W Polsce czas oczekiwania na badania endoskopowe, w tym kolonoskopię, dramatycznie się wydłużył. Po obniżeniu przez Narodowy Fundusz Zdrowia stawek za tzw. nadwykonania, wielu pacjentów zmuszonych jest do korzystania z usług prywatnych, co wiąże się z bardzo dużymi kosztami. Problem dotyczy zwłaszcza badań takich jak gastroskopia i kolonoskopia. Od 1 kwietnia 2026 roku NFZ zmniejszył opłaty za badania wykonywane poza limitem kontraktu – o 60% w przypadku gastroskopii i kolonoskopii oraz o 50% za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową. W konsekwencji placówki medyczne ograniczyły liczbę procedur wykonywanych ponad ustaloną normę, co prowadzi do znacznego wzrostu kolejek.
Dane pokazują, że w niektórych placówkach pacjenci będą musieli czekać na kolonoskopię prawie dwa lata. Centrum Gastrologiczno-Hepatologiczne we Wrocławiu ma najbliższy wolny termin dopiero w lutym 2028 roku, a szpital w Ząbkowicach Śląskich w grudniu tego samego roku. Podobna sytuacja panuje w szpitalu MSWiA w Rzeszowie i szpitalu Pro-Familia.
Problemy te dotyczą także placówek prywatnych świadczących usługi w ramach kontraktów z NFZ, jak Enel-Med i LUX MED. Choć formalnie nie wstrzymują one przyjęć, czas oczekiwania na badania jest znacznie dłuższy niż dotychczas. „Dostosowujemy zapisy do limitu zawartego w umowie z NFZ, co wydłuża terminy oczekiwania” – mówi Jarosław Minkowski, dyrektor z Grupy LUX MED. Natomiast w Enel-Med zdecydowano o niemal całkowitej rezygnacji z realizacji świadczeń ponadlimitowych z powodu nieopłacalności finansowej wynikającej z nowych zasad.
Eksperci wskazują na poważne konsekwencje zdrowotne związane z opóźnionymi diagnozami chorób, zwłaszcza raka jelita grubego, którego skuteczne leczenie w dużej mierze zależy od wczesnego wykrycia. Jak podkreśla Iga Rawicka z Fundacji EuropaColon Polska, ponad 60% przypadków tego nowotworu w Polsce jest diagnozowanych w późnym stadium, co prowadzi do wysokiej śmiertelności. Wciąż jednak nie wszyscy pacjenci mogą pozwolić sobie na kosztowne badania prywatne, których cena waha się od kilkuset do nawet półtora tysiąca złotych.
Taka sytuacja budzi niepokój wśród zarówno pacjentów, jak i lekarzy, zaniepokojonych brakiem dostępu do niezbędnej diagnostyki. Potrzebne są pilne rozwiązania systemowe, które przywrócą stabilność i dostępność usług medycznych, co pozwoli na poprawę wyników leczenia chorób, które wygrywa się głównie czasem.








Dodaj komentarz