfinałów.
Kanadyjczycy również starają się zapisać nowy rozdział w swojej piłkarskiej historii, notując swoje pierwsze zwycięstwo nad Katarem 6:0. To osiągnięcie daje im nadzieję na pierwszy awans do fazy pucharowej. Każda kolejna wygrana Kanady byłaby swego rodzaju niespodzianką.
Entuzjazm amerykańskich kibiców rośnie, lecz realnie oceniają swoje szanse na złoty medal, które według „The Athletic” wynoszą zaledwie 1,2 proc. Taki wynik jest porównywalny z sytuacją w NBA, gdzie drużyna przegrywająca 20 punktami do przerwy ma 4,3 proc. szans na tryumf w finale. Choć wydaje się to mało prawdopodobne, Amerykanie znani są z zamiłowania do nieoczekiwanych zwrotów akcji.
Mistrzostwa Świata 2026 stanowią więc dla trzech współgospodarzy – USA, Meksyku i Kanady – wyjątkową okazję do podniesienia poziomu krajowego stopnia zainteresowania piłką nożną oraz wpisania się w annały sportowej historii. Entuzjazm, jaki towarzyszy reprezentacjom, to nie tylko sposób na zapełnienie stadionów, ale i szansa na osiągnięcie międzynarodowych sukcesów.








Dodaj komentarz