Linie lotnicze na całym świecie stawiają czoła różnym wyzwaniom, ale australijski przewoźnik Qantas ma przed sobą wyjątkowy problem – geograficzną izolację swojego kontynentu. Australia jest położona daleko zarówno od Europy, jak i Stanów Zjednoczonych, gdzie koncentrują się jej kluczowe interesy gospodarcze i polityczne. Dla Qantas kluczowy jest rozwój technologiczny umożliwiający wprowadzenie do użytku samolotów zdolnych do pokonania tras bez międzylądowań, które wynosiłyby do 22 godzin. Taki krok umożliwiłby bezpośrednie połączenie metropolii takich jak Sydney czy Melbourne z Nowym Jorkiem czy Londynem. Podstawowym powodem, dla którego Qantas dąży do posiadania maszyny o takim zasięgu, jest wzrastający popyt na loty bez przesiadek. Klienci są gotowi zapłacić dodatkową premię za komfort i oszczędność czasu. Obecnie loty z Australii do Europy czy Ameryki Północnej wymagają międzylądowań, co wydłuża podróż i bywa stresujące. Przesiadki odbywają się zwykle w takich miastach jak Dubaj, Singapur czy Hong Kong. Wprowadzenie bezpośrednich lotów przyniosłoby korzyści zarówno dla pasażerów, jak i samego przewoźnika. Bez międzylądowań zużywane byłoby mniej paliwa, co obniżyłoby koszty operacyjne linii. Planowane jest wykorzystanie specjalnie dostosowanych samolotów Airbus A350-1000ULR, wyposażonych w dodatkowe zbiorniki paliwa, co pozwoliłoby na zwiększenie zasięgu. Przygotowania do realizacji projektu „Wschód słońca” przez Qantas są w toku. Pierwszy Airbus A350-1000ULR jest już malowany w Tuluzie, a testy mają się rozpocząć niebawem. Mimo opóźnienia dostawy samolotu z powodu „problemów z łańcuchem dostaw”, linia kontynuuje szkolenie pilotów. Zgodnie z planem, trasa i terminy inauguracyjnych lotów mają być ogłoszone w czerwcu. Koszty biletów na tak długie trasy będą wyższe, lecz komfort i brak przesiadek są dla wielu pasażerów kluczowymi zaletami. Wprowadzenie takich połączeń byłoby znaczącym krokiem naprzód dla Qantas i mogłoby wpłynąć na przyszłość lotnictwa pasażerskiego na świecie.








Dodaj komentarz