W 70. finale Eurowizji, który odbył się w Wiedniu, zwyciężyła Bułgaria, reprezentowana przez Darę z utworem „Bangaranga”. Drugie miejsce zajął Izrael z Noamem Bettanem jako reprezentantem. Wyniki te powstały z połączenia punktów od krajowych jurorów oraz głosowania publiczności. Jak się okazało, decyzje jury niekiedy budzą wiele emocji, szczególnie gdy różnią się znacząco od preferencji widzów.
Tym razem gorącą dyskusję wywołała decyzja polskiego jury, które przyznało maksymalną liczbę punktów – 12 – reprezentantowi Izraela. W panelu jury zasiadali m.in. Eliza Orzechowska z TVP, prawnik Filip Koncewicz, Viki Gabor oraz muzycy Staś Kukulski i Maurycy Żółtański. Żadna inna drużyna jury z europejskiego kraju nie podjęła podobnej decyzji, co spowodowało lawinę negatywnych komentarzy w mediach społecznościowych, odwołujących się do konfliktów na Bliskim Wschodzie z udziałem Izraela.
Decyzja polskiego jury spotkała się z krytyką wielu polskich gwiazd i celebrytów. Była także szeroko komentowana przez Aleksandrę Kwaśniewską, córkę byłego prezydenta. „Czuję wielką dumę z Alicji, ale jednocześnie wstyd z powodu polskiego jury. 12 pkt dla Izraela? Gdy inne kraje bojkotują Eurowizję za sam ich udział?” – napisała na InstaStories.
Kwaśniewska, odnosząc się do składu polskiego jury, dodała, że taka ocena może wynikać z błędów młodości i zaapelowała o niewywieranie presji na członkach jury. „Żałuję jedynie, że nie było tam nikogo rozsądnego, kto by im uzmysłowił, że punkty dla Izraela zostaną potraktowane jak poparcie dla Netanjahu i jego działań” – podkreśliła.
Ta sytuacja na nowo rozbudziła debatę na temat przyznawania punktów w konkursie Eurowizji oraz wpływu polityki na decyzje artystycznych ekspertów. Mimo to, polskie jury stoi na stanowisku, że ich decyzja była wynikiem indywidualnych opinii, nie zrodzoną ze wspólnego konsensusu.








Dodaj komentarz